R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania
: 28 sty 2026, 18:19
27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:00
"Kosa" poprawił swój mundur, ostatni raz spoglądając w lustro. Tak, tak właśnie powinien wyglądać polski pilot, który za chwilę będzie stał przed naczelnym wodzem. Kątem oka "Kosa" rzucił wzrokiem w bok na kolegów, którzy nie mieli stać na apelu. Rozkaz był jasny. Tylko i wyłącznie ci, którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Czego jak czego, ale żeby brakowało mundurów, to był aż wstyd. Barek miał mundur. Może głównie dlatego, że jeszcze tego samego dnia miał odlatywać na front.
Front.
Ile to miesięcy minęło, odkąd Bartek latał (nie licząc szkolenia, które odbyli). Wojna zastała go na kursie instruktora, po którym miał uczyć młodych pilotów. Doświadczeni instruktorzy sformowali z samolotów szkoleniowych eskadrę, a on jako "młodszy" miał odprowadzić nowych pilotów w miejsca, gdzie będą kontynuowali szkolenie. Najpierw do Lwowa, potem do Stanisławowa, ostatecznie pod granicę Rumuńską... I tam 17 września zastał go rozkaz, aby przekroczyć granicę.
Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, umieszczając pilotów w obozie dla internowanych. Jednak ku zaskoczeniu "Kosy", nie przywiązywali do tego zbytniej wagi, jakby pilnowanie polskich pilotów było dla nich karną służbą.
Już podczas drugiego apelu porannego mimo, że w obozie przyrosła ilość osób, dowódca zameldował, że pilotów jest mniej. Rumuński oficer był zdziwiony, ale jedyne, co zrobił to... przekreślił liczbę w raporcie i jakby nigdy nic kontynuował apel. Drugiego dnia "Kosa" dostrzegł, że znów brakowało kilku osób... Ale sytuacja się powtórzyła. Mimo przybycia kolejnych osób, w oficjalnym podliczeniu przybyła jedna osoba...
Podporucznik Stefan Zantara, kolega "Kosy" zapytał go wieczorem.
-"Kosa"? Rumuni nie pilnują nas za mocno. Co byś powiedział, abyśmy zwiali do Francji? Tam możemy wrócić do służby, a nie czekać tu, co nasz rząd i sztab wymyślą, ani zanim Rumunom zmieni się zdanie o pilnowaniu.
[decyzja:
Czekać na rozkaz opuszczenia obozu, czy kierować się do Francji na własną rękę?]
9:00
"Kosa" poprawił swój mundur, ostatni raz spoglądając w lustro. Tak, tak właśnie powinien wyglądać polski pilot, który za chwilę będzie stał przed naczelnym wodzem. Kątem oka "Kosa" rzucił wzrokiem w bok na kolegów, którzy nie mieli stać na apelu. Rozkaz był jasny. Tylko i wyłącznie ci, którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Czego jak czego, ale żeby brakowało mundurów, to był aż wstyd. Barek miał mundur. Może głównie dlatego, że jeszcze tego samego dnia miał odlatywać na front.
Front.
Ile to miesięcy minęło, odkąd Bartek latał (nie licząc szkolenia, które odbyli). Wojna zastała go na kursie instruktora, po którym miał uczyć młodych pilotów. Doświadczeni instruktorzy sformowali z samolotów szkoleniowych eskadrę, a on jako "młodszy" miał odprowadzić nowych pilotów w miejsca, gdzie będą kontynuowali szkolenie. Najpierw do Lwowa, potem do Stanisławowa, ostatecznie pod granicę Rumuńską... I tam 17 września zastał go rozkaz, aby przekroczyć granicę.
Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, umieszczając pilotów w obozie dla internowanych. Jednak ku zaskoczeniu "Kosy", nie przywiązywali do tego zbytniej wagi, jakby pilnowanie polskich pilotów było dla nich karną służbą.
Już podczas drugiego apelu porannego mimo, że w obozie przyrosła ilość osób, dowódca zameldował, że pilotów jest mniej. Rumuński oficer był zdziwiony, ale jedyne, co zrobił to... przekreślił liczbę w raporcie i jakby nigdy nic kontynuował apel. Drugiego dnia "Kosa" dostrzegł, że znów brakowało kilku osób... Ale sytuacja się powtórzyła. Mimo przybycia kolejnych osób, w oficjalnym podliczeniu przybyła jedna osoba...
Podporucznik Stefan Zantara, kolega "Kosy" zapytał go wieczorem.
-"Kosa"? Rumuni nie pilnują nas za mocno. Co byś powiedział, abyśmy zwiali do Francji? Tam możemy wrócić do służby, a nie czekać tu, co nasz rząd i sztab wymyślą, ani zanim Rumunom zmieni się zdanie o pilnowaniu.
[decyzja:
Czekać na rozkaz opuszczenia obozu, czy kierować się do Francji na własną rękę?]