|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
Moderator: PL_CMDR Blue R
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7481
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
-To już zadanie żandarmów - powiedział sierżant - I każdy to wie, że niepewnej osobie z nieba, nie wolno dać kontaktować się z nikim.
I wtedy zza niego wyłonił się jakiś żołnierz:
-Panie sierżancie. Mamy jeszcze dwóch rannych szkopów.
Sierżant obrócił się i powiedział:
-To dawajcie ich tutaj. Żandarmi konwój medyczny będą musieli sprowadzić.
I żołnierze wprowadzili dwóch pilotów w niemieckich mundurach. Jeden wyraźnie kulał i jeden żołnierz go prowadził, drugi na pierwszy rzut oka wyglądał na zdrowego i szedł przed żołnierzem, który mierzył do niego z karabinu.
I wtedy zza niego wyłonił się jakiś żołnierz:
-Panie sierżancie. Mamy jeszcze dwóch rannych szkopów.
Sierżant obrócił się i powiedział:
-To dawajcie ich tutaj. Żandarmi konwój medyczny będą musieli sprowadzić.
I żołnierze wprowadzili dwóch pilotów w niemieckich mundurach. Jeden wyraźnie kulał i jeden żołnierz go prowadził, drugi na pierwszy rzut oka wyglądał na zdrowego i szedł przed żołnierzem, który mierzył do niego z karabinu.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
To pewnie załoga tego bombowca którego zestrzelił - Andrzej spojrzał z ciekawością na niemieckich pilotów. Ciekawe czy to faszyści czy zwykli chłopacy przymuszeni do wojny przez Adolfa. Ale zaraz - Andrzejowi stwardniał wzrok - pilotami nie zostają ochotnicy, a pewnie te załogi mogły już latać nad polskim niebiem siejąc spustoszenie nie tylko wśród wojska, ale i wśród cywili czy polskich miast...
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7481
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
Tak wiele ich łączyło, a jak tak wiele różniło. Może nawet przed wojną mieszkali blisko siebie. Może jeden był na przykład z Bytomia. Przed zaborami ich dziadkowie mogli pracować na tej samej kopalni. Ale to Niemcy zdecydowali, że zaczną tą wojnę, że będą ją tak prowadzić.
U lekarza zapaliło się jednak światełko nadziei, że Andrzeja uznają jednak za potencjalnie swojego, bo Niemców zaprowadzono głębiej, do kąta. A może chodziło o fakt, że tamtych łatwiej było w głębi upilnować? Lekarz zostawił Pierre, aby założył opatrunki na nogę Andrzeja i ten kończył pracę, gdy zjawili się żandarmi. Kapral i dwóch szeregowych. Kapral zapytał wartownika przy wejściu do namiotu:
-Ci w głębi to te szkopy? - a gdy ten kiwnął, wskazał na Andrzeja i zapytał - A to ten "niby nasz"?
-Pilot musi trafić do szpitala - powiedział lekarz, który nagle pojawił się obok Andrzeja. Żandarm spojrzał na lekarza i powiedział:
-Oczywiście. Szeregowy Frossard z nim pojedzie. Mogę z nim porozmawiać? Muszę ustalić kim jest.
Lekarz gestem zaprosił kaprala do łóżko Andrzeja. Kapral zasalutował na powitanie i powiedział:
-Kapral Marchialy, żandarmeria. Zna pan procedurę identyfikacji osób spadających na spadochronach, prawda? Potrzebuję pańskiego nazwiska oraz danych jednostki.
Andrzej zastanowił się, czy może sobie nie wyrobić wizytówki z nazwą jednostki i lotniska, skoro tyle razy to podawał, ale zachował to dla siebie, mówiąc znów jak z pamięci:
-Podporucznik Baran. Polak. Trzecia eskadra, drugi Dywizjon Myśliwski, 7 pułku, Luxeuil Saint-Sauveur. Samolot zestrzelony.
Kapral zapisał to w notatniku, po czym spojrzał na wartownika i zapytał:
-Nikt nie widział spadającego samolotu naszego?
Wartownik powiedział:
-Widzieliśmy, jeden nasz i dwa niemieckie.
Kapral schował notes do kieszeni i powiedział:
-Jak uważacie, ze Niemcy strzelają do Niemców, to nie będę się kłócił. - Poklepał Andrzeja po ramieniu i powiedział - To zajmie krócej niż wasza wizyta w szpitalu. Wyleczą was i dowiecie się, czy wracacie do jednostki, czy idziecie pod pluton egzekucyjny.
U lekarza zapaliło się jednak światełko nadziei, że Andrzeja uznają jednak za potencjalnie swojego, bo Niemców zaprowadzono głębiej, do kąta. A może chodziło o fakt, że tamtych łatwiej było w głębi upilnować? Lekarz zostawił Pierre, aby założył opatrunki na nogę Andrzeja i ten kończył pracę, gdy zjawili się żandarmi. Kapral i dwóch szeregowych. Kapral zapytał wartownika przy wejściu do namiotu:
-Ci w głębi to te szkopy? - a gdy ten kiwnął, wskazał na Andrzeja i zapytał - A to ten "niby nasz"?
-Pilot musi trafić do szpitala - powiedział lekarz, który nagle pojawił się obok Andrzeja. Żandarm spojrzał na lekarza i powiedział:
-Oczywiście. Szeregowy Frossard z nim pojedzie. Mogę z nim porozmawiać? Muszę ustalić kim jest.
Lekarz gestem zaprosił kaprala do łóżko Andrzeja. Kapral zasalutował na powitanie i powiedział:
-Kapral Marchialy, żandarmeria. Zna pan procedurę identyfikacji osób spadających na spadochronach, prawda? Potrzebuję pańskiego nazwiska oraz danych jednostki.
Andrzej zastanowił się, czy może sobie nie wyrobić wizytówki z nazwą jednostki i lotniska, skoro tyle razy to podawał, ale zachował to dla siebie, mówiąc znów jak z pamięci:
-Podporucznik Baran. Polak. Trzecia eskadra, drugi Dywizjon Myśliwski, 7 pułku, Luxeuil Saint-Sauveur. Samolot zestrzelony.
Kapral zapisał to w notatniku, po czym spojrzał na wartownika i zapytał:
-Nikt nie widział spadającego samolotu naszego?
Wartownik powiedział:
-Widzieliśmy, jeden nasz i dwa niemieckie.
Kapral schował notes do kieszeni i powiedział:
-Jak uważacie, ze Niemcy strzelają do Niemców, to nie będę się kłócił. - Poklepał Andrzeja po ramieniu i powiedział - To zajmie krócej niż wasza wizyta w szpitalu. Wyleczą was i dowiecie się, czy wracacie do jednostki, czy idziecie pod pluton egzekucyjny.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
Andrzej aż się uśmiechnął z żartu żandarma. Pod pluton? Za co? Przecież jeniec jakby co. Acha, no tak, w końcu byłby przebrany w mundur wroga, a to faktycznie żandarm mógł wcale nie żartować.
- Chodźmy więc - odrzekł - szczerze mówiąc trochę mnie niepokoi ocena waszego lekarza z powodu takiego głupstwa - poklepał się po swojej nodze.
- Chodźmy więc - odrzekł - szczerze mówiąc trochę mnie niepokoi ocena waszego lekarza z powodu takiego głupstwa - poklepał się po swojej nodze.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7481
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
-Wy nigdzie nie idziecie! - odezwał się nagle zdecydowanym głosem lekarz. Andrzej już zaczynał protestować, gdy okazało się, że słowem-kluczem było nie "idziecie" jako udanie się do szpitala, a dosłownie słowo "idziecie". Na polecenie lekarza dwóch pomocników (z których jednego Andrzej już znał jako Pierre) przybyło z noszami, aby dostarczyć Andrzeja do szpitala.
Wkrótce Andrzej oraz szeregowy Frossard dotarli do szpitala wojskowego w Miluzie, gdzie szeregowy Frossard (a potem jakiś inny żandarm, który nawet się nie przedstawił), byli jak cień Andrzeja. Tam też kolejno nadchodziły dobre wiadomości. Pierwszą był fakt, że lekarz na froncie był zbyt pesymistyczny. Owszem, noga była mocno poparzona, ale lekarz powiedział, że w ciągu tygodnia powinna być cała, ale jednak zalecił obowiązkowy pobyt w szpitalu przez kilka dni. Druga wiadomość nadeszła dopiero w południe następnego dnia, 14 maja 1940. Była to wiadomość od żandarmerii, że tożsamość Andrzeja została potwierdzona i tracił status podejrzanego, odzyskując pełnię praw jako ranny wojskowy podporucznik.
-Możecie już pisać telegramy do jednostki, poruczniku - powiedział szeregowy Frossard, po czym zasalutował i powiedział - Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, panie poruczniku.
Wkrótce Andrzej oraz szeregowy Frossard dotarli do szpitala wojskowego w Miluzie, gdzie szeregowy Frossard (a potem jakiś inny żandarm, który nawet się nie przedstawił), byli jak cień Andrzeja. Tam też kolejno nadchodziły dobre wiadomości. Pierwszą był fakt, że lekarz na froncie był zbyt pesymistyczny. Owszem, noga była mocno poparzona, ale lekarz powiedział, że w ciągu tygodnia powinna być cała, ale jednak zalecił obowiązkowy pobyt w szpitalu przez kilka dni. Druga wiadomość nadeszła dopiero w południe następnego dnia, 14 maja 1940. Była to wiadomość od żandarmerii, że tożsamość Andrzeja została potwierdzona i tracił status podejrzanego, odzyskując pełnię praw jako ranny wojskowy podporucznik.
-Możecie już pisać telegramy do jednostki, poruczniku - powiedział szeregowy Frossard, po czym zasalutował i powiedział - Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, panie poruczniku.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
Pierwsze o co Andrzej poprosił był telegram do jednostki gdzie jest, w jakim stanie i kiedy planują go wypisać...
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7481
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Andrzej Baran - Bitwa o Flandrię
Pierwszy telegram dotarł do niego jeszcze tego samego dnia, jakby tylko na niego czekano, choć jak potem się okazało, było to raczej szczęście, bo później telegramy chodziły jakby wolniej. Wiadomość była nadana przez porucznika Goethela i informowała Andrzeja, że "Cieszy się, że Andrzej jest cały, kapral Nowakiewicz wrócił [ile by Andrzej dał, aby w telegramie można było nadać więcej słów i móc dowiedzieć się, co na tak długi czas zatrzymało kaprala], życzą zdrowia, a w razie przenosin poinformują Andrzeja." Chyba porucznik niezbyt ufał linii Maginota... i wtedy Andrzej też pomyślał, że Miluza leży kilkanaście kilometrów od Niemiec. W zasadzie jakby Niemcy postawili dobrą armatę, to pewnie byliby w stanie tutaj dostrzelić z dział... Ale jak na taką bliskość frontu, panował tu dziwny spokój i cisza... nawet dział nie było słychać.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)