|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6785
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
12 stycznia 1940
Feliks odłożył słownik i starał się zebrać myśli. Za dużo tego. Jakby się tylko szkolił, to byłoby łatwiej, a Feliks w zasadzie przerabiał to podwójnie i jeszcze nie mógł nawet kimnąć się z tyłu, a potem nadrobić materiał, bo musiał być cały czas czujny i na bieżąco z tematem. Potem miał taki mętlik w głowie, że nie miał siły na nic. Jak tylko skończą ćwiczenia teoretyczne, będzie miał więcej czasu - powtarzał sobie.
Nie lubił też spotkań z francuskimi pilotami. Nawet nie chodziło samych Francuzów, a raczej o potrzebę tłumaczenia co koledzy mówią. A Francuzi nie rozumieli chyba wojny jaką stoczyła Polska i każde opowieści wojenne trzeba było tłumaczyć. "Ale jak to? Wasze samoloty myśliwskie nie doganiały bombowców?" "Ale jak to, Niemcy strzelali do pustych chat, aby je podpalić?" "Strzelają do skaczących na spadochronach?" I w drugą stronę. Tłumaczenie kolegom, że Francuz mówi o tym, że Francja jest zabezpieczona fortyfikacjami i że Niemcy ich nie przemogą , a potem z braku możliwości dojdzie do pokoju i powrotu do stanu sprzed wojny. Jesienią będziecie znów w kraju... I potem Feliks czuł, że to bardziej jemu się obrywa za te spory.... a potem pito razem wino i rozchodziło się... tylko w głowie Feliksa szumiało nie wino, a słowotok, który musiał tłumaczyć...
Nawet nie pamiętał, jak wyszedł z domku i szedł kawałek to w jedną, to w drugą... znaczy na pewno zrobił to świadomie, ale już nawet nie rejestrował tego co robił. Pozwolił aby ciepły wiatr wiejący z południa rozwiał myśli i powiedział sobie: "Skończy się teoria, będzie mniej gadania! Wytrzymaj Feliks, a gdy będą latać na Moranach, ty będziesz mógł w spokoju robić swoje... i może znaleźć kogoś, kto uczy latania na Potezach i porozmawiać z kimś, kto nie uważa, że słaby cios ze zwrotnego samolotu jest lepszy od potężnej siły ognia "niszczyciela"."
15 stycznia 1940
Było coraz cieplej. Śnieg zniknął już praktycznie z terenu lotniska, za to zostawało błoto. Tego dnia Feliks zaraz po zajęciach udał się do doktora, aby ten zakończył ten jego turnus rekonwalescenta. Lekarz wydawał się podzielać zdanie Feliksa i kiwał głową na to, że w Lyonie lekarz przesadzał i podpisał Feliksowi zaświadczenie, że jest zdrowy i może latać. To chyba ta radość zaniosła go pod hangary, gdzie mechanicy wyciągnęli samoloty na zewnątrz i dokonywali przeglądów.
Szkolny Potez 631 stał obok hangaru, otoczony przez mechaników, a przed maszyną stało dwóch pilotów. Ich wiek (około 40) świadczył, ze nie są to uczniowie. Nagle mechanicy coś chcieli od nich i piloci chyba szybko ustalili, który wejdzie do maszyny. Feliks właśnie zbliżał się, gdy jeden z pilotów gramolił się do maszyny. I słowo "gramolił" było tu na miejscu. Feliksa powstrzymywano do latania, bo noga mogła być za słaba do silnych pchnięć steru, a ten pilot wyglądał, jakby miał niedowład ramienia. Drugi z pilotów (w stopniu porucznika) zobaczył Feliksa i rozpoznając polski mundur, chyba uznał, ze zbliżający się nie zna za dobrze Francuskiego, bo używał prostych, ale dosadnych słów, podkreślanych gestykulacją:
-Stać! Odsunąć! Odsunąć! Silniki - ruch. Silniki - ruch! Odsunąć!
Jakby wiedział, że Feliks zna Francuski pewnie powiedziałby "Nie zbliżajcie się, będziemy uruchamiać silniki", aby polski as lotnictwa nie został zamieniony na szynkę krojoną pod silnikiem Poteza, wchodząc, gdzie nie trzeba.
Feliks odłożył słownik i starał się zebrać myśli. Za dużo tego. Jakby się tylko szkolił, to byłoby łatwiej, a Feliks w zasadzie przerabiał to podwójnie i jeszcze nie mógł nawet kimnąć się z tyłu, a potem nadrobić materiał, bo musiał być cały czas czujny i na bieżąco z tematem. Potem miał taki mętlik w głowie, że nie miał siły na nic. Jak tylko skończą ćwiczenia teoretyczne, będzie miał więcej czasu - powtarzał sobie.
Nie lubił też spotkań z francuskimi pilotami. Nawet nie chodziło samych Francuzów, a raczej o potrzebę tłumaczenia co koledzy mówią. A Francuzi nie rozumieli chyba wojny jaką stoczyła Polska i każde opowieści wojenne trzeba było tłumaczyć. "Ale jak to? Wasze samoloty myśliwskie nie doganiały bombowców?" "Ale jak to, Niemcy strzelali do pustych chat, aby je podpalić?" "Strzelają do skaczących na spadochronach?" I w drugą stronę. Tłumaczenie kolegom, że Francuz mówi o tym, że Francja jest zabezpieczona fortyfikacjami i że Niemcy ich nie przemogą , a potem z braku możliwości dojdzie do pokoju i powrotu do stanu sprzed wojny. Jesienią będziecie znów w kraju... I potem Feliks czuł, że to bardziej jemu się obrywa za te spory.... a potem pito razem wino i rozchodziło się... tylko w głowie Feliksa szumiało nie wino, a słowotok, który musiał tłumaczyć...
Nawet nie pamiętał, jak wyszedł z domku i szedł kawałek to w jedną, to w drugą... znaczy na pewno zrobił to świadomie, ale już nawet nie rejestrował tego co robił. Pozwolił aby ciepły wiatr wiejący z południa rozwiał myśli i powiedział sobie: "Skończy się teoria, będzie mniej gadania! Wytrzymaj Feliks, a gdy będą latać na Moranach, ty będziesz mógł w spokoju robić swoje... i może znaleźć kogoś, kto uczy latania na Potezach i porozmawiać z kimś, kto nie uważa, że słaby cios ze zwrotnego samolotu jest lepszy od potężnej siły ognia "niszczyciela"."
15 stycznia 1940
Było coraz cieplej. Śnieg zniknął już praktycznie z terenu lotniska, za to zostawało błoto. Tego dnia Feliks zaraz po zajęciach udał się do doktora, aby ten zakończył ten jego turnus rekonwalescenta. Lekarz wydawał się podzielać zdanie Feliksa i kiwał głową na to, że w Lyonie lekarz przesadzał i podpisał Feliksowi zaświadczenie, że jest zdrowy i może latać. To chyba ta radość zaniosła go pod hangary, gdzie mechanicy wyciągnęli samoloty na zewnątrz i dokonywali przeglądów.
Szkolny Potez 631 stał obok hangaru, otoczony przez mechaników, a przed maszyną stało dwóch pilotów. Ich wiek (około 40) świadczył, ze nie są to uczniowie. Nagle mechanicy coś chcieli od nich i piloci chyba szybko ustalili, który wejdzie do maszyny. Feliks właśnie zbliżał się, gdy jeden z pilotów gramolił się do maszyny. I słowo "gramolił" było tu na miejscu. Feliksa powstrzymywano do latania, bo noga mogła być za słaba do silnych pchnięć steru, a ten pilot wyglądał, jakby miał niedowład ramienia. Drugi z pilotów (w stopniu porucznika) zobaczył Feliksa i rozpoznając polski mundur, chyba uznał, ze zbliżający się nie zna za dobrze Francuskiego, bo używał prostych, ale dosadnych słów, podkreślanych gestykulacją:
-Stać! Odsunąć! Odsunąć! Silniki - ruch. Silniki - ruch! Odsunąć!
Jakby wiedział, że Feliks zna Francuski pewnie powiedziałby "Nie zbliżajcie się, będziemy uruchamiać silniki", aby polski as lotnictwa nie został zamieniony na szynkę krojoną pod silnikiem Poteza, wchodząc, gdzie nie trzeba.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 538
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Feliks odpowiedział biegłym francuskim:
- Nie ma problemu Panie poruczniku! - Feliks odsunął się na bok i zawołał - marzyło mi się by nim polecieć, u nas nie robią ciężkich myśliwców a to na nich zawsze chciałem latać. Chociaż bez uzbrojenia to jest piękny - Feliks był uśmiechnięty.
- Nie ma problemu Panie poruczniku! - Feliks odsunął się na bok i zawołał - marzyło mi się by nim polecieć, u nas nie robią ciężkich myśliwców a to na nich zawsze chciałem latać. Chociaż bez uzbrojenia to jest piękny - Feliks był uśmiechnięty.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6785
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
-To czego używacie do walk w nocy w takim razie? - zaczął oficer wykazując jak ważna w nocnej walce jest każda przewaga i jak najmniejsze rozpraszanie pilota, a to śmigło, choć wydaje się niewidoczne, wciąż tam jest i w jakiś mały sposób rozprasza uwagę. Dalej przeszedł do opowiadania o wersji bombowej i wersji rozpoznawczej, która w jego ocenie była dość ważną funkcją Potezów 63, a następnie przeszedł do samej wersji myśliwskiej.
-To prawda, że nie jest tak zwrotny, jak nowoczesne myśliwce, ale też nie miał taki być. Jego główną rolę dobrze opisują Niemcy. Samolot niszczący.
Dalej przeszedł do tego zagadnienia, podkreślając, że od wielkości samolotu zależy ile może paliwa zabrać, a od tego zasięg i właśnie to powoduje, że Potez to świetna maszyna do obrony.
-Bombowiec może dolecieć dalej, niż myśliwiec. I właśnie tam, gdzie dolatuje bombowiec, a nie doleci eskorta, potrzeba samolotów, które mogą ścigać bombowce.
Dalej przechodził do taktyki użycia maszyn, podkreślając, że nawet bliżej frontu, współpracując z lżejszymi myśliwcami Potez jest cenną bronią, o ile użytą w prawidłowy sposób. Widać było, że porucznik podziela poglądy Feliksa na rzecz Potezów. Feliks musiał więc zapytać, o uwagi, które wcześniej jak ich oprowadzano czyniono Potezom. Porucznik machnął ręką:
-Silniki idą do przodu. Nowe samoloty mają więcej mocy w jednym silniku, niż wkrótce będzie miał Potez w obu. No to z większą mocą, nowe Blochy mogą zabrać tyle samo uzbrojenia co Potez, ale nowe samoloty tego typu z mocniejszymi silnikami mogą zabrać jeszcze więcej działek i karabinów. Tempo rozwoju jest teraz tak szybkie, że gdy wprowadzasz samolot do linii, następca już musi być w fazie prototypu, a jednocześnie trwać pracę nad następcą, następcy. W Sud-Est* trwają już prototypowe nad następcą, który ma rozwinąć prędkość 600 kilometrów na godzinę i być uzbrojony w 6 działek. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze tą wojnę zobaczą. No i Potezy są tańsze od tych skomplikowanych myśliwców jak MS-406 i mniej podatne na awarie.
O Potezach Feliks mógł rozmawiać długo, ale musiał zapytać, czy porucznik jest instruktorem.
-Tak - odpowiedział - Egzaminuję pilotów na Potezach, a poza tym uczę nawigacji, a to podstawa na Potezie. To nie maszyna krótkiego dystansu, ze poznasz okolicę w promieniu 100 kilometrów i wrócisz do bazy. Możesz polecieć kilkaset kilometrów, stoczyć walkę, a potem musisz odnaleźć się, gdzie jesteś. A zwłaszcza na morzu to ważne. Wkrótce po was przybędą tu piloci marynarki na szkolenia. I nie wypuszczę żadnego, który nie będzie umiał z pamięci narysować wszystkich portów i przystani całej Francji. Jeszcze taki zgubi się, wyląduje w Danii, albo nie daj w Niemczech i zaskoczony zostanie wzięty do niewoli.
Porucznik przerwał swój wywód, bo właśnie bardziej zainteresowało go, jak kapitan zwiększał obroty prawego silnika, a mechanik leżący na skrzydle przy otwartych klapach serwisowych przyglądał się pracy silnika.
Ten chwilowy ryk silnika pozwolił przerwać rozmowę i przemyśleć Feliksowi, co usłyszał. Wszystkie porty i przystanie całej Francji? On nawet nie potrafił ich wymienić. Jaki był pierwszy port od granicy z Niemcami... zaraz, jakimi Niemcami. Holandia. Zaraz... czy Holandia graniczy z Francją, czy Belgia? Pot napłynął na czoło Feliksa. On myśli o granicy Francuskiej, gdzie leży, a tu jeszcze wypadałoby wiedzieć, jak wygląda pierwsza miejscowość na granicy. Albo choć jak się nazywa! Plutonowy Kremski pewnie to umiał [wymagana umiejętność: Nawigator albo porządne przeszkolenie z geografii podczas kursu, brak obu]. Zaraz. A to nie strzelec mógłby się na tym znać? Przecież co za pracę on ma? Tylko ma karabin i jak nikt nie atakuje ich, to ten chyba krzyżówki rozwiązuje. Pilot mógłby się skupić na walce, a nawigator na tym, gdzie lecą.... Ale z nauczycielami, a co gorsza egzaminatorami się nie kłóci, a raczej robi, co każą. Droga do Poteza nagle wydała się bardziej skomplikowana i wiele wskazywało, że inną książkę musi pożyczyć z biblioteki, jak ten porucznik ma go wypuścić.
*Znacjonalizowane zakłady w których skład wchodzą też zakłady Poteza.
-To prawda, że nie jest tak zwrotny, jak nowoczesne myśliwce, ale też nie miał taki być. Jego główną rolę dobrze opisują Niemcy. Samolot niszczący.
Dalej przeszedł do tego zagadnienia, podkreślając, że od wielkości samolotu zależy ile może paliwa zabrać, a od tego zasięg i właśnie to powoduje, że Potez to świetna maszyna do obrony.
-Bombowiec może dolecieć dalej, niż myśliwiec. I właśnie tam, gdzie dolatuje bombowiec, a nie doleci eskorta, potrzeba samolotów, które mogą ścigać bombowce.
Dalej przechodził do taktyki użycia maszyn, podkreślając, że nawet bliżej frontu, współpracując z lżejszymi myśliwcami Potez jest cenną bronią, o ile użytą w prawidłowy sposób. Widać było, że porucznik podziela poglądy Feliksa na rzecz Potezów. Feliks musiał więc zapytać, o uwagi, które wcześniej jak ich oprowadzano czyniono Potezom. Porucznik machnął ręką:
-Silniki idą do przodu. Nowe samoloty mają więcej mocy w jednym silniku, niż wkrótce będzie miał Potez w obu. No to z większą mocą, nowe Blochy mogą zabrać tyle samo uzbrojenia co Potez, ale nowe samoloty tego typu z mocniejszymi silnikami mogą zabrać jeszcze więcej działek i karabinów. Tempo rozwoju jest teraz tak szybkie, że gdy wprowadzasz samolot do linii, następca już musi być w fazie prototypu, a jednocześnie trwać pracę nad następcą, następcy. W Sud-Est* trwają już prototypowe nad następcą, który ma rozwinąć prędkość 600 kilometrów na godzinę i być uzbrojony w 6 działek. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze tą wojnę zobaczą. No i Potezy są tańsze od tych skomplikowanych myśliwców jak MS-406 i mniej podatne na awarie.
O Potezach Feliks mógł rozmawiać długo, ale musiał zapytać, czy porucznik jest instruktorem.
-Tak - odpowiedział - Egzaminuję pilotów na Potezach, a poza tym uczę nawigacji, a to podstawa na Potezie. To nie maszyna krótkiego dystansu, ze poznasz okolicę w promieniu 100 kilometrów i wrócisz do bazy. Możesz polecieć kilkaset kilometrów, stoczyć walkę, a potem musisz odnaleźć się, gdzie jesteś. A zwłaszcza na morzu to ważne. Wkrótce po was przybędą tu piloci marynarki na szkolenia. I nie wypuszczę żadnego, który nie będzie umiał z pamięci narysować wszystkich portów i przystani całej Francji. Jeszcze taki zgubi się, wyląduje w Danii, albo nie daj w Niemczech i zaskoczony zostanie wzięty do niewoli.
Porucznik przerwał swój wywód, bo właśnie bardziej zainteresowało go, jak kapitan zwiększał obroty prawego silnika, a mechanik leżący na skrzydle przy otwartych klapach serwisowych przyglądał się pracy silnika.
Ten chwilowy ryk silnika pozwolił przerwać rozmowę i przemyśleć Feliksowi, co usłyszał. Wszystkie porty i przystanie całej Francji? On nawet nie potrafił ich wymienić. Jaki był pierwszy port od granicy z Niemcami... zaraz, jakimi Niemcami. Holandia. Zaraz... czy Holandia graniczy z Francją, czy Belgia? Pot napłynął na czoło Feliksa. On myśli o granicy Francuskiej, gdzie leży, a tu jeszcze wypadałoby wiedzieć, jak wygląda pierwsza miejscowość na granicy. Albo choć jak się nazywa! Plutonowy Kremski pewnie to umiał [wymagana umiejętność: Nawigator albo porządne przeszkolenie z geografii podczas kursu, brak obu]. Zaraz. A to nie strzelec mógłby się na tym znać? Przecież co za pracę on ma? Tylko ma karabin i jak nikt nie atakuje ich, to ten chyba krzyżówki rozwiązuje. Pilot mógłby się skupić na walce, a nawigator na tym, gdzie lecą.... Ale z nauczycielami, a co gorsza egzaminatorami się nie kłóci, a raczej robi, co każą. Droga do Poteza nagle wydała się bardziej skomplikowana i wiele wskazywało, że inną książkę musi pożyczyć z biblioteki, jak ten porucznik ma go wypuścić.
*Znacjonalizowane zakłady w których skład wchodzą też zakłady Poteza.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 538
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
- A czy bierzecie Polaków na szkolenie na Potezy? Bo takiej możliwości nam nie proponowano do tej pory. Z geografii Francji na pewno będę się musiał przeszkolić, bo tego na lekkich w szkoleniu nawet niewspominali.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6785
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Porucznik wzruszył ramionami:
-To jak was do mnie skierują, to szkolić będę, o't praca instruktora. Niemniej o tym to musicie z waszym dowództwem rozmawiać. Ja szkolę, a nie decyduję, kto i gdzie idzie. Na razie wiem, że marynarka przysyła mnie pilotów, gdy będzie kolejny kurs, a kogo następnego? Nie mam pojęcia. No, ale wiem, że was szkolono raczej z geografii Europy Środkowej, a nie Francji, no, ale bez tego, to polecicie nad Morze, zgubicie się, rozbijecie na piaskach Afryki i będzie dobrze jak skończycie jak na planecie ludzi. - mówiąc to wyciągał głowę, jakby miało to pomóc w obserwacji, jak prawy silnik Poteza zmniejsza obroty. Feliks tymczasem zastanowił się, czy on źle rozumie francuski, czy to porucznik mówił nieskładnie. A na jakiej planecie niby miał kończyć lot? Tylko to użycie słowa "jak". Jakieś powiedzenie? Żart lotniczy? No, ale pewne było jedno. Bez zgody dowódcy w Bron, z latania na Potezach nici... No, ale miał to przecież obiecane, "jak nie spodobają mu się Morany". Czyli skończyć kurs jako tłumacz, nauczyć się geografii Francji, zgłosić do dowódcy, wrócić tu już jako kursant. To brzmiało jak plan. Tylko czy wrócić "jak na planetę ludzi", czy wrócić jak człowiek?
-To jak was do mnie skierują, to szkolić będę, o't praca instruktora. Niemniej o tym to musicie z waszym dowództwem rozmawiać. Ja szkolę, a nie decyduję, kto i gdzie idzie. Na razie wiem, że marynarka przysyła mnie pilotów, gdy będzie kolejny kurs, a kogo następnego? Nie mam pojęcia. No, ale wiem, że was szkolono raczej z geografii Europy Środkowej, a nie Francji, no, ale bez tego, to polecicie nad Morze, zgubicie się, rozbijecie na piaskach Afryki i będzie dobrze jak skończycie jak na planecie ludzi. - mówiąc to wyciągał głowę, jakby miało to pomóc w obserwacji, jak prawy silnik Poteza zmniejsza obroty. Feliks tymczasem zastanowił się, czy on źle rozumie francuski, czy to porucznik mówił nieskładnie. A na jakiej planecie niby miał kończyć lot? Tylko to użycie słowa "jak". Jakieś powiedzenie? Żart lotniczy? No, ale pewne było jedno. Bez zgody dowódcy w Bron, z latania na Potezach nici... No, ale miał to przecież obiecane, "jak nie spodobają mu się Morany". Czyli skończyć kurs jako tłumacz, nauczyć się geografii Francji, zgłosić do dowódcy, wrócić tu już jako kursant. To brzmiało jak plan. Tylko czy wrócić "jak na planetę ludzi", czy wrócić jak człowiek?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 538
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Feliks wiedział przynajmniej do kogo musi uderzyć by się szkolić. Pomyślał też o wypożyczeniu jakiejś geografii Francji czy to mapy czy jakiejś książeczki. Podziękował za rozmowę i ruszył do biblioteki.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6785
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Gdy Feliks odszedł, porucznik pomógł wysiąść kapitanowi z samolotu i zapytał:
-Jak pracują, Antoni? Gorzej, niż te u was w Blochach, co?
Kapitan odpowiedział:
-Dadzą radę, jeszcze niejednych wyszkolą... Co to za krój munduru? Brytyjczyk? - powiedział, skinąwszy w stronę oddalającego się Feliksa.
-Nie. Polak. Szkolą się na Morany. - a widząc, że zaspokoił ciekawość kolegi, zapytał - A może opisalibyście, jaką wspaniałą maszyną są Potezy? Przyciągnęło by chłopaków do latania na nich.
Kapitan de Saint-Exupéry tylko zaśmiał się z pomysłu kolegi.
20 stycznia 1940, Sobota
Dobrze, ze choć na sobotę Francuzi nie robili przerw, bo szkolenie by się ciągnęło i ciągnęło. Szkolenie teoretyczne było ukończone i teraz Feliks miał mieć więcej czasu, choć dalej musiał udawać się na zajęcia, aby tłumaczyć uwagi, jakie instruktorzy mieli do pilotów. Gdy dotarli na lotnisko pogoda była dobra, a przez rzadkie chmury na wysokości 1500 metrów przebijało się ciepłe słońce. Widoczność była doskonała, a brak wiatru powodował, ze wydawało się jeszcze cieplej. Niemniej wszystkich, łącznie z Feliksem zaskoczyły maszyny, które czekały na nich. Były to treningowe Morany MS-230. Francuzi najwyraźniej nie ustępowali w potrzebie przejścia przez cały kurs.
Wkrótce przybył commandant Japy i wygłosił krótkie, serdeczne przemówienie, podkreślając, że ma nadzieję, że szkolenie nie sprawi kłopotów i życzył szybkich sukcesów. Następnie pilotów podzielono na grupy i każda z innym instruktorem wspinała się w powietrze. Feliks w zasadzie był potrzebny tylko na końcu, jakby instruktor i pilot nie byli się w stanie dogadać. Czytał więc mapy Francji, starał się zapamiętywać, co gdzie leży i nawet nie musiał tłumaczyć ocen. "Nie mam żadnych uwag, następny lot samodzielnie". To spowodowało, że dowódca powiedział do Feliksa:
-Poruczniku. Chyba nie będzie już tłumaczenie potrzebne. - po czym potarł ręce i powiedział - To co poruczniku, teraz chyba my polecimy, co? Zakładajcie spadochron i lecimy.
I tak Feliks dowiedział się, że tego dnia, po raz pierwszy od września, wzniesie się w powietrze...
-Jak pracują, Antoni? Gorzej, niż te u was w Blochach, co?
Kapitan odpowiedział:
-Dadzą radę, jeszcze niejednych wyszkolą... Co to za krój munduru? Brytyjczyk? - powiedział, skinąwszy w stronę oddalającego się Feliksa.
-Nie. Polak. Szkolą się na Morany. - a widząc, że zaspokoił ciekawość kolegi, zapytał - A może opisalibyście, jaką wspaniałą maszyną są Potezy? Przyciągnęło by chłopaków do latania na nich.
Kapitan de Saint-Exupéry tylko zaśmiał się z pomysłu kolegi.
20 stycznia 1940, Sobota
Dobrze, ze choć na sobotę Francuzi nie robili przerw, bo szkolenie by się ciągnęło i ciągnęło. Szkolenie teoretyczne było ukończone i teraz Feliks miał mieć więcej czasu, choć dalej musiał udawać się na zajęcia, aby tłumaczyć uwagi, jakie instruktorzy mieli do pilotów. Gdy dotarli na lotnisko pogoda była dobra, a przez rzadkie chmury na wysokości 1500 metrów przebijało się ciepłe słońce. Widoczność była doskonała, a brak wiatru powodował, ze wydawało się jeszcze cieplej. Niemniej wszystkich, łącznie z Feliksem zaskoczyły maszyny, które czekały na nich. Były to treningowe Morany MS-230. Francuzi najwyraźniej nie ustępowali w potrzebie przejścia przez cały kurs.
Wkrótce przybył commandant Japy i wygłosił krótkie, serdeczne przemówienie, podkreślając, że ma nadzieję, że szkolenie nie sprawi kłopotów i życzył szybkich sukcesów. Następnie pilotów podzielono na grupy i każda z innym instruktorem wspinała się w powietrze. Feliks w zasadzie był potrzebny tylko na końcu, jakby instruktor i pilot nie byli się w stanie dogadać. Czytał więc mapy Francji, starał się zapamiętywać, co gdzie leży i nawet nie musiał tłumaczyć ocen. "Nie mam żadnych uwag, następny lot samodzielnie". To spowodowało, że dowódca powiedział do Feliksa:
-Poruczniku. Chyba nie będzie już tłumaczenie potrzebne. - po czym potarł ręce i powiedział - To co poruczniku, teraz chyba my polecimy, co? Zakładajcie spadochron i lecimy.
I tak Feliks dowiedział się, że tego dnia, po raz pierwszy od września, wzniesie się w powietrze...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 538
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
- Chętnie, trochę już nie latałem - Feliks aż podskoczył, długo na to czekał - jego zdaniem aż za długo.