Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#31

Post autor: PL_CMDR Blue R » 12 lut 2026, 21:10

12 stycznia 1940
Feliks odłożył słownik i starał się zebrać myśli. Za dużo tego. Jakby się tylko szkolił, to byłoby łatwiej, a Feliks w zasadzie przerabiał to podwójnie i jeszcze nie mógł nawet kimnąć się z tyłu, a potem nadrobić materiał, bo musiał być cały czas czujny i na bieżąco z tematem. Potem miał taki mętlik w głowie, że nie miał siły na nic. Jak tylko skończą ćwiczenia teoretyczne, będzie miał więcej czasu - powtarzał sobie.
Nie lubił też spotkań z francuskimi pilotami. Nawet nie chodziło samych Francuzów, a raczej o potrzebę tłumaczenia co koledzy mówią. A Francuzi nie rozumieli chyba wojny jaką stoczyła Polska i każde opowieści wojenne trzeba było tłumaczyć. "Ale jak to? Wasze samoloty myśliwskie nie doganiały bombowców?" "Ale jak to, Niemcy strzelali do pustych chat, aby je podpalić?" "Strzelają do skaczących na spadochronach?" I w drugą stronę. Tłumaczenie kolegom, że Francuz mówi o tym, że Francja jest zabezpieczona fortyfikacjami i że Niemcy ich nie przemogą , a potem z braku możliwości dojdzie do pokoju i powrotu do stanu sprzed wojny. Jesienią będziecie znów w kraju... I potem Feliks czuł, że to bardziej jemu się obrywa za te spory.... a potem pito razem wino i rozchodziło się... tylko w głowie Feliksa szumiało nie wino, a słowotok, który musiał tłumaczyć...
Nawet nie pamiętał, jak wyszedł z domku i szedł kawałek to w jedną, to w drugą... znaczy na pewno zrobił to świadomie, ale już nawet nie rejestrował tego co robił. Pozwolił aby ciepły wiatr wiejący z południa rozwiał myśli i powiedział sobie: "Skończy się teoria, będzie mniej gadania! Wytrzymaj Feliks, a gdy będą latać na Moranach, ty będziesz mógł w spokoju robić swoje... i może znaleźć kogoś, kto uczy latania na Potezach i porozmawiać z kimś, kto nie uważa, że słaby cios ze zwrotnego samolotu jest lepszy od potężnej siły ognia "niszczyciela"."

15 stycznia 1940
Było coraz cieplej. Śnieg zniknął już praktycznie z terenu lotniska, za to zostawało błoto. Tego dnia Feliks zaraz po zajęciach udał się do doktora, aby ten zakończył ten jego turnus rekonwalescenta. Lekarz wydawał się podzielać zdanie Feliksa i kiwał głową na to, że w Lyonie lekarz przesadzał i podpisał Feliksowi zaświadczenie, że jest zdrowy i może latać. To chyba ta radość zaniosła go pod hangary, gdzie mechanicy wyciągnęli samoloty na zewnątrz i dokonywali przeglądów.
Szkolny Potez 631 stał obok hangaru, otoczony przez mechaników, a przed maszyną stało dwóch pilotów. Ich wiek (około 40) świadczył, ze nie są to uczniowie. Nagle mechanicy coś chcieli od nich i piloci chyba szybko ustalili, który wejdzie do maszyny. Feliks właśnie zbliżał się, gdy jeden z pilotów gramolił się do maszyny. I słowo "gramolił" było tu na miejscu. Feliksa powstrzymywano do latania, bo noga mogła być za słaba do silnych pchnięć steru, a ten pilot wyglądał, jakby miał niedowład ramienia. Drugi z pilotów (w stopniu porucznika) zobaczył Feliksa i rozpoznając polski mundur, chyba uznał, ze zbliżający się nie zna za dobrze Francuskiego, bo używał prostych, ale dosadnych słów, podkreślanych gestykulacją:
-Stać! Odsunąć! Odsunąć! Silniki - ruch. Silniki - ruch! Odsunąć!
Jakby wiedział, że Feliks zna Francuski pewnie powiedziałby "Nie zbliżajcie się, będziemy uruchamiać silniki", aby polski as lotnictwa nie został zamieniony na szynkę krojoną pod silnikiem Poteza, wchodząc, gdzie nie trzeba.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#32

Post autor: pingwin14-93 » 12 lut 2026, 21:35

Feliks odpowiedział biegłym francuskim:
- Nie ma problemu Panie poruczniku! - Feliks odsunął się na bok i zawołał - marzyło mi się by nim polecieć, u nas nie robią ciężkich myśliwców a to na nich zawsze chciałem latać. Chociaż bez uzbrojenia to jest piękny - Feliks był uśmiechnięty.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#33

Post autor: PL_CMDR Blue R » 13 lut 2026, 16:29

-To czego używacie do walk w nocy w takim razie? - zaczął oficer wykazując jak ważna w nocnej walce jest każda przewaga i jak najmniejsze rozpraszanie pilota, a to śmigło, choć wydaje się niewidoczne, wciąż tam jest i w jakiś mały sposób rozprasza uwagę. Dalej przeszedł do opowiadania o wersji bombowej i wersji rozpoznawczej, która w jego ocenie była dość ważną funkcją Potezów 63, a następnie przeszedł do samej wersji myśliwskiej.
-To prawda, że nie jest tak zwrotny, jak nowoczesne myśliwce, ale też nie miał taki być. Jego główną rolę dobrze opisują Niemcy. Samolot niszczący.
Dalej przeszedł do tego zagadnienia, podkreślając, że od wielkości samolotu zależy ile może paliwa zabrać, a od tego zasięg i właśnie to powoduje, że Potez to świetna maszyna do obrony.
-Bombowiec może dolecieć dalej, niż myśliwiec. I właśnie tam, gdzie dolatuje bombowiec, a nie doleci eskorta, potrzeba samolotów, które mogą ścigać bombowce.
Dalej przechodził do taktyki użycia maszyn, podkreślając, że nawet bliżej frontu, współpracując z lżejszymi myśliwcami Potez jest cenną bronią, o ile użytą w prawidłowy sposób. Widać było, że porucznik podziela poglądy Feliksa na rzecz Potezów. Feliks musiał więc zapytać, o uwagi, które wcześniej jak ich oprowadzano czyniono Potezom. Porucznik machnął ręką:
-Silniki idą do przodu. Nowe samoloty mają więcej mocy w jednym silniku, niż wkrótce będzie miał Potez w obu. No to z większą mocą, nowe Blochy mogą zabrać tyle samo uzbrojenia co Potez, ale nowe samoloty tego typu z mocniejszymi silnikami mogą zabrać jeszcze więcej działek i karabinów. Tempo rozwoju jest teraz tak szybkie, że gdy wprowadzasz samolot do linii, następca już musi być w fazie prototypu, a jednocześnie trwać pracę nad następcą, następcy. W Sud-Est* trwają już prototypowe nad następcą, który ma rozwinąć prędkość 600 kilometrów na godzinę i być uzbrojony w 6 działek. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze tą wojnę zobaczą. No i Potezy są tańsze od tych skomplikowanych myśliwców jak MS-406 i mniej podatne na awarie.
O Potezach Feliks mógł rozmawiać długo, ale musiał zapytać, czy porucznik jest instruktorem.
-Tak - odpowiedział - Egzaminuję pilotów na Potezach, a poza tym uczę nawigacji, a to podstawa na Potezie. To nie maszyna krótkiego dystansu, ze poznasz okolicę w promieniu 100 kilometrów i wrócisz do bazy. Możesz polecieć kilkaset kilometrów, stoczyć walkę, a potem musisz odnaleźć się, gdzie jesteś. A zwłaszcza na morzu to ważne. Wkrótce po was przybędą tu piloci marynarki na szkolenia. I nie wypuszczę żadnego, który nie będzie umiał z pamięci narysować wszystkich portów i przystani całej Francji. Jeszcze taki zgubi się, wyląduje w Danii, albo nie daj w Niemczech i zaskoczony zostanie wzięty do niewoli.
Porucznik przerwał swój wywód, bo właśnie bardziej zainteresowało go, jak kapitan zwiększał obroty prawego silnika, a mechanik leżący na skrzydle przy otwartych klapach serwisowych przyglądał się pracy silnika.
Ten chwilowy ryk silnika pozwolił przerwać rozmowę i przemyśleć Feliksowi, co usłyszał. Wszystkie porty i przystanie całej Francji? On nawet nie potrafił ich wymienić. Jaki był pierwszy port od granicy z Niemcami... zaraz, jakimi Niemcami. Holandia. Zaraz... czy Holandia graniczy z Francją, czy Belgia? Pot napłynął na czoło Feliksa. On myśli o granicy Francuskiej, gdzie leży, a tu jeszcze wypadałoby wiedzieć, jak wygląda pierwsza miejscowość na granicy. Albo choć jak się nazywa! Plutonowy Kremski pewnie to umiał [wymagana umiejętność: Nawigator albo porządne przeszkolenie z geografii podczas kursu, brak obu]. Zaraz. A to nie strzelec mógłby się na tym znać? Przecież co za pracę on ma? Tylko ma karabin i jak nikt nie atakuje ich, to ten chyba krzyżówki rozwiązuje. Pilot mógłby się skupić na walce, a nawigator na tym, gdzie lecą.... Ale z nauczycielami, a co gorsza egzaminatorami się nie kłóci, a raczej robi, co każą. Droga do Poteza nagle wydała się bardziej skomplikowana i wiele wskazywało, że inną książkę musi pożyczyć z biblioteki, jak ten porucznik ma go wypuścić.

*Znacjonalizowane zakłady w których skład wchodzą też zakłady Poteza.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#34

Post autor: pingwin14-93 » 13 lut 2026, 21:47

- A czy bierzecie Polaków na szkolenie na Potezy? Bo takiej możliwości nam nie proponowano do tej pory. Z geografii Francji na pewno będę się musiał przeszkolić, bo tego na lekkich w szkoleniu nawet niewspominali.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#35

Post autor: PL_CMDR Blue R » 13 lut 2026, 22:17

Porucznik wzruszył ramionami:
-To jak was do mnie skierują, to szkolić będę, o't praca instruktora. Niemniej o tym to musicie z waszym dowództwem rozmawiać. Ja szkolę, a nie decyduję, kto i gdzie idzie. Na razie wiem, że marynarka przysyła mnie pilotów, gdy będzie kolejny kurs, a kogo następnego? Nie mam pojęcia. No, ale wiem, że was szkolono raczej z geografii Europy Środkowej, a nie Francji, no, ale bez tego, to polecicie nad Morze, zgubicie się, rozbijecie na piaskach Afryki i będzie dobrze jak skończycie jak na planecie ludzi. - mówiąc to wyciągał głowę, jakby miało to pomóc w obserwacji, jak prawy silnik Poteza zmniejsza obroty. Feliks tymczasem zastanowił się, czy on źle rozumie francuski, czy to porucznik mówił nieskładnie. A na jakiej planecie niby miał kończyć lot? Tylko to użycie słowa "jak". Jakieś powiedzenie? Żart lotniczy? No, ale pewne było jedno. Bez zgody dowódcy w Bron, z latania na Potezach nici... No, ale miał to przecież obiecane, "jak nie spodobają mu się Morany". Czyli skończyć kurs jako tłumacz, nauczyć się geografii Francji, zgłosić do dowódcy, wrócić tu już jako kursant. To brzmiało jak plan. Tylko czy wrócić "jak na planetę ludzi", czy wrócić jak człowiek?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#36

Post autor: pingwin14-93 » 13 lut 2026, 22:21

Feliks wiedział przynajmniej do kogo musi uderzyć by się szkolić. Pomyślał też o wypożyczeniu jakiejś geografii Francji czy to mapy czy jakiejś książeczki. Podziękował za rozmowę i ruszył do biblioteki.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#37

Post autor: PL_CMDR Blue R » 13 lut 2026, 22:59

Gdy Feliks odszedł, porucznik pomógł wysiąść kapitanowi z samolotu i zapytał:
-Jak pracują, Antoni? Gorzej, niż te u was w Blochach, co?
Kapitan odpowiedział:
-Dadzą radę, jeszcze niejednych wyszkolą... Co to za krój munduru? Brytyjczyk? - powiedział, skinąwszy w stronę oddalającego się Feliksa.
-Nie. Polak. Szkolą się na Morany. - a widząc, że zaspokoił ciekawość kolegi, zapytał - A może opisalibyście, jaką wspaniałą maszyną są Potezy? Przyciągnęło by chłopaków do latania na nich.
Kapitan de Saint-Exupéry tylko zaśmiał się z pomysłu kolegi.

20 stycznia 1940, Sobota
Dobrze, ze choć na sobotę Francuzi nie robili przerw, bo szkolenie by się ciągnęło i ciągnęło. Szkolenie teoretyczne było ukończone i teraz Feliks miał mieć więcej czasu, choć dalej musiał udawać się na zajęcia, aby tłumaczyć uwagi, jakie instruktorzy mieli do pilotów. Gdy dotarli na lotnisko pogoda była dobra, a przez rzadkie chmury na wysokości 1500 metrów przebijało się ciepłe słońce. Widoczność była doskonała, a brak wiatru powodował, ze wydawało się jeszcze cieplej. Niemniej wszystkich, łącznie z Feliksem zaskoczyły maszyny, które czekały na nich. Były to treningowe Morany MS-230. Francuzi najwyraźniej nie ustępowali w potrzebie przejścia przez cały kurs.
Wkrótce przybył commandant Japy i wygłosił krótkie, serdeczne przemówienie, podkreślając, że ma nadzieję, że szkolenie nie sprawi kłopotów i życzył szybkich sukcesów. Następnie pilotów podzielono na grupy i każda z innym instruktorem wspinała się w powietrze. Feliks w zasadzie był potrzebny tylko na końcu, jakby instruktor i pilot nie byli się w stanie dogadać. Czytał więc mapy Francji, starał się zapamiętywać, co gdzie leży i nawet nie musiał tłumaczyć ocen. "Nie mam żadnych uwag, następny lot samodzielnie". To spowodowało, że dowódca powiedział do Feliksa:
-Poruczniku. Chyba nie będzie już tłumaczenie potrzebne. - po czym potarł ręce i powiedział - To co poruczniku, teraz chyba my polecimy, co? Zakładajcie spadochron i lecimy.
I tak Feliks dowiedział się, że tego dnia, po raz pierwszy od września, wzniesie się w powietrze...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#38

Post autor: pingwin14-93 » 13 lut 2026, 23:02

- Chętnie, trochę już nie latałem - Feliks aż podskoczył, długo na to czekał - jego zdaniem aż za długo.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#39

Post autor: PL_CMDR Blue R » 14 lut 2026, 12:52

Gdy samolot oderwał się od ziemi, Feliks poczuł się znacznie lepiej, jakby właśnie wraz z kontaktem z gruntem zostawił tam problemy. Oto znów był pilotem, nie tylko z nazwy. Wiatr uderzający w twarz, poczucie lekkości. To był ten zew latania, który go wzywał. Polecieli w prosty krąg wokół lotniska utrzymując je cały czas w zasięgu wzroku, a instruktor polecił wykonać kilka prostych manewrów. Feliks poczuł się jak profesor matematyki, którego wysłano do szkoły podstawowej, ale cóż. Egzaminator każe, to się to wykonuje. Po lotach na MS-230, zabrano ich na loty na MS-231, który miał mocniejszy silnik i hamulce. W drugim locie, w którym już nie wykonywali poleceń, a było to oddalenie od lotniska, 30 minut lotu własnego i lądowanie, Feliks poczuł pewne odświeżenie. Teraz też instruktor został jakby z tyłu, nie wtrącając się w lot. Feliks obleciał najbliższą okolicę, przy okazji starając się rozpoznać z mapy miejsca nad którymi przelatywali.
Dzień zakończył się opinią francuskich instruktorów, że Polacy sami by mogli szkolić pilotów i że plan szkoleniowy przejdziemy raz-dwa, bo nie trzeba będzie powtarzać egzaminów, a po prostu "wyczuć maszyny", co każdy pilot szybko łapał.

Następne dni mijały na kolejnych lotach, podczas których uczono się prawidłowego prowadzenia rozmów przez radio, oczywiście po Francusku. Feliks prawie skręcał się ze śmiechu słysząc niektórych kolegów, którzy mylili słowa. Francuzów chyba też to bawiło, ale powodowało też, że nie część o lataniu, a część o łączności spowalniała szkolenie. Ktoś nawet proponował, że może szkolenie z łączności robić na ziemi i po prostu rozmawiać, ale instruktorzy byli zdania, że wszelkie niedokładności radia, trzaski i szumy, są tym, co musi znaleźć się podczas szkolenia.

25 stycznia zabrano ich na kolejną maszynę. Tym razem był to Dewoitine D-501, na którym po raz pierwszy mieli latać już bez instruktora. Samolot miał stałe podwozie i prędkość podobną do "jedenastki", a nawet podobnie gładko się prowadził. I to pokazywało różnicę między lotnictwem polskim i francuskim. Tutaj był to samolot do szkolenia. U nas był to samolot do walki.
I gdy wszyscy byli gotowi do przesiadki na inny samolot, pogorszyła się pogoda. Z zachodu wiał wiatr, przynosząc ciężkie, deszczowe chmury. Francuzi byli nieubłagani. Na pierwszych lotach na nowym samolocie zaleca się ostrożność i pogoda musi być dobra. Ale nie marnowano czasu. Szkolono się z oprzyrządowania Moranów, teoretycznych sposobach startu i lądowania, dalej ćwiczono rozmowy radiowe, a na dodatek pojawił się znów znajomy Feliksowi porucznik, aby prowadzić zajęcia z francuskich sposobów nawigacji.

Spędzali przez to też więcej czasu z Francuskimi instruktorami, których bardzo interesowało dlaczego skoro Polacy są tak dobrymi pilotami, przegrano tak szybko wojnę. Jak się okazało, porównanie "jedenastki" do D-501 zaskoczyło ich i chyba dopiero z rozmów z Polakami orientowali się jaka przepaść dzieliła polskich i niemieckich pilotów, jeżeli idzie o sam postęp w samolotach myśliwskich. Tym większy podziw wzbudzał każdy sukces polskiego pilota w walce z Messerschmittami. Francuzi porównywali do walki Dawida z Goliatem i mieli sporo racji. Feliks nawet już im zapowiedział, że jak na drugi kurs przybędzie plutonowy Kremski, najskuteczniejszy (w walce z myśliwcami) pilot Krakowskiej Eskadry, to zobaczą, co on potrafi. Od Polaków dopiero Francuzi dowiadywali się o barbarzyństwie jakiego Niemcy dopuszczali się w Polsce.
Tymczasem jak wychodziło we Francji wojna nie cieszyła się poparciem społeczeństwa. Wiele osób oskarżało rząd o niepotrzebne wypowiedzenie wojny. Denerwowało ich wprowadzane zaciemnianie, noszenie masek przeciwgazowych, budowanie schronów oraz wszelkie próbne alarmy. Ale gdy tylko rozmowa schodziła na "to co dalej z Polską", Francuzi uśmiechali się i uspokajali, ze wszystko będzie w porządku. Niemcy będą walić głową w mur Linii Maginota, Francja i Wielka Brytania ich zaduszą gospodarczo, a że rząd Francuski i Brytyjski dały gwarancje Polsce, to wywiążą się z nich i zapewne jeszcze w tym roku wszyscy wrócą do domów.

Tak samo w radio, premier Daladier wygłosił przemówienie podkreślał, że Anglia i Francja nie czują obaw jeżeli idzie o przyszłość i są pewni zwycięstwa. Podkreślił też, że na granicy to młodzi francuscy żołnierze przeciwstawiają się przemocy Niemieckiej, zmuszając ich do działania według francuskich reguł. Skończył swoje przemówienie dodając: "Dobrze, że Francja jest opanowana: Jest rzeczą słuszną i sprawiedliwą, że ma absolutne zaufanie do swego losu.". Potem w radio podano również, że choć na granicy utrzymywany jest stan Quivive (podwyższonej gotowości bojowej), to poczucie bezpieczeństwa wzrasta, co uwidacznia się min. normalizacji życia nocnego w Paryżu. W radio wyglądało, że wojna obecnie toczy się tylko między ZSRR i Finlandią, gdzie na 30 stopniowym mrozie, trwały zacięte walki.

Wreszcie na początku lutego pogoda poprawiła się, a ciepły wiatr z południa rozwiewał ponure miny. Feliks uznał, że nadszedł czas, aby uderzyć do kapitana Łaszkiewicza prosząc o przenosiny na Potezy, ale spotkał się z odmową.
-Powiedziałem wyraźnie, poruczniku. Przeszkolicie się na Moranach. Jak na nich nie będziecie dobrze się czuli, wracamy do rozmowy o Potezach. Ale najpierw Morany, na których każdy, w tym i wy, musicie pokazać, że jesteście prawdziwymi Dęblińskimi Asiorami!
Dodał też, że niewiele brakowało, aby właśnie na Moranach, a nie Potezach, Polacy latali we wrześniu, bo samoloty dotarły już do Konstancy, gdy doszło do napaści ZSRR. Pozostało tylko skończyć szkolenie.

Trzeciego lutego, po śniadaniu, ogłoszono, że pod kasyno podjeżdża autobus, który zabierze Polaków na kolejne loty. Gdy dojechali na lotnisko, na betonowej płycie lotniska stały jednak nie D-501, a ustawione w rzędzie Morane MS-406, przy których kręcili się mechanicy. Commandant Japy na zbiórce ogłosił, że widząc szybkie postępy, zmienił program i od dziś zaczyna się ta najważniejsza część szkolenia. Loty na najlepszych samolotach myśliwskich.

Adjudant-chef (starszy chorąży) Lacroix do pierwszego lotu wyznaczył Żwirka. Choć Feliks był dostępny do pomocy, jakby trzeba było tłumaczyć polecenia na język Polski, to okazało się, że ćwiczenia radiowe pomagały i doskonale dawali sobie radę z językiem i nawet Feliks nie był potrzebny przy radiostacji, przy której zasiedli francuski dowódca eskadry oraz kapitan Łaszkiewicz. Żwirko wykonał swój pierwszy lot i gdy wrócił był wniebowzięty maszyną. Feliks miał nawet przez chwilę wrażenie, że uparł się jak osioł i może rzeczywiście Morany są lepsze? Feliks leciał jako szósty. Nie mógł nie zgodzić się, że byłą to szybka i zwinna maszyna, lepsza od "jedenastki". No, ale to akurat nie było obecnie wielkie wyzwanie. Jako szybki, zwinny myśliwiec spisywał się dobrze, ale... jak spisywał się Potez? Bez lotu na Potezie Feliks nie mógł tego porównać. Po zakończeniu ćwiczeń, Feliks ustawił samolot do linii lądowania i powoli obniżał lot, postanawiając porozmawiać z kapitanem po lotach tego dnia o tym, ze musi choć raz polecieć Potezem. I nagle oprzytomniał, że zapomniał wypuścić podwozie. Pierwszy raz w swojej karierze musiał to zrobić i oczywiście zapomniał, a był już bardzo nisko. Szybko przełożył dźwignię, coś zgrzytnęło pod spodem, zgasły czerwone lampki, zapaliły się zielone. Mógł lądować. I chyba nikt nie zauważył tego spóźnionego wypuszczenia podwozia, bo nawet instruktor zapisał wysokie oceny. Ale czy kapitan to zauważył? Na domiar złego jako ostatni poleciał sierżant Flanek i zepsuł plan Feliksa.

MS406 Flanka pojawił się nad lotniskiem i nagle zamiast podejść do lądowania, zanurkował w kierunku zgrupowania kolegów, jakby chciał ich ostrzelać, po czym na wysokości może 50 metrów odbił gwałtownie do góry. Pętla, zawrót, wywrót, beczka, powolna beczka w prawo, znów zawrót. Flanek był znany jako wytrawny myśliwiec i akrobata, ale takie figury podczas pierwszego lotu na nowej maszynie wymagały odwagi. A że figury wykonywał poprawnie, to francuski instruktor tylko kiwał głową i wpisywał (podobnie jak wszystkim dotąd) wysokie oceny z latania Moranem. Kapitan Wiórkiewicz nawet go poinformował, że to wspaniały polski akrobata, który często wygrywał myśliwskie konkursy międzypułkowe, na co Francuz odpowiedział: -Odważny, polski pilot! Wspaniale opanował pilotaż samolotu, którym lata pierwszy raz.
Flanek tymczasem wzniósł się na 500 metrów i spokojnie podszedł do lądowania jak każdy inny, zatrzymał samolot i z roześmianą miną podszedł do kolegów, którzy też składali mu gratulację.

I wtedy zjawił się on. Kapitan Łaszkiewicz, cały czerwony na twarzy. Podszedł do sierżanta i wykrzyknął:
-Sierżancie Flanek! Co to za brak dyscypliny?! Dostaliście pozwolenie na lądowanie i to co mieliście zrobić to wylądować. To nie jest wasz prywatny samolot, a Francuski i jakbyście stracili panowanie, to nie tylko wy, ale całe polskie lotnictwo by oberwało! Jako piloci pierwszego kursu macie świecić przykładem, a nie pokazywać, że Polskie Lotnictwo to banda niezdyscyplinowanych, choć bardzo utalentowanych pilotów. Kopnął bym was w dupę, ale nie mogę. Francuzi są zachwyceni. - po czym wyciągnął rękę do Flanka i powiedział - Wspaniałe akrobacje. Na Moranach osiągnięcie wiele sukcesów, jestem tego pewny. Niemcy mogą już się zacząć bać na samą myśl o waszym powrocie na front. Tak trzymać!
I gdy wyglądało, że sytuacja rozchodzi się po kościach, dodał:
-Ale jak ktoś następny złamie dyscyplinę, bo uzna, że pokaże jak utalentowany jest, to dostanie ode mnie kopa w dupę przy wszystkich! Reprezentujemy Polskie Lotnictwo. Umiejętności pokazujecie idealnie, więc jeszcze pokażcie, że jesteśmy też zdyscyplinowani.
I wtedy odezwali się "obrońcy" Flanka. Nawet skrytykowano kapitana, za to, że przywołał Flanka do dyscypliny, zamiast stawiać go za wzór... pokazując tym samym właśnie ów brak dyscypliny. Sytuacja nie była zbyt miła. Niektórzy stanęli po stronie kapitana, inni po stronie "obrońców". I choć padło polecenie, że zaczynamy dalsze loty, a z "obrońcami" kapitan porozmawia później, sytuacja była napięta.
Kapitan odszedł do radiostacji, a Francuzi chyba starając się nie dorzucać oliwy do ognia zaczęli przekazywać, jakie ćwiczenia będą wykonane w drugim locie. Feliks spojrzał na oddalającego się kapitana i był pewny, że teraz był to najgorszy moment, aby prosić o lot na Potezie. Musi poczekać na lepszą okazję.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#40

Post autor: pingwin14-93 » 14 lut 2026, 13:52

Feliks spochmurniał. Tyle czasu próbuje zdobyć możliwość polatania Potezem, a teraz znów ta możliwość prysła. Rozejrzał się, inni dalej dyskutowali na temat Kapitana i Flanka, a on sam raczej stał po stronie kapitana, ale nie chciał tu się już wypowiadać. Francuzom należało pokazać że mogą nam zaufać a nie że jak coś nam powierzą to muszą sprawdzać czy nie kombinujemy. Wrócił po szkoleniu do swojego noclegu i znów zerknął w mapę przy okazji dla zabawy rzucając kośćmi starał się skupić na wybrzeżu północnym kanale La manche oraz wybrzeżu Belgii i Holandii, gdyby rzucili go na loty na Potezach to wybrzeże było by najważniejsze - bo to tam operowało lotnictwo morskie. Gdzie ten Janek? Z mapą razem radzili sobie świetnie - głównie dzięki właśnie Kremskiemu. Zerknął na rozmówki francusko-angielskie, one musiały zaczekać najpierw geografia, lecz planował by choć tych paru słówek na dzień się nauczyć. W dodatku Łaszkiewicz... Czy w końcu pozwoli na lot na Potezie?

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#41

Post autor: PL_CMDR Blue R » 14 lut 2026, 14:25

5 luty 1940, Montpellier
Feliks kolejny raz wylądował na lotnisku i podszedł do instruktora, który powiedział:
-I wszystkie indywidualne manewry zaliczone. Jeszcze tylko manewry w szyku i gotowe. W zasadzie to wy, Polacy, powinniście tu być naszymi instruktorami. Nawet nasz Commandant jest pod wrażeniem. I w zasadzie zastanawiamy się, czy manewrów w szyku nie powinniście już szkolić się sami u was w Lyon, bo od nas chyba nic nowego nie poznacie, a przecież wtedy będzie można szybciej kolejnych pilotów tu przysłać. Podczas popołudniowego spotkania z Commandant-em przekażę mu te wiadomości. - powiedział to i spojrzał na kartkę - Captaine Fiórkewitz! Pańska kolej!
Trochę brzmiało to śmiesznie, gdy oficerów uczyli podoficerowie, nawet wzywając do lotów. Feliks spojrzał na okolice radiostacji. Dowódca eskadry był odprężony, siedzący obok niego kapitan Łaszkiewicz również. Chyba wczorajszy brak dyscypliny uchodził już w niepamięć. Tylko uderzać już, czy może poczekać, aż kapitan spotka się z komendantem szkoły i usłyszy informacje o propozycji zakończenia szkolenia w Montpellier?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#42

Post autor: pingwin14-93 » 14 lut 2026, 15:27

Feliks uznał ze pójdzie zapytać. Zbliżył się do dowódców. Zasalutował, poprosił o rozmowę a kiedy Ci się zgodzili, zbliżył się.
- Instruktorzy są bardzo zadowoleni, sądzą że to my powinniśmy wręcz ich szkolić. Informację dla Was mają przekazać popołudniu. Lecz mam prośbę, w związku z tym ze wszystkie inne szkolenia już zrobiłem. Czy zgodzą się Panowie bym spróbował przeszkolić się z latania na Potezezach? Mam możliwość pierwszy raz potrenować na niszczycielach i było by żal z niej nie skorzystać. W szczególności że i tak mam już wolne. Oczywiście o ile się Panowie zgodzicie - i tu ponownie zasalutował.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#43

Post autor: PL_CMDR Blue R » 14 lut 2026, 19:32

Kapitan Łaszkiewicz był niezadowolony z prośby. Wyglądał, jakby właśnie zastanawiał się, czy kopnąć Feliksa, czy tylko kazać odejść, po czym odezwał się:
-Feliksie, A jakie zastrzeżenia masz do Moranów, na których się szkolisz? Słucham, co jest w nich złego? Usłyszę w czym są gorsze od "Jedenastki" i że wolałbyś latać na "Jedenastce", to zgodzę się, że to nie dla ciebie, teraz jednak....
I wtedy do tej toczonej po francusku rozmowy (bo nie wypada przy wyższych rangą rozmawiać w obcym języku), wtrącił się dowódca eskadry szkoleniowej:
-Daj spokój. Jak chce się przelecieć, to niech się przeleci. Jutro poproszę porucznika, aby przygotował maszynę. Robicie takie postępy, że mogą się chłopaki na Potezach przelecieć. Nawet to szkolenia nie zakłóci.
Mina kapitana Łaszkiewicza była bezcenna, ale zniknęła po sekundzie przyjmując poważny wygląd, gdy powiedział:
-Zgoda, przelećcie się, jak chcecie.

6 luty 1940, Montpellier, ostatni dzień szkolenia
Rano na zbiórce kapitan Łaszkiewicz przyniósł dobre wieści:
-Panowie. Francuscy instruktorzy uznali, że nic więcej nas nie nauczą, bo dobrze nas w Polsce wyszkolili. Nawet pytali, czy my ich czegoś możemy nauczyć. Spisaliście się na metal. Dziś rano major Japy powiedział, że skontaktuje się z naszym dowództwem w Lyonie, abyśmy szkolenie z manewrów w szyku mogli już odbyć sami, w naszej bazie, a tu zaproszą drugą grupę na równie przyspieszony kurs. Panowie! Gratulacje!
Rozległy się owacje, po których kapitan dodał:
-Major czeka tylko na zgodę od pułkownika Pawlikowskiego, czy on również się zgadza, a jak znam pułkownika, to nie będzie kazał was trzymać w szkole. Asów w szkołach się nie trzyma. Tak więc jak tylko pułkownik wyśle telegram, że się zgadza, wracamy do Bron już nie jako piloci do szkolenia, ale jako piloci, którzy tylko muszą doszlifować swoje wysokie umiejętności! A wtedy w marcu będziemy w gotowości do wysłania na front!

Feliks miał pewne obawy. Jak wrócą do Bron, to nie poleci na Potezie! Tyle pracy i miało iść na marne? I to akurat, gdy mu się udało. Obawy narastały, gdy dotarli autobusem na lotnisko. Na płycie stały tylko i wyłącznie Morany. Ani nawet pół Poteza nie było widoczne. Gdy wysiadali Feliks spojrzał w kierunku hangaru, gdzie trzymano samoloty. Potez stał tam, w głębi. Nie był na pewno gotowy do lotu. Na dodatek porucznik od Potezów (René Villey) stał wśród instruktorów, co oznaczało, że zajęcia z nawigacji będą dziś głównym tematem. I gdy nadzieja umykała, dowódca eskadry po przyjęciu meldunku o przybyciu, zapytał:
-Który to pilot dziś leci także na Potezie? Leci pierwszy na Moranie dzisiejsze loty!
Jednak o nim pamiętano!

Jeszcze przed obiadem przybył tak oczekiwany telegram, choć Feliks czekał na coś innego. Idąc do kantyny na obiad spojrzał na hangar i z radością zauważył, że mechanicy zaczęli już prace przy jednym z Potezów. Ale zanim siedli do jedzenia, kapitan rozkazał zatrzymać się przed kantyną, czekając na majora.
Commandant Japy oraz instruktorzy zjawili się po chwili i stanęli naprzeciwko polskich pilotów. Francuski komendant wyszedł do przodu i powiedział:
-Polscy piloci! To nasz ostatni dzień razem. Przed godziną otrzymałem telegram z Bron. Wasze szkolenie jest ukończone!
Choć już o tym wspomniano rano, teraz radość była nawet większa. Komendant szkoły musiał co chwila przerywać swoje małe przemówienie, podczas którego dodał, że to był zaszczyt, że mogli poznać tak wspaniałych pilotów i pomóc im szybko wdrożyć się we francuski system lotnictwa myśliwskiego oraz podkreślił, że zawsze będą wspominać ten czas, gdy tacy wspaniali piloci tu gościli.
-Wieczorem urządzimy przyjęcie, aby uczcić te wspaniałe tygodnie. A teraz, panowie piloci! Do stołów! - powiedział gestem zachęcając do wejścia do kantyny.
Gdy już siadali do stołu, do Feliksa podszedł porucznik Villey i powiedział:
-Zróbcie sobie kanapki i weźcie coś do picia, bo czeka nas długi lot.

15:00
Porucznik Villey czekał na Feliksa zaraz obok Poteza, siedząc rozwalony na małym krześle i trzymając mapę Francji, jakby to była gazeta. Widząc nadchodzącego Feliksa, złożył ją jak gazetę, wstał i zapytał:
-Gotowy do długiego lotu, poruczniku?
Feliks potwierdził i porucznik rozłożył mapę, oddzielając się od Feliksa, tak, że ten widział tylko tył mapy... i rozdarł mapę na pół. Spojrzał na obie części i podał jedną Feliksowi, mówiąc:
-Polecimy najpierw do Lyonu. Zobaczymy z góry, jak wasi koledzy sobie radzą. Potem polecimy do Clermont-Ferrand - to miasto Feliks pamiętał. Dokładnie na zachód od Lyonu - Obejrzymy pola na których Rzymianie Wercyngetoryksa. Potem polecimy do Carcasonne - kolejne miasto, które Feliks znał. W połowie drogi do Tuluzy leżącej na zachodzie. Podobno wciąż otoczone pięknymi murami. Nie tak daleko od Montpellier. Nawet Feliks myślał, czy podczas lotu MS-406 tam nie zajrzeć - obejrzymy obwarowania i wracamy do Montpellier. Jakieś pytania? - to powiedział składając drugą połowę mapy i chowając ją do mapnika.
Feliks spojrzał na mapę.

19400206 - Pierwszy lot Feliksa.jpg

Porucznik chyba chciał go zrobić w balona i dał mu mapę na której nie było Lyonu. Rozerwał ją tak, że Lyon znalazł się w oderwanej części. Ale na to Feliks był przygotowany. Trzymając połówkę mapy "popukał" w powietrze mówiąc:
-Najpierw do Lyonu, potem Clermont-Ferrand - tu już wrócił na mapę - Carcasonne i do domu.
Porucznik Villey uśmiechnął się i powiedział:
-Dokładnie. Polecimy najpierw na wschód do Avignon - to mówiąc przesunął palcem na mapie do oderwanej części - Potem polecimy na północ wzdłuż torów. Będę wam podawał małe stacje, które mijamy. Większe miasta, to wy podajecie. To trasa, którą tu przyjechaliście, więc kojarzycie stacje, które mijaliście, to będziecie widzieć, gdy dolecimy do Lyonu.
I wtedy Feliks właśnie pożałował, że nie zapamiętał, jak nazywały się stacje, które mijali, gdy miesiąc temu tu jechali.* Ale z drugiej strony, Lyon nie jest malutki. To jakby lecieć wzdłuż Wisły i szukać Warszawy. Tylko znaleźć linię kolejową biegnącą na północ, nie pomylić jej z tą linią, co biegnie do Clermont i doleci. Czyli zapewne druga główna linia kolejowa na północ... A może dolecieć do Marsylii i stamtąd prosto na północ? Ale porucznik pokazał, żeby lecieć do Avignon... To zaraz za Nimes. Nimes też na mapie nie było, ale literka N na skraju mapy to na pewno było Nimes. Czyli Nimes, potem następne miasto to Avignon. I tam muszą być tory na północ.
Feliks już był pewny. To nie był lot na przyjemność. To był od razu egzamin.


=========================================================
*
Jechali przez miasta, których nazwy nie wpadały Feliskowi w pamięć (a wkrótce tego żałował, że ich nie zapamiętał) i około pierwszej w nocy dotarli do Montpellier.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

pingwin14-93
Posty: 542
Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#44

Post autor: pingwin14-93 » 14 lut 2026, 19:45

- Tak jest postaram się wszystkie punkty odznaczyć - Felisk lekko się uśmiechnął i lekko poklepał stojącego obok Poteza. Czekało go wyzwanie. Dobrze że trochę posiedział nad mapami i już coś kojarzył. Musiał się sprawdzić. Chciał pokazać swoje umiejętności przez Francuskim pilotem, miał tylko nadzieję ze będzie wyrozumiały bo nie jest z Francji. W dodatku czekało go kilka ładnych widoków. Mury Carcassone, Lyon jedno z największych miast Francji, katedra w Avignon - siedziba papieży w trakcie schizmy zachodniej. Będzie ciekawie nie ma co.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6793
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania

#45

Post autor: PL_CMDR Blue R » 14 lut 2026, 22:39

Porucznik polecił Feliksowi zająć miejsce pilota, a sam zajął miejsce instruktora, znajdujące się w miejscu, gdzie powinien znajdować się strzelec. Z pomocą porucznika Feliks był w stanie obsłużyć Poteza, choć możliwe, ze sam też by to opanował. Uruchomili oba silniki, dokołowali na pas startowy i po uzyskaniu zgody na start ruszyli. Gdy tylko maszyna zaczęła się wznosić, Feliks poczuł tą różnicę od Morane'a. Potez reagował gładko na stery, ale też bardziej opornie. Niemniej, Feliks nie czuł tego, że maszyna chce mu uciec, gdy tylko puści ster. Porucznik pomagał Feliksowi w podstawach kontroli nad Potezem, a zwłaszcza dwoma silnikami, które można było ustawiać osobno i jakoś to szło. Wreszcie, gdy ustabilizowali lot, Feliks mógł się skupić na dostrzeganiu różnic w pilotażu. Może nie wszystkich, bo porucznik powiedział:
-Najpierw lot poziomy, potem popróbujemy manewrów. Kurs 60.
Maszyna sprawnie reagowała na stery i Feliks aż był zaciekawiony, jak ostro skręca Potez, ale zgodził się. Krok po kroku. Chwilowo lecieli nad obszarami, które poznali podczas szkolenia, minęli Nimes i dotarli do następnego miasta. Tu Feliks dostrzegł kolejną wadę. W Potezie przydałoby się jeszcze jedno okno. U dołu. To nie była jedenastka, że można było wychylić się z kabiny, a i widoczność z niej nie była najmocniejszą stroną. Jak oni z tej maszyny zrobili samolot zwiadowczy, to Feliks nie wiedział. Musiał pochylić maszynę na bok, aby móc przyjrzeć się, co jest pod nimi. Choć w sumie w Moranie też musiałby tak zrobić. Gdy już spojrzał, był pewien. Tak, było tam miasteczko, przed którym czarne wstęgi kolei kierowały się we wszystkie strony świata.I była też duża rzeka płynąca z północy na południe... Rzeka! Rodan! Przecież Lyon leżał nad Rodanem! Feliks spojrzał na północ. Rzeka wcinała się w dolinę, tak jak powinno być. Tego był pewny, Lyon jest na północ, a to miasteczko z białymi zabudowaniami starego miasta, to pewnie Avignon. Feliks wyrównał lot i spojrzał na mapę. Teraz na północ i... zaraz... ile kilometrów? Jaka jest skala tej mapy. Legenda była na części, którą w mapniku miał porucznik Villey!
Feliks był obecnie pewny jednego. Jest nad Avignonem, a droga do Lyonu wiedzie na północ, tak jak wił się Rodan.

19400206 - 1615.jpg
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ