Żwirko nie miał już siły walczyć. Skoro tylu czekających nie zaprotestowało...
- No jak mus to mus! - powiedział i odsunął się na bok.
|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6995
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Wreszcie po kolejnej godzinie stanął w pierwszym szeregu i już miał wchodzić, gdy z sąsiedniego szeregu, ktoś się wcisnął, ale jeden więcej, jeden mniej, nie robiło różnicy. Wreszcie żołnierz skinął, aby następny wchodził i Żwirko ruszył do przodu, a jego miejsce zajął obdartus, za którym stał sierżant Żak. Minąwszy wartownika wszedł na ogrodzony teren. Teraz już naprawdę był na terytorium Polski. W drzwiach stał kolejny żołnierz, który wskazał tylko dłonią "na prawo", prowadząc Żwirka w korytarz biegnący wzdłuż budynku... w którym czekała na niego kolejna kolejka. Na szczęście krótsza. Dwie osoby, w tym ten, który wszedł tuż przed Żwirkiem stały przed drzwiami do pokoju w którym najwyraźniej był ktoś z ambasady. Gdy Żwirko podszedł do kolejki, akurat ktoś wychodził z pomieszczenia i kolejny wchodził, tak, że Żwirko przez uchylone drzwi dostrzegł pokój w którym ubrany w garnitur urzędnik przyjmował innego "petenta". Najwyraźniej w pomieszczeniu było ich kilku, gdyż to nie do niego kierował się nowo wchodzący. Kilka minut później to Żwirko stał w drzwiach i dostrzegł, że w pomieszczeniu, dość ciasnym zresztą, upchnięto dwa biurka i dwóch urzędników. Kolejne kilka minut i Żwirko wreszcie mógł podejść do rudego urzędnika, który zapytał:
-W jakiej sprawie? - brzmiał raczej na zmęczonego, choć bardzo wczesna pora (czy późna pora, jakby uznać, ze pracuje przez noc) mogła to tłumaczyć. Byli w pomieszczeniu w piątkę. On, drugi "obdartus", dwóch urzędników i wartownik w kącie.
-W jakiej sprawie? - brzmiał raczej na zmęczonego, choć bardzo wczesna pora (czy późna pora, jakby uznać, ze pracuje przez noc) mogła to tłumaczyć. Byli w pomieszczeniu w piątkę. On, drugi "obdartus", dwóch urzędników i wartownik w kącie.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
- W jakiej sprawie? - Żwirko zdziwił się, że w ogóle pytają, jakby w tym tłumie włóczęgów pod ambasadą ktokolwiek mógł mieć jakąś inną sprawę - Hmmm... Ano w sprawie przedostania się do Francji, w celu kontynuowania tamże walki ze szwabskim najeźdźcą. Podporucznik pilot Stanisław Żwirko ze 121 Eskadry Myśliwskiej.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6995
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Urzędnik wydał się zaskoczony, podobnie jak Żwirko przed chwilą, po czym zapytał:
-A to nie powinniście się zgłosić w takim temacie do majora? - wskazał ręką na korytarz, którym Żwirko przybył. - Przy wejściu drzwi na wprost. Zgłoście się wartownikowi, że wy do pułkownika.
Trochę to było dziwne. Żwirko szedł tak jak wszyscy inni, a tu nagle zachowywano się, jakby pomylił drzwi. Przecież ten żołnierz, któremu miał się zgłosić, to był ten, który wskazał mu dłonią, aby szedł tutaj. Wrócił do niego i zdecydowanym głosem przedstawił się, dodając, że kieruje się do pułkownika. Żołnierz przyjąwszy bardziej zasadniczą niż przed chwilą postawę, odsunął się, pozwalając Żwirkowi przejść i dodał:
-Major czeka na pana w trzecich drzwiach po lewej, panie poruczniku.
Major? Miał być pułkownik. Zaraz... może major jest adjutantem pułkownika... Albo członkiem jego sztabu. Jak to sobie umiejscowili, to Żwirek chwilowo miał w poważaniu. Teraz chciał wreszcie porozmawiać z kimś, kto się właściwie zajmie nim... Chociaż widząc jak osoby, które wchodziły wychodziły, zapewne dostanie tu tylko adres, gdzie ma się zgłosić... Choć z drugiej strony nie widział, aby Drecki, czy Adamek wychodzili...
Drugie, trzecie drzwi. Ciężkie, drewniane drzwi. Puk, Puk. "Wejść". Żwirko wszedł i wreszcie ktoś przynajmniej kompetentnie wyglądał. Major Eugeniusz Wyrwicki. Jeden z pilotów myśliwskich, a ostatnio oficer w sztabie Brygady Pościgowej. Pomieszczenie tylko dodawało mu splendoru, bo w odróżnieniu od tamtego z urzędnikami, tutaj nie wydawało się, że jest upchnięte na siłę, a że to właśnie biuro wysokiej rangi oficera. Wartownik w pomieszczeniu, potężne biurko, flaga, orzeł na ścianie...Portret... Jeden to chyba był Władysław Raczkiewicz, a drugi.... zaraz... skądś Żwirko znał tego oficera, ale nie pamiętał skąd... Mniejsza, to tylko portrety. Ważny był major, który coś zapisywał piórem w jakimś dokumencie, ale rzucając spojrzenie w stronę Żwirka przerwał. Żwirko zameldował się przepisowo, choć lepiej by to na pewno wyglądało w mundurze.
Major odpowiedział:
-Ah, porucznik Żwirko. Porucznik Cebrzyński wspominał, że dotrzecie... - to mówiąc wstał, obszedł biurko i skierował do Żwirka wyciągniętą dłoń, pytając równocześnie - A was nie było czworo? Gdzie zgubił się czwarty?
-A to nie powinniście się zgłosić w takim temacie do majora? - wskazał ręką na korytarz, którym Żwirko przybył. - Przy wejściu drzwi na wprost. Zgłoście się wartownikowi, że wy do pułkownika.
Trochę to było dziwne. Żwirko szedł tak jak wszyscy inni, a tu nagle zachowywano się, jakby pomylił drzwi. Przecież ten żołnierz, któremu miał się zgłosić, to był ten, który wskazał mu dłonią, aby szedł tutaj. Wrócił do niego i zdecydowanym głosem przedstawił się, dodając, że kieruje się do pułkownika. Żołnierz przyjąwszy bardziej zasadniczą niż przed chwilą postawę, odsunął się, pozwalając Żwirkowi przejść i dodał:
-Major czeka na pana w trzecich drzwiach po lewej, panie poruczniku.
Major? Miał być pułkownik. Zaraz... może major jest adjutantem pułkownika... Albo członkiem jego sztabu. Jak to sobie umiejscowili, to Żwirek chwilowo miał w poważaniu. Teraz chciał wreszcie porozmawiać z kimś, kto się właściwie zajmie nim... Chociaż widząc jak osoby, które wchodziły wychodziły, zapewne dostanie tu tylko adres, gdzie ma się zgłosić... Choć z drugiej strony nie widział, aby Drecki, czy Adamek wychodzili...
Drugie, trzecie drzwi. Ciężkie, drewniane drzwi. Puk, Puk. "Wejść". Żwirko wszedł i wreszcie ktoś przynajmniej kompetentnie wyglądał. Major Eugeniusz Wyrwicki. Jeden z pilotów myśliwskich, a ostatnio oficer w sztabie Brygady Pościgowej. Pomieszczenie tylko dodawało mu splendoru, bo w odróżnieniu od tamtego z urzędnikami, tutaj nie wydawało się, że jest upchnięte na siłę, a że to właśnie biuro wysokiej rangi oficera. Wartownik w pomieszczeniu, potężne biurko, flaga, orzeł na ścianie...Portret... Jeden to chyba był Władysław Raczkiewicz, a drugi.... zaraz... skądś Żwirko znał tego oficera, ale nie pamiętał skąd... Mniejsza, to tylko portrety. Ważny był major, który coś zapisywał piórem w jakimś dokumencie, ale rzucając spojrzenie w stronę Żwirka przerwał. Żwirko zameldował się przepisowo, choć lepiej by to na pewno wyglądało w mundurze.
Major odpowiedział:
-Ah, porucznik Żwirko. Porucznik Cebrzyński wspominał, że dotrzecie... - to mówiąc wstał, obszedł biurko i skierował do Żwirka wyciągniętą dłoń, pytając równocześnie - A was nie było czworo? Gdzie zgubił się czwarty?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)