Żwirko nie wahał się zbyt długo.
- Oczywiście, że pomogę, panie majorze. Zaraz idę na obiad i się przysiadam - potoczył wzrokiem po twarzach trzech konspiratorów - Powiedzcie mi tylko do której godziny Mikołaj ma nie wracać do bazy?
|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Kilo wody pod stopą!

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7506
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
-Im dłużej, tym lepiej - powiedział major.
"Święty" wydawał się oporny do wykonania wydanego mu polecenia, ale gdy padło "to w zasadzie rozkaz, choć prośba", bił się przez chwilę z myślami, ale powiedział:
-No dobra...
Gdy wrócili do bazy, chyba ominął ich największy gorąc... Piloci chyba rozchodzili się z jakiegoś apelu i "Święty" co prędzej do nich podążył. Gdy "Żwirko" mijał "Świętego", Drecki z którym rozmawiał powiedział:
-Delegacja udała się do majora i mają ustalić razem co dalej, a nam polecono wrócić do kantyny i nie robić tłoku. Kapitan Kern zadba o to, aby....
Patrząc, że zaraz potem "Święty" wrócił do kantyny ze swoją obrażoną miną, wskazał, że najgorszy fragment musiał go ominąć. Pytanie brzmiało, co negocjowała ta "Republika Rad Lotniczych" z pułkownikiem... i co major kolejnego zaplanował do obniżenia napięcia...
I wtedy, wieczorową porą, na pół godziny przed apelem, przybył niespodziewany gość. Najpierw przed budynki bazy podjechał samochód, a z niego wysiadł jeden pasażer. Nikt nawet nie zwrócił na to uwagi, aż drzwi kantyny otworzyły się i wszedł przez nie ciemny kształt, podpierając się laseczką. Oczy wszystkich spojrzały na nowo przybyłego, który odstawił walizkę i rozpiął płaszcz, spod którego ukazała się czarna sutanna. Cień, który rzucały drzwi nie pozwalał dostrzec wyraźnie twarzy i gdyby nie biała koloratka, można byłoby uznać, że oto przyszedł sam płaszcz. Z cienia nad koloratką wyłonił się szeroki uśmiech, gdy przybyły rozłożył na boki ręce i powiedział po polsku:
- Czy chcecie się wyspowiadać drogie dzieci? - i ruszając w stronę gdzie przy kominku siedział Żwirko, trzymając rozłożone ręce powiedział - Niech Bóg wstąpi w wasze serca albowiem przybyłem.
"Święty" wydawał się oporny do wykonania wydanego mu polecenia, ale gdy padło "to w zasadzie rozkaz, choć prośba", bił się przez chwilę z myślami, ale powiedział:
-No dobra...
Gdy wrócili do bazy, chyba ominął ich największy gorąc... Piloci chyba rozchodzili się z jakiegoś apelu i "Święty" co prędzej do nich podążył. Gdy "Żwirko" mijał "Świętego", Drecki z którym rozmawiał powiedział:
-Delegacja udała się do majora i mają ustalić razem co dalej, a nam polecono wrócić do kantyny i nie robić tłoku. Kapitan Kern zadba o to, aby....
Patrząc, że zaraz potem "Święty" wrócił do kantyny ze swoją obrażoną miną, wskazał, że najgorszy fragment musiał go ominąć. Pytanie brzmiało, co negocjowała ta "Republika Rad Lotniczych" z pułkownikiem... i co major kolejnego zaplanował do obniżenia napięcia...
I wtedy, wieczorową porą, na pół godziny przed apelem, przybył niespodziewany gość. Najpierw przed budynki bazy podjechał samochód, a z niego wysiadł jeden pasażer. Nikt nawet nie zwrócił na to uwagi, aż drzwi kantyny otworzyły się i wszedł przez nie ciemny kształt, podpierając się laseczką. Oczy wszystkich spojrzały na nowo przybyłego, który odstawił walizkę i rozpiął płaszcz, spod którego ukazała się czarna sutanna. Cień, który rzucały drzwi nie pozwalał dostrzec wyraźnie twarzy i gdyby nie biała koloratka, można byłoby uznać, że oto przyszedł sam płaszcz. Z cienia nad koloratką wyłonił się szeroki uśmiech, gdy przybyły rozłożył na boki ręce i powiedział po polsku:
- Czy chcecie się wyspowiadać drogie dzieci? - i ruszając w stronę gdzie przy kominku siedział Żwirko, trzymając rozłożone ręce powiedział - Niech Bóg wstąpi w wasze serca albowiem przybyłem.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Żwirko, gdy opanował już pełznące po karku i jeżące włosy na głowie uczucie pierwotnego strachu, musiał sam przed sobą przyznać, że wyłaniające się z ciemnego korytarzyka połączenie uśmiechu "kota z Cheshire" i bielejącej pod nim koloratki robiło niesamowite wrażenie. Dopiero zmaterializowanie się całej reszty postaci i tubalny, ale przyjacielski głos przybyłego sprowadzał wydarzenie z wymiaru ponurych zaświatów w realną rzeczywistość.
"A gdzież on tu dzieci widzi?!" - pomyślał z humorem Staszek, podnosząc się z krzesła, aby przywitać "albowiem przybyłego".
- Witamy księdza w naszych skromnych progach! Skąd droga prowadzi? Herbatki ciepłej może się ksiądz napije?
"A gdzież on tu dzieci widzi?!" - pomyślał z humorem Staszek, podnosząc się z krzesła, aby przywitać "albowiem przybyłego".
- Witamy księdza w naszych skromnych progach! Skąd droga prowadzi? Herbatki ciepłej może się ksiądz napije?
Kilo wody pod stopą!

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7506
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
-Skąd droga? Z Nieba - powiedział wychodząc z ciemniejszego wejścia w środek światła lamp, które oświetlały stoły, przy których siedzieli, śmiejąc się serdecznie znajomym śmiechem. W świetle lampy ponad koloratką, śmiała się twarz podporucznika Feliksa Piłsudskiego, który delikatnie utykając na jedną nogę, zmierzał w stronę Żwirka z rękami rozłożonymi do przyjacielskiego uścisku.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Żwirko oniemiał. Ba! Nie tylko oniemiał, ale i skamieniał ze zdziwienia. Bardzo chciał rozłożyć ręce i uściskać Feliksa, ale nie mógł. Zszokowany organizm całkowicie przestał współpracować z mózgiem. Nie działały ani nogi, ani ręce. Twarz zastygła w zaskoczoną maskę z opadniętą żuchwą i wybałuszonymi oczami. Jedynie umysł pracował z pełną prędkością, ale tylko w obszarze produkującym myśli. A precyzyjnie rzecz ujmując, jedną tylko myśl, ale za to z dużym wykrzyknikiem:
"Feliks! Posrańcu jeden! Tylko ty mogłeś wymyślić coś takiego!!! Masz u mnie dziesięć na dziesięć punktów błyskotliwości! Poczekaj tylko, niech mi czucie wróci, oszołomie w dziąsło szarpany!"
"Feliks! Posrańcu jeden! Tylko ty mogłeś wymyślić coś takiego!!! Masz u mnie dziesięć na dziesięć punktów błyskotliwości! Poczekaj tylko, niech mi czucie wróci, oszołomie w dziąsło szarpany!"
Kilo wody pod stopą!
