|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6831
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Gdy wieczorem kapitan przedstawiał pilotom sytuację, Feliks widział, że kapitan jest rzucony lwom na pożarcie . U góry coś ustalono, a teraz on miał pilotom, którzy już planowali wyspanie się, aby być w pełni sił podczas lotów, że jednak nie będą szkoleni przez pewien czas, a wszystkim udzielono urlopów wypoczynkowych, a francuzi nawet pomogli znaleźć dobre miejsce w górach (jakieś Megeve), gdzie piloci mieli odpocząć... Powiedzieć, ze Montpellerczycy byli nieusatysfakcjonowani, to jak powiedzieć, że we Wrześniu były w Polsce pewne niepokoje związane z obecnością wojsk Niemieckich. Kapitan wyjaśnił, że dywizjon Dębliński tworzą ochotnicy, a tylko takich sztab chce wysłać do Finlandii walczyć z ZSRR, ale tylko to podburzało pilotów, którzy nawet byli gotowi pójść na front na piechotę, aby tylko były tam samoloty, którymi mogą walczyć. Wtedy też Feliks zrozumiał, dlaczego miał milczeć. Jakby teraz powiedziano, że on jedzie do Montpeller, to chyba kapitan wyleciałby przez okno, że przerwano szkolenie w Montpeller, gdy tu też je przerwano. Padały nawet propozycje, aby szkolić się razem, ale kapitan dodał, że to wykluczone, bo dywizjon "Dębliński" (lub "Fiński" jak zaczęto go nazywać) ma być wyszkolony najszybciej jak to możliwe i rozkazy ze sztabu są na tyle precyzyjne, ze jakby drugie szkolenie choćby o 1 dzień wydłużyło szkolenie dywizjonu Fińskiego, byłoby to złamaniem rozkazów. Najmocniej zdenerwowany był "Święty", który miał być szkolony w drugim terminie, bo dla niego robił się powoli z tego trzeci termin, a ponieważ dywizjon miał 2 eskadry, to nawet czwarty.
Gdy następnego dnia Feliks wyjeżdżał, zapewne niektórzy z kolegów uważali, że po prostu wyjeżdża na urlop, a Feliks jakoś nie miał serca powiedzieć, że on jedzie na szkolenie. I tym razem Feliks większą uwagę zwracał na stacje, które mijał pociąg, odtwarzając lot, który niedawno odbył. Przejechali przez Valence, Nimes i jeszcze popołudniem był w Montpellier. Gdy zameldował się u commandante Japy'ego, ten powitał go jak starego znajomego. Siedli razem przy kieliszku wina, a dowódca powiedział:
-Marynarze zaczęli szkolenie w zeszłym tygodniu. Wy już większość szkolenia teoretycznego macie za sobą, al jest kilka rzeczy, które wymagają doszlifowania. Porucznik Villey, ten z którym lecieliście, przygotował plan, co musicie nadrobić. Jedne zajęcia już się odbyły w piątek, ale jako, że jutro tylko nawigacja was czeka, to prosiłem instruktora mechaniki, aby wam pokazał po zajęciach to, czego nie było na waszym szkoleniu. Potem dokończycie szkolenie na Potezy, szkolenia wstępnego robić nie musicie, więc będziecie mieć trochę wolnego i potem jak będą loty na Potezach dołączacie znów do kursu. I jak tylko pogoda się nie zepsuje, to widząc jak wy szybko zaliczacie wszystko, to za miesiąc będziemy się żegnać. - to mówiąc podniósł kieliszek wina, mówiąc - Niech żyje Polska! Niech żyje Francja!
Gdy następnego dnia Feliks wyjeżdżał, zapewne niektórzy z kolegów uważali, że po prostu wyjeżdża na urlop, a Feliks jakoś nie miał serca powiedzieć, że on jedzie na szkolenie. I tym razem Feliks większą uwagę zwracał na stacje, które mijał pociąg, odtwarzając lot, który niedawno odbył. Przejechali przez Valence, Nimes i jeszcze popołudniem był w Montpellier. Gdy zameldował się u commandante Japy'ego, ten powitał go jak starego znajomego. Siedli razem przy kieliszku wina, a dowódca powiedział:
-Marynarze zaczęli szkolenie w zeszłym tygodniu. Wy już większość szkolenia teoretycznego macie za sobą, al jest kilka rzeczy, które wymagają doszlifowania. Porucznik Villey, ten z którym lecieliście, przygotował plan, co musicie nadrobić. Jedne zajęcia już się odbyły w piątek, ale jako, że jutro tylko nawigacja was czeka, to prosiłem instruktora mechaniki, aby wam pokazał po zajęciach to, czego nie było na waszym szkoleniu. Potem dokończycie szkolenie na Potezy, szkolenia wstępnego robić nie musicie, więc będziecie mieć trochę wolnego i potem jak będą loty na Potezach dołączacie znów do kursu. I jak tylko pogoda się nie zepsuje, to widząc jak wy szybko zaliczacie wszystko, to za miesiąc będziemy się żegnać. - to mówiąc podniósł kieliszek wina, mówiąc - Niech żyje Polska! Niech żyje Francja!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 553
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
- Niech żyje Polska! Niech żyje Francja!. Czas wolny między szkoleniami wykorzystam na doskonalenie znajomości waszych map. To jednak nie jest Polska gdzie większość miast widziałem z pokładu samolotu - Feliks uśmiechnął się lekko i pomyślał o tym że znów przerwie próby nauczenia się angielskiego, niby coś już się nauczył, ale w porównaniu z tym co jeszcze przed nim - wiele brakowało.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6831
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Gdy Feliks trafił na szkolenie z nawigacji (choć raczej chwilowo było to szkolenie z geografii Francji), uznał, że trochę za bardzo obawiał się go. Francuzi najwyraźniej jeszcze gorzej znali swój kraj, niż Feliks! Ci pochodzący z północy świetnie znali okolice Cherbourga, ale nawet nie wiedzieli nad jakim morzem leży Tulon! ("To przy Hiszpanii?" - powiedział jeden z nich, szukając Tulonu pod Bordeaux). Porucznik Villey był chyba zadowolony z wyników Feliksa, bo za każdym razem, gdy Francuzi czegoś nie wiedzieli, to prosił Feliksa o odpowiedź. I o dziwo, nie pytał o jakieś małe miejscowości. Porucznik Villey, gdy przechodzili do podstaw już samej nawigacji powiedział nawet, aby poprosili Feliksa o pomoc, bo to doświadczony pilot, który latał na jednosilnikowych maszynach i jest prawdziwym asem. I wtedy jeden z pilotów zaczął narzekać, że jak mają się mierzyć z takim pilotem, na co porucznik Villey powiedział:
-Porucznik jest z Polski. Nie zna za dobrze Francji, a patrzcie, jak dobrze sobie radzi. A czy ktoś z was potrafi wskazać na mapie Europy w Polsce Lwów? A to jedno z większych miast Polski. Praca, praca i jeszcze raz praca. Porucznika widuję często z atlasem Francji. Uczy się. A wy? Bierzcie przykład.
I tak Feliks został prymusem kursu. Miało to swoje zalety, ale i wady. Z wad było ciągłe proszenie o pomoc, a z zalet, że dobrze poznał, dokąd zmierzają kursanci. Mieli zasilić pierwszą flotyllę Myśliwską (1ere Flotille de Chasse). Czyli był to dywizjon złożony z dwóch eskadr, latających na Potezach. Jedna eskadra stacjonowała w nad Morzem Śródziemnym, druga pod Calais, ale obecnie obie, ze względu na zagrożenie wojenne, zostały przeniesione pod Calais, a na ich miejsce na bazie pilotów latających na hydroplanach, formowano nowe eskadry myśliwskie, które miały pozostać na opuszczonych kierunkach. Rekruci, których szkolono tutaj mieli zostać przydzieli do drugiej eskadry, którą dowodził Lieutenant (Porucznik marynarki) de Vaisseau. Trzecia eskadra, które była tworzona na południu, co ciekawe szkoliła się tylko na Moranach, które miały być wystarczające na Morze Śródziemne. Kolejną cenną informacją był fakt, ze porucznik de Vaisseau miał się pojawić w Montpellier, gdy miały rozpocząć się loty na Potezach... A Feliksa ciekawiło, jak w powietrzu poradzą sobie ci nowicjusze...
-Porucznik jest z Polski. Nie zna za dobrze Francji, a patrzcie, jak dobrze sobie radzi. A czy ktoś z was potrafi wskazać na mapie Europy w Polsce Lwów? A to jedno z większych miast Polski. Praca, praca i jeszcze raz praca. Porucznika widuję często z atlasem Francji. Uczy się. A wy? Bierzcie przykład.
I tak Feliks został prymusem kursu. Miało to swoje zalety, ale i wady. Z wad było ciągłe proszenie o pomoc, a z zalet, że dobrze poznał, dokąd zmierzają kursanci. Mieli zasilić pierwszą flotyllę Myśliwską (1ere Flotille de Chasse). Czyli był to dywizjon złożony z dwóch eskadr, latających na Potezach. Jedna eskadra stacjonowała w nad Morzem Śródziemnym, druga pod Calais, ale obecnie obie, ze względu na zagrożenie wojenne, zostały przeniesione pod Calais, a na ich miejsce na bazie pilotów latających na hydroplanach, formowano nowe eskadry myśliwskie, które miały pozostać na opuszczonych kierunkach. Rekruci, których szkolono tutaj mieli zostać przydzieli do drugiej eskadry, którą dowodził Lieutenant (Porucznik marynarki) de Vaisseau. Trzecia eskadra, które była tworzona na południu, co ciekawe szkoliła się tylko na Moranach, które miały być wystarczające na Morze Śródziemne. Kolejną cenną informacją był fakt, ze porucznik de Vaisseau miał się pojawić w Montpellier, gdy miały rozpocząć się loty na Potezach... A Feliksa ciekawiło, jak w powietrzu poradzą sobie ci nowicjusze...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 553
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Feliks starał się nawiązać też przyjazne relacje z współkursantami gdyż nie chciał by uznali go za zbytniego cwaniaka który chce pokazać wyższość. Planował tez spotkać się z de Vaisseau gdy ten się pojawi. Zastanawiał się też jak to będzie z jego współtowarzyszem w Potezie siedzącym na wieżyczce.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6831
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Jak się okazało, kursanci, podobnie jak parę dni wcześniej Feliks, spodziewali się, że nawigacji jako piloci nie potrzebują. Porucznik Villey był jednak tak samo uparty, jak wtedy, gdy rozmawiał z Ludwikiem. A co jak nawigator zostanie ranny? Skakać będą na spadochronie nad jakimkolwiek lądem? Tak samo wymagał nauki rozpoznawania portów i przystani. Gdy po raz pierwszy pokazywał zdjęcia, zadanie było trudne i nawet Feliksa przerosło. Nie rozpoznał Dunkierki, bo spodziewał się, że południowy port i dopiero potem porucznik Villey pokazał wszystkim mały detal. Cień. Cień, który wskazywał, że port skierowany jest ku północy.
Gdy przyszedł czas na egzamin z geografii, Feliks był pełen nerwów, ale okazało się, że niepotrzebnie. Jedyne zadanie którego nie wykonał idealnie, to było zadanie z portami. Dostał szkice, a nie zdjęcia i miał rozpoznać spośród sześciu portów przynajmniej dwa, najlepiej cztery. Feliks dał radę rozpoznać tylko trzy i to była najgorsza ocena, jaką miał ze szkoleń. Wszystkie inne tematy opanował idealnie. I dopiero z rozmów z kolegami dowiedział się, że Villey jest znany z tego, że za pierwszym razem przepuszcza tylko i wyłącznie najlepszych. Pozostali muszą doszkalać się, ale jak porucznik widzi tylko poprawę, to obniża wymagania. I okazało się, że oprócz Feliksa tylko 3 pilotów zdało poprawnie pierwszy egzamin. Więc dalej był w czołówce.
Gdy zaczęło się szkolenie lotnicze, Feliks dostał "indywidualny tok nauczania", gdyż major spodziewał się, że pozostali będą spędzać więcej godzin na podstawowych maszynach. Feliks miał od razu trafić na Potezy, "gdy tylko poprawiający nawigację" zwolnią porucznika Villeya z obowiązku ich egzaminowania. Pierwszego dnia, gdy nowi wrócili z pierwszych lotów, Feliks dowiedział się o wypadku podczas lądowania. Jeden z pilotów w ostatniej chwili lądowania chciał poderwać maszynę. Instruktor nawet nie miał możliwości zareagować i szkolny MS-230 rozbił się, a obaj piloci trafili do szpitala. Inni dopowiadali, że pozostali instruktorzy mówili, że chorąży rozbijając samolot uratował obu, bo groziła im prawdziwa katastrofa. Feliks poczuł się zaintrygowany i zapytał, ile czasu piloci szkolili się "na ziemi". Jak usłyszał, że kilka godzin, to myślał, że go okłamują. W Polsce, aby zostać pilotem najpierw na sucho spędzali długie godziny (nie mówiąc o tych robionych w aeroklubach, aby nabrać nawyków). Ci Francuzi wyglądali, jakby byli złapani na ulicy i skierowani do lotnictwa! To po co miał tu przyjechać de Vaisseau? Zobaczyć, którzy przeżyją?
Porucznik Villey w wieczornej rozmowie z Feliksem powiedział:
-To nic, zawsze tak jest. Ci co nie czują samolotów odpadają, ci co czują zostają. A porucznik de Vaisseau przyleci tu za kilka dni, gdy będą już latać samodzielnie i obejrzy, co potrafią. Najlepszych weźmie do siebie, ci co wypadają słabiej, będą w jednostkach na tyłach... albo będą dostarczać samoloty z fabryk, albo w jednostkach formowanych będą nabierać lotniczych umiejętności.
Gdy przyszedł czas na egzamin z geografii, Feliks był pełen nerwów, ale okazało się, że niepotrzebnie. Jedyne zadanie którego nie wykonał idealnie, to było zadanie z portami. Dostał szkice, a nie zdjęcia i miał rozpoznać spośród sześciu portów przynajmniej dwa, najlepiej cztery. Feliks dał radę rozpoznać tylko trzy i to była najgorsza ocena, jaką miał ze szkoleń. Wszystkie inne tematy opanował idealnie. I dopiero z rozmów z kolegami dowiedział się, że Villey jest znany z tego, że za pierwszym razem przepuszcza tylko i wyłącznie najlepszych. Pozostali muszą doszkalać się, ale jak porucznik widzi tylko poprawę, to obniża wymagania. I okazało się, że oprócz Feliksa tylko 3 pilotów zdało poprawnie pierwszy egzamin. Więc dalej był w czołówce.
Gdy zaczęło się szkolenie lotnicze, Feliks dostał "indywidualny tok nauczania", gdyż major spodziewał się, że pozostali będą spędzać więcej godzin na podstawowych maszynach. Feliks miał od razu trafić na Potezy, "gdy tylko poprawiający nawigację" zwolnią porucznika Villeya z obowiązku ich egzaminowania. Pierwszego dnia, gdy nowi wrócili z pierwszych lotów, Feliks dowiedział się o wypadku podczas lądowania. Jeden z pilotów w ostatniej chwili lądowania chciał poderwać maszynę. Instruktor nawet nie miał możliwości zareagować i szkolny MS-230 rozbił się, a obaj piloci trafili do szpitala. Inni dopowiadali, że pozostali instruktorzy mówili, że chorąży rozbijając samolot uratował obu, bo groziła im prawdziwa katastrofa. Feliks poczuł się zaintrygowany i zapytał, ile czasu piloci szkolili się "na ziemi". Jak usłyszał, że kilka godzin, to myślał, że go okłamują. W Polsce, aby zostać pilotem najpierw na sucho spędzali długie godziny (nie mówiąc o tych robionych w aeroklubach, aby nabrać nawyków). Ci Francuzi wyglądali, jakby byli złapani na ulicy i skierowani do lotnictwa! To po co miał tu przyjechać de Vaisseau? Zobaczyć, którzy przeżyją?
Porucznik Villey w wieczornej rozmowie z Feliksem powiedział:
-To nic, zawsze tak jest. Ci co nie czują samolotów odpadają, ci co czują zostają. A porucznik de Vaisseau przyleci tu za kilka dni, gdy będą już latać samodzielnie i obejrzy, co potrafią. Najlepszych weźmie do siebie, ci co wypadają słabiej, będą w jednostkach na tyłach... albo będą dostarczać samoloty z fabryk, albo w jednostkach formowanych będą nabierać lotniczych umiejętności.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 553
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
- No to przyznam że macie inny sposób szkolenia niż u Nas. Masa godzin teorii i aerokluby. Zanim przyszło latać na samolotach wojskowych ale treningowych mieliśmy dziesiątki albo i setki godzin w powietrzu na cywilnych i kolejne teorii. Nie boicie się stracić samolotów przez wypadki?
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6831
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Porucznik wydawał się zaskoczony pomysłem tak długiego szkolenia pilotów. "Przecież to wyszkolenie jednej eskadry zajęłoby rok". Tak samo był zaskoczony tym, jak bardzo Feliks obawiał się o samoloty. "Dostarczą nam z fabryki nowy". No tak. W Polsce nawet samolot treningowy był na wagę złota, tutaj samolot był najwyraźniej jedynie rzeczą, którą można wymienić. Feliks opowiadał o tym, jak oni szkolili się, ile to wysiłku trzeba było włożyć, aby w ogóle dostać się do szkoły lotniczej.... co porucznik kwitował jeszcze większymi oczami i zapytaniem:
-Skoro tylu odpada, to co potem z nimi? Poświęcili wiele lat życia i wszystko na marne?
Wśród rozmów, które toczyli każdego wieczoru wyłaniał się odmienny obraz. Polski, gdzie piloci byli elitą. Gdzie każdy był wyjątkowy, starannie wybrany i wyszkolony, ale jednocześnie było ich mniej. I Francji, która szkoliła tysiące pilotów każdego roku, ale spośród których większość by odpadła na testach do polskiej szkoły lotniczej. A całość rozbijała się o ilość samolotów. W Polsce ich nie było za wiele, więc pilotów nie trzeba było tyle. We Francji byli w stanie wystawić kilka tysięcy samolotów z dość dobrze przeszkolonymi pilotami i drugie tyle z pilotami, którzy jeszcze musieli szlifować umiejętności. Wreszcie obaj zgodzili się. W obu krajach pewnie znajdzie się tyle samo doskonale wyszkolonych pilotów. Tylko Polska ich od razu wyłuskiwała podczas szkolenia, a Francja dopiero po szkoleniu. I na jedno pytanie Feliks nie znał odpowiedzi:
-A jak ta wasza elita lotnicza zginie na froncie, to kto później będzie latać? - zapytał Villey wskazując na braki rezerw.
Ale obaj zgodzili się, że jak Polacy wyruszą na front, idealnie uzupełnią francuską masę. I choć Villey był pewny, że na liście asów będzie tyle samo Polaków, co Francuzów (z racji ilości tych drugich) i oba narody wzajemnie się uzupełnią, Feliks miał pewne obawy, czy Francuzi będą w stanie walczyć z Niemcami. Polacy nadrabiali brak maszynowy właśnie wyszkoleniem. Czy Francuskie maszyny są wystarczająco dobre, aby równać się z pilotami Luftwaffe?
Kolejne rozmowy toczyli też w Potezie, gdy porucznik Villey przepuścił większość kursantów (odrzucił tych, co mimo prób nadal nie potrafili opanować geografii Francji). W tym czasie nowi kursanci przesiedli się na nowsze maszyny, a kilku z nich już nawet latało samodzielnie.
I wtedy pojawił się on, porucznik de Vaisseau. Przyleciał do Montpellier w porze obiadu i chyba był mniej zainteresowany kursantami, niż spotkaniem przy suto zastawionym stole z oficerami. Porucznik Villey powiedział do Feliksa:
-Dziś nie latamy. Przybył oficer frontowy i chce nas zobaczyć i pomówić. Chodź, niech i doświadczonego pilota zobaczy?
Protokołu Feliksa uczyć nie musieli. Sam go znał, aż zbyt dobrze. Na początku nie odzywać się, to major rozmawia. Potem, gdy będzie mniej oficjalna część, porozmawia z porucznikiem. Niemniej inny mundur Feliksa od razu wywołał zainteresowanie porucznika, który w pewnym momencie zapytał majora, czy Feliks jest angielskim oficerem. Major Japy przedstawił Feliksa jako polskiego doświadczonego pilota, weterana walk nad Polską. Porucznika de Vaisseau chyba to zainteresowało i zapytał o możliwość zapytania Feliksa, na co major udzielił zgody, dodając, że "gościom nie wypada odmawiać". I wtedy zadał pytanie, które wywołało niezrozumiały dla porucznika de Vaisseau chichot ze strony kilku instruktorów (a porucznika Villey trzeba było klepać w plecy, bo zakrztusił się gdy usłyszał pytanie). A pytanie brzmiało:
-Czego pan porucznik uczy naszych nowicjuszy?
Major tylko uśmiechnął się i spojrzał na Feliksa pozwalając Feliksowi samemu odpowiedzieć, choć widać było, że na usta ciśnie mu się "A pan porucznik uczy SIĘ latać na Potezach".
-Skoro tylu odpada, to co potem z nimi? Poświęcili wiele lat życia i wszystko na marne?
Wśród rozmów, które toczyli każdego wieczoru wyłaniał się odmienny obraz. Polski, gdzie piloci byli elitą. Gdzie każdy był wyjątkowy, starannie wybrany i wyszkolony, ale jednocześnie było ich mniej. I Francji, która szkoliła tysiące pilotów każdego roku, ale spośród których większość by odpadła na testach do polskiej szkoły lotniczej. A całość rozbijała się o ilość samolotów. W Polsce ich nie było za wiele, więc pilotów nie trzeba było tyle. We Francji byli w stanie wystawić kilka tysięcy samolotów z dość dobrze przeszkolonymi pilotami i drugie tyle z pilotami, którzy jeszcze musieli szlifować umiejętności. Wreszcie obaj zgodzili się. W obu krajach pewnie znajdzie się tyle samo doskonale wyszkolonych pilotów. Tylko Polska ich od razu wyłuskiwała podczas szkolenia, a Francja dopiero po szkoleniu. I na jedno pytanie Feliks nie znał odpowiedzi:
-A jak ta wasza elita lotnicza zginie na froncie, to kto później będzie latać? - zapytał Villey wskazując na braki rezerw.
Ale obaj zgodzili się, że jak Polacy wyruszą na front, idealnie uzupełnią francuską masę. I choć Villey był pewny, że na liście asów będzie tyle samo Polaków, co Francuzów (z racji ilości tych drugich) i oba narody wzajemnie się uzupełnią, Feliks miał pewne obawy, czy Francuzi będą w stanie walczyć z Niemcami. Polacy nadrabiali brak maszynowy właśnie wyszkoleniem. Czy Francuskie maszyny są wystarczająco dobre, aby równać się z pilotami Luftwaffe?
Kolejne rozmowy toczyli też w Potezie, gdy porucznik Villey przepuścił większość kursantów (odrzucił tych, co mimo prób nadal nie potrafili opanować geografii Francji). W tym czasie nowi kursanci przesiedli się na nowsze maszyny, a kilku z nich już nawet latało samodzielnie.
I wtedy pojawił się on, porucznik de Vaisseau. Przyleciał do Montpellier w porze obiadu i chyba był mniej zainteresowany kursantami, niż spotkaniem przy suto zastawionym stole z oficerami. Porucznik Villey powiedział do Feliksa:
-Dziś nie latamy. Przybył oficer frontowy i chce nas zobaczyć i pomówić. Chodź, niech i doświadczonego pilota zobaczy?
Protokołu Feliksa uczyć nie musieli. Sam go znał, aż zbyt dobrze. Na początku nie odzywać się, to major rozmawia. Potem, gdy będzie mniej oficjalna część, porozmawia z porucznikiem. Niemniej inny mundur Feliksa od razu wywołał zainteresowanie porucznika, który w pewnym momencie zapytał majora, czy Feliks jest angielskim oficerem. Major Japy przedstawił Feliksa jako polskiego doświadczonego pilota, weterana walk nad Polską. Porucznika de Vaisseau chyba to zainteresowało i zapytał o możliwość zapytania Feliksa, na co major udzielił zgody, dodając, że "gościom nie wypada odmawiać". I wtedy zadał pytanie, które wywołało niezrozumiały dla porucznika de Vaisseau chichot ze strony kilku instruktorów (a porucznika Villey trzeba było klepać w plecy, bo zakrztusił się gdy usłyszał pytanie). A pytanie brzmiało:
-Czego pan porucznik uczy naszych nowicjuszy?
Major tylko uśmiechnął się i spojrzał na Feliksa pozwalając Feliksowi samemu odpowiedzieć, choć widać było, że na usta ciśnie mu się "A pan porucznik uczy SIĘ latać na Potezach".
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
-
pingwin14-93
- Posty: 553
- Rejestracja: 25 paź 2022, 23:04
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
- Ohh nie jestem szkoleniowcem Panie poruczniku. Odbieram dodatkowe szkolenie ponieważ chcę latać na Potezach, a w Polsce nie mieliśmy ciężkich samolotów. Jestem bardzo zadowolony z Waszego samolotu. Wypatruję też możliwości polatania w przyszłości na jego następcy - Feliks spojrzał na porucznika z uśmiechem.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6831
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
Porucznik odpowiedział:
-Chyba te nowe Blochy na razie tylko jako maszyny rozpoznawcze szykują, bo takich zwłaszcza na froncie brakuje. Ale może zanim wojna się skończy, dostaniemy też wersję myśliwską. To się okaże.
I wrócił do rozmów z innymi. Wreszcie rozmowy nabrały nieoficjalnego tonu. Feliks w międzyczasie zrozumiał, że porucznik chyba uznał, że Feliks ma już jakiś przydział. Dodatkowo dowiedział się z rozmów, że jutro będzie oglądać loty nowych pilotów (a i Feliks zapewne się nawinie) i wtedy mógłby pokazać swoje umiejętności. A może po prostu zwyczajnie podejść i zapytać? W końcu obaj byli oficerami, a na dodatek na tle nowego narybku, Feliks (mimo, że nie chciał się chwalić) wypadał zdecydowanie lepiej.
-Chyba te nowe Blochy na razie tylko jako maszyny rozpoznawcze szykują, bo takich zwłaszcza na froncie brakuje. Ale może zanim wojna się skończy, dostaniemy też wersję myśliwską. To się okaże.
I wrócił do rozmów z innymi. Wreszcie rozmowy nabrały nieoficjalnego tonu. Feliks w międzyczasie zrozumiał, że porucznik chyba uznał, że Feliks ma już jakiś przydział. Dodatkowo dowiedział się z rozmów, że jutro będzie oglądać loty nowych pilotów (a i Feliks zapewne się nawinie) i wtedy mógłby pokazać swoje umiejętności. A może po prostu zwyczajnie podejść i zapytać? W końcu obaj byli oficerami, a na dodatek na tle nowego narybku, Feliks (mimo, że nie chciał się chwalić) wypadał zdecydowanie lepiej.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)