Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#31

Post autor: PL_CMDR Blue R » 21 lut 2026, 20:14

Kapitan odszedł do radiostacji, a Francuzi chyba starając się nie dorzucać oliwy do ognia zaczęli przekazywać, jakie ćwiczenia będą wykonane w drugim locie. I znów wrócili do szkolenia.

5 luty 1940, Montpellier
Po locie, czekający na lotnisku instruktor, odhaczył pozycję na liście i powiedział:
-I wszystkie podstawowe manewry zaliczone. Jeszcze tylko latanie w szyku, strzelanie i gotowe. - Kosa już nawet nie potrzebował pomocy tłumacza, aby zrozumieć co mu przekazywał instruktor - Właściwie to moglibyście to sami w Lyonie zrobić, bo jesteście wyśmienitymi pilotami, a my moglibyśmy dostać tu nowych, których coś możemy nauczyć.

I jak się okazało, nie były to tylko czcze pochwały, ale poszły za nimi informacje do góry. 6 lutego na zbiórce porannej kapitan Łaszkiewicz powiedział:
-Panowie. Francuscy instruktorzy uznali, że nic więcej nas nie nauczą, bo dobrze nas w Polsce wyszkolili. Nawet pytali, czy my ich czegoś możemy nauczyć. Spisaliście się na medal. Dziś rano major Japy powiedział, że skontaktuje się z naszym dowództwem w Lyonie, abyśmy szkolenie z manewrów w szyku i strzelania mogli już odbyć sami, w naszej bazie, a tu zaproszą drugą grupę na równie przyspieszony kurs. Panowie! Gratulacje!
Rozległy się owacje, po których kapitan dodał:
-Major czeka tylko na zgodę od pułkownika Pawlikowskiego, czy on również się zgadza, a jak znam pułkownika, to nie będzie kazał was trzymać w szkole. Asów w szkołach się nie trzyma. Tak więc jak tylko pułkownik wyśle telegram, że się zgadza, wracamy do Bron już nie jako piloci do szkolenia, ale jako piloci, którzy tylko muszą doszlifować swoje wysokie umiejętności! A wtedy w marcu będziemy w gotowości do wysłania na front!

Jeszcze przed obiadem przybył tak oczekiwany telegram. Zanim udali się na jedzenia, kapitan rozkazał zatrzymać się przed kantyną, czekając na majora. Commandant Japy oraz instruktorzy zjawili się po chwili i stanęli naprzeciwko polskich pilotów. Francuski komendant wyszedł do przodu i powiedział:
-Polscy piloci! To nasz ostatni dzień razem. Przed godziną otrzymałem telegram z Bron. Wasze szkolenie w Montpellier jest ukończone!
Choć już o tym wspomniano rano, teraz radość była nawet większa. Komendant szkoły musiał co chwila przerywać swoje małe przemówienie, podczas którego dodał, że to był zaszczyt, że mogli poznać tak wspaniałych pilotów i pomóc im szybko wdrożyć się we francuski system lotnictwa myśliwskiego oraz podkreślił, że zawsze będą wspominać ten czas, gdy tacy wspaniali piloci tu gościli.
-Wieczorem urządzimy przyjęcie, aby uczcić te wspaniałe tygodnie. A teraz, panowie piloci! Do stołów! - powiedział gestem zachęcając do wejścia do kantyny.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1600
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#32

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 24 lut 2026, 20:19

Poczułem ogromną ulgę i dumę. Wreszcie przestaliśmy być kłopotliwymi gośćmi, lecz mogliśmy wreszcie działać jak myśliwi. Perspektywa powrotu do służby liniowej sprawiła, że krew szybciej krążyła mi w żyłach. Podczas pożegnalnej kolacji nie myślałem o jedzeniu, ale o tym, jak wkrótce poczuję szarpnięcie działka w kabinie bojowego Morane’a.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#33

Post autor: PL_CMDR Blue R » 24 lut 2026, 22:43

Nie był to jednak koniec szkolenia. Choć polscy piloci mieli je kończyć sami, każdy otrzymał zestaw ćwiczeń, które muszą być odbyte. Program był rozpisany na 15 godzin lotów i zawierał 50 ćwiczeń, w tym strzelanie do celów oraz konkretne manewry. Dopiero ich spełnienie według Francuzów pozwalało uznać pilota za pełnoprawnego. Kosa przeglądał tą listę i nie było na niej nic nowego. O't, dwa tygodnie latania. Jakby była potrzeba to i w tydzień można było zrobić... a jakby jeszcze zmieniać maszyny, to na upartego dało się zrobić je w dwa dni.... choć wtedy chyba podczas ostatnich ćwiczeń, to pół żywego pilota trzeba by było wyciągać z kabiny. Ale nie ma tego złego. Wrócą i pod koniec lutego będzie mógł pokazać Francuzom, że jest pełnoprawnym pilotem, którym przecież był!

Do Bron wrócili 7 lutego i od razu zastali wielkie zmiany. Coraz więcej kolegów miało mundury, zarządzanie bazą (przemianowaną na Centrum Wyszkolenia Lotnictwa) objął pułkownik Wacław Iwaszkiewicz (pułkownik Pawlikowski pozostał jej dowódcą), a na dodatek, dotarł tak długo oczekiwany węgiel! I nie tylko on. Piloci dostali wreszcie broń. Karabinki, bagnety, do tego plecaki żołnierskie, koce, maski przeciwgazowe, manierki, menażki i (co najważniejsze) deputat papierosowy oraz miesięczne uposażenie! Widać było, że banda, którą wielu stało się na przełomie 1939/1940 wracała do bycia żołnierzami. W zasadzie w Bron brakowało tylko drobnej rzeczy, a jakże ważnej. Samolotów. Ale te miały "lada dzień" nadejść.

I wtedy też "Montpellierczycy" (jak nazwano pierwszych kursantów) zauważyli coś dziwnego. Koledzy, którzy im salutowali pełną dłonią. Okazało się, że gdy oni szkolili się na samolotach, generał Sikorski odwiedził bazę. Oprócz "gospodarskiej wizyty", przywiózł też rozkaz, że aby nie odróżniać się od sojuszników, Polacy we Francji też mieli salutować całą dłonią. O ile większość pilotów, nie przywiązywała do tego wielkiej wagi, a nawet przyjęła ten rozkaz z zadowoleniem, znalazło się kilku opornych, którzy wiedzieli w tym zamach na Polskę.

9 lutego sytuacja zaczęła się poprawiać. Pierwszym zwiastunem było przybycie francuskich mechaników, którzy mieli wspomóc polskich mechaników w obsłudze MS-406. Same samoloty i piloci-instruktorzy, którzy mieli pomóc w szkoleniu, przylecieli następnego dnia i po uroczystym powitaniu zapadła decyzja, że od poniedziałku, 12 lutego, Montpellierczycy zaczną szkolenie.

I tak nadszedł wieczór 11 lutego 1940. "Kosa" już myślami widział się w łóżku, aby wyspać się przed powrotem za stery myśliwca, gdy na wieczornym apelu, kapitan Łaszkiewicz zjawił się z kwaśną miną. I okazało się, że to, co ma do przekazania było równie gorzkie. W sztabie podjęto decyzję, że trzeci dywizjon (Dębliński) zostanie wysłany do Finlandii, aby wspomóc Finów w walce z Sowietami i wyszkolenie ich ma być prowadzone z najwyższym priorytetem, nawet jak wymagać będzie wstrzymania szkolenia innych dywizjonów. W związku z tym, że samolotów nie ma zbyt wiele, pilotom "z Montpeller" udziela się dwóch tygodni urlopu. Francuzi nawet pomogli znaleźć dobre miejsce w górach (jakieś Megeve), gdzie piloci mieli odpocząć.

Wśród słuchających pilotów można było wyczuć wściekłość. Ktoś zapytał, czy po to wracali z Montpellier, aby teraz czekać? Przecież mogli dokończyć szkolenie już tam! Kapitan rozłożył ręce i powiedział:
-Sytuacja zmieniła się z dnia na dzień. Rozkazy, które przyszły są bardzo precyzyjne. Dywizjon "Dębliński" ma osiągnąć gotowość bojową w jak najszybszym czasie i natychmiast przygotować się do wyruszenia do Finlandii. Inne szkolenia schodzą na dalszy plan i mają być wstrzymane, jeżeli mają zakłócić cykl szkolenia "Fińskich" pilotów.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1600
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#34

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 25 lut 2026, 18:58

Czuję czystą wściekłość. Po co był ten pośpiech w Montpellier? Po co te wszystkie pochwały, skoro teraz, gdy maszyny wreszcie są na lotnisku, my mamy jechać oglądać góry? To upokarzające – zamiast drążka w dłoni mam trzymać kijki narciarskie, podczas gdy koledzy z „Dęblińskiego” dostają nasze maszyny i lecą bić się w Finlandii.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#35

Post autor: PL_CMDR Blue R » 25 lut 2026, 20:09

I w takich nastrojach upłynął im ten "wspaniały urlop".

Gdy po dwóch tygodniach wrócili do Bron, dywizjon "Fiński" ćwiczył loty w szykach zwartych i bojowych oraz walkę. Ich szkolenie zbliżało się do końca i "Kosa" z niecierpliwością czekał, aż zakończą szkolenie. A to skończyło się szybciej, niż planowano.

Z początkiem marca do środkowej Francji zawitała wiosna, a wraz z nią nowe rozkazy, które niejednego doprowadziły do szału. Okazało się, że dywizjon "Fiński" nie ma się szkolić na Moranach MS-406, a Caudronach Cyclone CR-714, które zakupiła właśnie Finlandia! Ta decyzja polityczna odległego, walczącego z ZSRR Narodu, spowodowała, że piloci "Fińscy" mieli odbyć przeszkolenie na tych maszynach. 5 marca do Bron dostarczono kilka z tych maszyn i piloci dywizjonu "Fińskiego" przesiedli się na te maszyny, zwalniając Morany, które mogli wreszcie wykorzystać Montpellierczycy. Pozostało tylko przeprowadzić całe szkolenie, które miało zakończyć się przed Wielkanocą (24 marca 1940, dop. Finka). Niemniej dalej mieli mniejszy priorytet od dywizjonu Fińskiego.

CaptaineBaville Rougevin, Francuz koordynujący szkolenia, układał tak loty, że "Fińscy" mieli pierwszeństwo, a gdy pogoda zapowiadała się częściowo niekorzystnie, ograniczał loty Montpellierczyków. Choć on tylko wykonywał rozkazy, to jednak spowodowało to pewną antypatię do tego francuskiego oficera, który jednak jak idzie o przygotowanie lotniska i nadzór nad prawidłowym odnotowywaniu lotów, radził sobie bardzo dobrze, idąc na rękę Polakom, gdzie tylko mógł... poza może jedną rzeczą. Nigdy nie zgodził się na start, gdy nie była przygotowana sanitarka, ani wóz straży pożarnej. Choć one nie były ostatecznie potrzebne, to ta dbałość o bezpieczeństwo była źródłem kilku sporów. A na dodatek pojawiła się kolejna plotka, która stawiała pod znakiem zapytania, wszystko co działo się do tej pory... plotka, że Finlandia negocjuje z ZSRR warunki zawieszenia broni!

Był 12 marca 1940 roku i "Kosa" odbywał właśnie lot na pułap samolotu. "Kosa" tylko raz był na wysokości ponad 8000 metrów. To był też lot na pułap, który odbył na "Jedenastce". Teraz wznosili się na 9500 metrów... i choć "Kosa" potwierdził osiągnięcie pułapu i wykręcił planowane trzy ósemki, to jednak czuł, że maszyna da radę wejść jeszcze wyżej. Na "Jedenastce" będąc prawie dwa kilometry niżej czuł, że maszyna dusi się. Moran słabł, ale dalej miał sporą siłę, aby latać tak wysoko. Gdy po pikowaniu dołączył do szyku (kolejne ćwiczenie) i razem wrócili na lotnisko, lądując jeden za drugim, do grupy podszedł podporucznik Chałupa.
-Słyszeliście? Dywizjon "Fiński" dostał rozkaz wstrzymać szkolenia. Finowie skapitulowali!
I ciężko było określić, kto był bardziej wściekły. Piloci dywizjonu "Fińskiego", którym kazano wstrzymać szkolenie, czy "Montpellierczycy", którzy mogliby już być dawno gotowi do odlotu na front, gdyby nie ta cała akcja z Dywizjonem "Fińskim"
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1600
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#36

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 27 lut 2026, 22:21

Co za marnotrawstwo czasu. Już dawno mogliśmy być w boju. Ta cała eskapada do Finlandii okazała się zwykłą farsą. Echh. Szczęście znowu nam nie sprzyja. :fool
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#37

Post autor: PL_CMDR Blue R » 27 lut 2026, 23:46

W najbliższych dniach wiele się działo w Bron. O ile oni po prostu kontynuowali wcześniej przerwane szkolenie, a piloci Fińscy wyjeżdżali na urlop, to pilotów i mechaników z dywizjonów bombowych i liniowych wysyłano do szkół lotniczych (w tym też do Francuskiej Afryki). Jednocześnie, druga tura pilotów dywizjonu Poznańsko-Krakowskiego zaczynała szkolenie teoretyczne, aby potem dołączyć do jednostki, którą mieli tworzyć wraz z pilotami z Montpellier. Ale wciąż brakowało jednego: Odpowiedniej liczby samolotów, aby szkolenia mogły przebiegać wystarczająco szybko. Ale miało się to wkrótce zmienić.

Był 19 marca 1940 roku. Tego dnia ćwiczyli loty i manewry w szyku i początkowo nic nie wskazywało, aby ten dzień zapisał się inaczej, niż poprzednie. O tym, że coś się zmienia dowiedzieli się po obiedzie, gdy wszyscy piloci z Montpellier (poza jednym Krakowskim pilotem, który gdzieś się rozpłynął ostatnio)zostali wezwani do pułkownika Pawlikowskiego, który uchodził (co prawda nieformalnie) za dowódcę polskiego lotnictwa myśliwskiego we Francji. Gdy przybyli, Pułkownik powiedział:
-Panowie. Mam dobre wieści. W fabryce trwają właśnie ostatnie kontrole myśliwców MS-406, które zostaną tu wkrótce dostarczone. 18 myśliwców, dla 18 pilotów - to mówiąc przeleciał po twarzach zebranych jakby ich liczył - Panowie. To będą wasze osobiste maszyny.
Po tych słowach dał chwilę na upust radości, po czym powiedział:
-Jak wiecie, mieliście już pewne opóźnienia w szkolenia, które wynikały z przyczyn od nas niezależnych i nie chcemy, aby było ich jeszcze więcej. Jak wiecie, koledzy z waszego przyszłego dywizjonu, wciąż się szkolą, więc gdy wy skończycie szkolenie i będzie stanowić jedność z samolotem, musielibyście czekać około miesiąca, zanim dywizjon będzie sformowany. Aby nie tracić czasu i w pełni wykorzystać wasze umiejętności, postanowiono w sztabie, abyście po zakończonym szkoleniu odbyli staż bojowy we frontowych dywizjonach myśliwskich. Spędzicie tam 2 miesiące, wraz z mechanikami, a potem, gdy wrócicie, poznawszy już taktykę i organizację dywizjonów Francuskich, wrócicie tutaj i z dalszymi pilotami przeszkolonymi w Bron będziecie tworzyli pierwszy operacyjny dywizjon Polski, który zostanie skierowany natychmiast na front. Taki jest rozkaz generała Sikorskiego i z zadowoleniem mogę powiedzieć, że na lepszych pilotów nie mógł on trafić.
"Kosa" szybko w głowie liczył jakie szkolenie musiał jeszcze zakończyć. Walka powietrzna i strzelanie do celów powietrznych i naziemnych... i gdyby nie ta Wielkanoc (24 marca) to nawet mógłby się spiąć i w poniedziałek zakończyć szkolenie, o ile dotrze tu większa liczba samolotów, aby móc przećwiczyć walkę powietrzną. Niemniej chyba jego koledzy aż takiego pośpiechu by nie chcieli, ale nawet bez dostaw nowych samolotów w kilka dni po Wielkanocy powinni zakończyć szkolenie, co oznaczałoby, że już na początku kwietnia "Kosa" znów będzie na froncie... Ale momentalnie znów naszła go myśl "O ile znów plany nie ulegną zmianie".
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1600
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#38

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 28 lut 2026, 14:46

No nareszcie coś się zaczyna dziać. Samoloty coraz bliżej. wreszcie będzie można być w końcu przydatnym.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#39

Post autor: PL_CMDR Blue R » 28 lut 2026, 15:46

21 marca 1940, Wielki Czwartek
Ten dzień przyniósł wielkie zmiany. Premier Francji zrezygnował z pełnionej funkcji, a nowym premierem został Paul Raynauld, powierzając poprzedniemu premierowi stanowisko ministra obrony. Wiceministrem obrony został niejaki de Gaulle, a wicepremierem został weteran poprzedniej wojny, marszałek Philippe Pétain, przyjaciel narodu Polskiego. Choć nie było to podane wprost, powodem dymisji był fakt, że Francji nie udało się pomóc Finlandii obronić przed ZSRR i ta musiała w traktacie zrzec się części swojego terytorium. Dobrą wiadomością był fakt, że nowy rząd podtrzymywał jednocześnie twarde stanowisko wobec Niemiec, żądając wycofania wojsk z Polski i ani myśląc ustępować ani na krok.
Ale ważniejsze było, że tego dnia dotarły nowiutkie myśliwce MS-406, przeznaczone specjalnie dla nich. Podczas gdy piloci żegnali francuskich kolegów, którzy dostarczyli maszyny, mechanicy zabrali się do pracy nad maszynami i wkrótce wszyscy piloci byli rozradowani, gdy mechanicy potwierdzali, że to fabrycznie nowe maszyny. Mechanicy mieli inne zdanie.
-Teraz trzeba będzie dotrzeć silniki, a znając fabryki pewnie wyjdą jakieś rzeczy, które trzeba dopilnować, naprawić. Maszyny, które już latały mają historię. Wiadomo, co tam źle działa, na co zwrócić uwagę... a te? Tu może być wszystko. Jutro trzeba będzie zrobić loty na dotarcie.

"Kosa" jednak nie zwracał uwagi na narzekania mechaników, tylko przyglądał się pięknej, swojej własnej maszynie. Morane Saulnier MS-406, numer 393 został przydzielony właśnie jemu. Kosa dotknął metalowego pokrycia maszyny i już czuł w sercu, jak zrasta się z tą maszyną. Mógł jutro latać w kółko, tylko dla sprawdzenia silnika, kadłuba, czy karabinów. Ważne było jedno. Nie będzie latał już na maszynie, którą będzie musiał komuś oddawać, ale na swojej. I to nie małej, ciasnej, ale własnej, ale na porządnej, szybkiej maszynie.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1600
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#40

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 01 mar 2026, 14:50

Wygląda pięknie. Patrzę na malowanie. Jest gdzieś szachownica ?
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#41

Post autor: PL_CMDR Blue R » 01 mar 2026, 16:50

Szachownica chwilowo była tylko naszkicowana na burcie, ale sierżant Żak na oczach "Kosy" chwycił za umoczony w białej farbie pędzel i zaczął malowanie. Oto maszyna przechodziła właśnie nie tylko oficjalnie, ale też wizualnie w ręce polskiego lotnictwa przy pomocy pracy polskich rąk. To był pierwszy etap Wielkiego Tygodnia Kosy. Z każdym dniem lotów, nie dość, że zadowalał mechaników brakiem usterek, to odhaczał ostatnie punkty lotów.

Zaraz po Wielkiej Nocy do bazy przyleciały dwusilnikowe rozpoznawcze Potezy 63 przeznaczone do szkolenia i jeden w wersji myśliwskiej przeznaczony dla podporucznika Piłsudskiego, który miał wkrótce dołączyć do jakiejś eskadry latającej na tych ociężałych, dwusilnikowych maszynach (tym samym będąc pierwszym polskim pilotem, który mógł oficjalnie latać wraz z Francuzami na froncie), ale dla Kosy ważniejsze było, że francuski "nadzorca" zgodził się na podpisanie ostatniego punktu szkolenia, czyli walki powietrznej. Jeszcze tylko kilka lotów, ale już bez żadnego stresu, że francuzi patrzą i "Kosa" będzie mógł powiedzieć, że opanował całkowicie maszynę (nie, aby teraz nie uważał, że źle się na niej czuje). I wtedy wezwano Montpellierczyków do pułkownika. A ten miał dobre wieści. Bardzo dobre wieści.

Pułkownik na początku pogratulował zakończonego szkolenia, dodając:
-Gratuluję bycia pierwszą eskadrą polskiego lotnictwa, która zakończyła szkolenia. Teraz został ten tak zwany "staż na froncie". Panowie. Jutro przylecą do nas trzysamolotowe delegacje z frontowych jednostek, w których odbędziecie szkolenie, więc jutro o 15:00 zakańczamy biurokrację. Wypisać wszystko w książeczce lotów szkoleniowych i zdać je, aby papierom stało się zadość i popołudniem witamy gości, czyli waszych francuskich przełożonych. Pojutrze rano przybędzie tutaj Wódz Naczelny, aby wziąć udział w uroczystym odlocie pierwszych polskich pilotów na front. - zrobił pauzę i powiedział - Panowie. Wreszcie po pół roku się doczekaliśmy do powrotu myśliwców szachownicami na front! Niech żyje Polska! Niech żyje Francja!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1600
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#42

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 01 mar 2026, 18:20

Tak jest !!! Salutuję !! Cieszę się niezmiernie ! Zaczyna się wreszcie.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#43

Post autor: PL_CMDR Blue R » 01 mar 2026, 21:26

26 marca 1940 roku, Lyon
Kosa oddał ostatni kwit i francuski oficer zrobił podsumowanie. 15 godzin, 40 minuty lotu. Nie był to zły wynik, ale jego wpisanie było pewnym zamknięciem. Oto właśnie podpisując ten dokument, oficjalnie szkolenie Kosy dobiegło końca.
Popołudniem na lotnisko zaczęły przylatywać kolejno klucze francuskich samolotów. 18 myśliwców MS-406, którymi przyleciała delegacja eskadr, w których mieli służyć Montpellierczycy. Przy tej ilości samolotów, samotny Potez 631, który przyleciał po podporucznika Piłsudskiego wydał się mało znaczący. Samoloty ustawiono po obu stronach pasa naprzeciw siebie. Po jednej stronie Morany Polaków, po drugiej Morany i Poteza Francuzów (swoją drogą, dziwne, ze Polskiego Poteza nie wystawiono). Po prostu piękny widok.


W każdej trójce przyleciał dowódca (dywizjonu), dowódca (lub zastępca) eskadry w której mieli służyć Polscy piloci oraz 1 pilot, reprezentujący eskadrę. Tu wybory były różne, jak się można było dowiedzieć. Jedni prali pilota z największą liczbą godzin, drudzy spośród ochotników losowali szczęśliwca, a jeden z pilotów został wybrany, bo jego matka miała polskie korzenie (ale ni słowa po Polsku nie umiał). "Kosę" oczywiście najbardziej interesowali jego goście.
Klucz kapitana Łaszkiewicza (do którego należał "Kosa" i sierżant Flanek) miał dołączyć do 3 dywizjonu, 2 grupy (czyli czegoś na kształt pułku, czy brygady) myśliwskiej ("Alzackiej"), stacjonującego pod Cambrai, miejscu słynnej bitwy czołgowej z poprzedniej wojny. Gośćmi, a później gospodarzami dla klucza byli Commandant (major) Frédéric Geille, porucznik Maurice Leblanc, zastępca dowódcy 6-tej eskadry (Eskadry "Jaskółek), do której miał być dołączony klucz oraz podporucznik Georges - Léon Pissotte, pilot 6-tej eskadry.

Jak wynikało z rozmów, lepiej trafić nie mogli. Dywizjon miał już na koncie zestrzelenie niemieckiego samolotu rozpoznawczego (w Polsce ani razu się nie udało), głównie dzięki współpracy z Brytyjczykami. Ci stacjonowali w pobliskim Lille i mieli bardzo skuteczny radar, który wykrywał takie samoloty jeszcze zanim obserwatorzy naziemni mogli je potwierdzić na granicy. Wyglądało na to, ze Francuzi z Anglikami naprawdę trzymają Niemców pod kontrolą, a po krótkiej kolacji wszyscy udali się na spoczynek przed tak wielce oczekiwanym dniem... Właśnie tym dniem, kiedy miał odlatywać na front...

[Koniec retrospekcji]

27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:55
"Jedzie! Jedzie" - przekazano sobie z ust do ust. Bartek poprawił postawę i obrócił głowę w stronę bramy, którą mijały właśnie czarne samochody. Liomuzyny zajechały przed hangar i wysiedli z nich najważniejsi goście: naczelny wódz generał Władysław Sikorski, dowódca Polskich Sił Powietrznych generał Zając, jakiś Francuski urzędnik i to chyba wysokiej rangi. Widok, który się przed nimi roztaczał był piękny. Prawie 50 samolotów (głównie Moranów MS-406) ustawionych równo w rzędach i zgrupowanie setek osób w mundurach. Hangary były udekorowane Francuskimi i Polskimi flagami... I nagle Bartosz miał dziwną myśl. Przecież jakby tu znalazł się teraz klucz niemieckich bombowców, to roznieśli by ich wszystkich w pył. Przecież nawet nikt nie obsadzał działek przeciwlotniczych... Ale z drugiej strony, skoro Francuzi przechwytywali samoloty zwiadowcze, to większą wyprawę też byli w stanie przechwycić... Ale nie było czasu na rozmyślania. Uroczystości się zaczęły.

Komendant Bazy Lotniczej, pułkownik Pawlikowski złożył Naczelnemu Wodzowi raport i wtedy orkiestra zaczęła grać Mazurka Dąbrowskiego i Marsyliankę. Po hymnach generał Sikorski dokonał przeglądu kompanii honorowej i udał się do hangaru, gdzie na zrobionym na ogonie Poteza ołtarzu, odbyła się Msza Święta po Polsku. Piloci całą Mszę spędzili na zewnątrz.
Po Mszy orkiestra zagrała marsza. Naczelny Wódz udał się pod maszt, gdzie honorowo wciągnięto flagi Polski i Francji. Następnie generał Sikorski stanął przed pilotami i przemówił:
-Spotyka was, myśliwcy, wielki zaszczyt! Będziecie pierwszymi Polakami, którzy poza granicami Polski rozpoczną walkę o ponowne odzyskanie niepodległości naszej Ojczyzny. Na waszych nowych skrzydłach w postaci francuskich samolotów o polskich barwach narodowych będziecie nieść w swych bojowych lotach honor Polski. Wraz ze swymi francuskimi towarzyszami broni weźmiecie odwet na wrogi za najazd i skrwawienie naszej polskiej ziemi.
Niechaj waszym obronnym pancerzem w chwilach niebezpieczeństw walki w powietrzu będą słowa modlitwy za waszą pomyślność, płynącej do Boga od waszych matek, żon i córek w Polsce oraz moje gorące życzenia jako waszego Naczelnego Wodza!
Bądźcie naszą skrzydlatą husarią w powietrzu, która w historii naszego kraju zawsze szła na czele polskiego rycerstwa, okrywając się sławą zwycięstw pod sztandarem, na którym było wypisane nasze wielkie hasło: Bóg, Honor i Ojczyzna!
Gdy Wódz zakończył przemowę wzniósł okrzyk:
-Niech żyje Francja! Niech żyją i rozwijają się polskie skrzydła!
Następnie Naczelny Wódz odebrał meldunki od dowódców kluczy, ściskał dłonie pilotów i życzył im bojowych sukcesów.
Po uściskach udali się do swoich maszyn. Na rozkaz radiowy we wszystkich uruchomiono silniki, a ich huk musiał robić wrażenie. Kosa miał startować jako piąty. Najpierw trzech Francuzów, potem kapitan Łaszkiewicz, a następnie on i sierżant Flanek. Ale nie mieli jeszcze lecieć do Cambrai. Mieli odlecieć od Bron, zebrać się wszyscy razem w 36 maszyn i przedefilować nad miejscem uroczystości. A potem znów zrobić kilka kółek, aby dygnitarze mogli się rozejść i wrócić na lotnisko. Dopiero wtedy samoloty miały być przygotowane do długiego lotu do Cambrai.

Ale "Kosa" i tak czuł, jakby to było pierwsze zadanie bojowe. W końcu to już nie był lot szkoleniowy. Teraz to był pokaz dla wodza, jak i dla siebie. Był znów pilotem i oto otwierał kolejny rozdział swojej historii.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ