Strona 1 z 2
R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 28 sty 2026, 20:11
autor: PL_CMDR Blue R
27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:00
Feliks zastanowił się, czy to profanacja czy wyróżnienie. W kabinie jego samolotu nawpychano kożuchów, aby ster wychylił się do góry, a teraz na stateczniku poziomym jego Poteza rozciągano obrus, aby mógł robić w hangarze za ołtarz polowy. Cóż, skoro kapelan nie narzekał, to i on też nie... I czuł tu pewną ironię losu.
Feliks wyszedł przed hangar i spojrzał jak piloci, którzy mieli odlecieć dziś na front zbierali się. Wszyscy mieli kompletne mundury. Kto jak kto, ale jakby oni nie mieli, to byłby wstyd. Ale nie wszyscy mieli kompletne umundurowanie i dowódca centrum wyszkolenia kazał wszystkim bez kompletnych mundurów "zniknąć z oczu". To był wstyd, że tego brakowało. A teraz miał przybyć naczelny wódz. I to nie tylko polski, ale też francuski!
Na placu z ex-121-szej eskadry stał on, był Żwirko, Andrzej, którego spotkali w Rumunii, "Święty", który stał z miną, jakby tu był za karę oraz sierżant Flanek. Brakowało tylko Ludwika, który miał lecieć i zapewne jeszcze szykował się. Może plutonowy Kremski zdobył gdzieś czapkę i pas i też dołączy? W sumie mógłby wymienić się ze "Świętym". Ten był wściekły, że znów jest "w drugim szeregu". I działał tym wszystkim na nerwy. Tylko brakowało, aby potem generałowi Sikorskiemu palnął, że on jest tu jedynym asem, a go nie chcą wypuścić. W zasadzie nie był asem, gdyż brakowało mu pół zestrzelenia, ale "Święty" cały czas uważał, że Ludwik i Żwirko uwzięli się na niego i celowo go uziemili, gdy eskadrze kończyły się maszyny, aby "Święty" nie został asem przed nimi. No, ale tu Feliks nie mógł nic poradzić. Ważne było jedno. Tam, dalej po prawej, stali francuscy piloci. A wśród nich Lieutenant de Vaisseau (czyli porucznik marynarki, ekwiwalent kapitana.... swoją drogą... ciekawe, dlaczego marynarka tak zaniża stopnie - pomyślał Feliks) Ferran, który miał zabrać Feliksa do jego nowej jednostki, gdzie miał przejść staż frontowy.
Front.
Ile to miesięcy minęło, odkąd Leliks latał bojowo. Wolał o tym nie myśleć, bo od razu przypominali mu się ci chłopi z widłami. To było pół roku temu. Od tamtej pory był złapanym szkopem, rannym polskim pilotem, zbiegiem, księdzem, łachudrą, a teraz znów pilotem. Całkiem niezła przygoda wystarczająca na niejedną książkę. A zaczęło się to jeszcze w 1939 roku.
Listopad 1939, Bukareszt. Szpital wojskowy.
Feliks usiadł na łóżku, odkładając kule. Szło mu już coraz lepiej. Lekarze twierdzili, że gdyby nie Lwowska przygoda pod bombami byłby szybciej zdrowy, ale Feliks nie miał żalu do kolegów. Chcieli dobrze.
-Ma pan gości, panie poruczniku - powiedziała łamaną polszczyzną pielęgniarka i do pomieszczenia weszło trzech oficerów w przemoczonych od padającego deszczu płaszczach. Dwóch z nich było nieznanymi Feliksowi polskimi oficerami, jeden był Rumunem. Oficerowie zdjęli płaszcze, przewieszając je przez stojącego obok łóżka krzesło i po czym polski oficer przedstawił cel wizyty.
Polscy piloci są zbierani w Tulczy w obozie dla internowanych. Polski konsulat w Budapeszcie na ulicy takiej i takiej (bardzo potrzebna teraz informacja - pomyślał Feliks) stara się jak może, aby zwolnić ich, aby mogli wyjechać do Francji, ale Niemcy też naciskają na Rumunów, aby nie wypuszczali Polaków i byli w impasie. Jutro Feliks miał opuścić szpital wojskowy i zostać przewieziony do Tulczy, gdzie w obozowym szpitalu miał dokończyć rekonwalescencję. Feliks próbował naciskać. Może coś da się załatwić? Wojskowi byli jednak zdecydowani: Nie da się zrobić nic. Ich zdecydowana postawa wyraźnie spodobała się rumuńskiemu oficerowi.
-Wkrótce się widzimy! - powiedział oficer i zabrali się do wyjścia.
Feliksa chciało rozsadzić. Przeżył atak widłami, uznanie za szkopa, a teraz ma spędzić resztę wojny jako jeniec? Musiał wstać i rozchodzić problem. I to był błąd. Jak stanął na mokrej posadzce, tak prawie wywinął orła i tylko złapanie się łóżka uratowało go przed przedłużeniem leczenia. Podniósł się ponownie i podszedł do okna. Na ulicy widział samochód, przy którym stał żołnierz z parasolem, aby mimo rzęsistego deszczu oficerowie mogli bezpiecznie i sucho wejść do samochodu. Tak. Tacy gryzipiórkowie mogą poruszać się swobodnie, a on.... Obrócił się i spojrzał, że plama wody rosła. No nie, jeszcze jeden zostawił płaszcz i kapelusz, który zaraz zaleje cały pokój... Zaraz. Feliks obejrzał się. Żaden nie dostrzegł, że zostawił płaszcz i kapelusz? Feliks sprawdził kieszenie. Tak. Był tam portfel. Strasznie pogięty dowód osobisty... I to Litewski! Na dodatek właściciel nie przypominał żadnego z oficerów, którzy go odwiedzili. Co jeszcze jest? Książeczka. Przewodnik po Bukareszcie. A w środku obrazek ze świętym Krzysztofem... włożony jak zakładka na stronę z adresami ambasad. I wtedy Feliks jakby raz jeszcze usłyszał słowa oficera:
"Wkrótce się widzimy!
Feliks spojrzał na kule, na płaszcz, na dokumenty. Czy był w stanie wyjść z obiektu nie zwracając uwagi? Czy może powinien uciec dopiero z transportu do obozu internowania?
[decyzja:
Uciekasz teraz, czy czekasz na lepszą okazję]
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 29 sty 2026, 16:43
autor: pingwin14-93
Feliks dpojrzał na kule, na płaszcz, znów ba kulę, potem na lewą nogę, zwrok biegał mu po kolejnych przedmiotach. Aż ostatecznie pomyślał, raz kozie śmierć. Niby jeszcze chodzę o kulach ale jak sie ubiorę założę płaszcz i wezmę walizkę. Wlaśnie, gdzie jest walizka? Feliks zajrzał pod łóżko, a potem rozejrzał się w innych kierunkach.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 29 sty 2026, 17:07
autor: PL_CMDR Blue R
No tak, walizka...
"to zbiorowisko bakterii" - mówili, gdy ją zabrali. Pewnie jest gdzieś trzymana przy wejściu, w jakimś rodzaju składzika. Ale podejść i powiedzieć... właśnie... jakby jeszcze Feliks mówił biegle po Rumuńsku. Podejść do szatni i próbować powiedzieć "walizka"? Bez łapówki raczej nie przejdzie... Przeliczył leje, które znajdowały się w portfelu. Nie było ich zbyt wiele. Zapewne walizkę dostanie jak będą wyruszali. Tylko czy wartownik będzie przekupny? A co jak znajdą ten portfel i płaszcz? Mógłby go położyć pod pościelą... No tak. Mokre łóżko. Świetny pomysł. Będzie wyglądał, jakby nie zdążył do toalety. Portfel schować było łatwo. Im bardziej myślał, tym ryzyko było większe. Zaraz. Jego legitymacja wojskowa. Wszystko jest w walizce.
Pomyślmy. Teraz nikt się go nie spodziewa... wyjść powinno być łatwo... tylko ta walizka... ryzykować dla niej? A może poprosić w ambasadzie, że to własność polskiego żołnierza i aby ją odzyskali potem? Czy też spróbować z łapówką? Bo jak nie, to musiał ukryć, co dostał i czekać na następny dzień...
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 29 sty 2026, 18:05
autor: pingwin14-93
Felik uznał że spróbuje z łapówką i walizką, liczył na przekupywalność strażnika. Teraz tylko jak jest walizka po rumuńsku?
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 29 sty 2026, 19:47
autor: PL_CMDR Blue R
Szybko okazało się, że Rumuński jest bardzo prosty. Wystarczy pokazywać banknoty. Nawet mu taksówkę zamówiono. Dalszy etap był prosty. Pokazanie adresu w przewodniku i wkrótce wysiadał pod polskim konsulatem, otoczonym przez szeroki tłum. Nie była to jednak demonstracja, a kolejka. Ludzie, którzy stracili cały majątek, a czasami także dokumenty, szukali tutaj pomocy. Nawet to, że był kontuzjowany nie pomagało. Powoływać się, że jest żołnierzem? Ci policjanci Rumuńscy nie wydawali się tak skorzy do przekupstwa przy tylu świadkach.
I dopiero po kilku godzinach ktoś zauważył, że Feliks chwieje się na kulach i podsunął mu krzesło na którym sam wcześniej czekał. Na szczęście przyzwoitość nie uciekła z wszystkich.
Długie oczekiwanie sprzyjało rozmowom i nadrabianiem ostatnich wydarzeń. Feliks słyszał, ze ZSRR napadł na Finlandię i że Anglia i Francja szykują wojska do wysłania do kolejnego kraju napadniętego przez komunistów oraz o odrzuceniu przez Francuzów Niemieckiej propozycji pokoju, którzy mieli dość 6-miesięcznych rozejmów i tym razem nie uznali aneksji Polski.
Wreszcie po wielu godzinach Feliks dotarł do pierwszego biurka. Polska flaga i polskie mundury strażników pozwalały odetchnąć. Jest wśród swoich.
Trochę się jednak zmieniło. Obok Orła Białego wisiały teraz inne portrety. Władysław Raczkiewicz zastąpił Ignacego Mościckiego, a generał Sikorski zastąpił marszałka Śmigłego-Rydza. Swoją drogą, na obrazie miał strój generała, a Feliks nie słyszał, aby mianowano go marszałkiem. Niemniej ważniejsze było, że wreszcie mógł przedstawić się prawdziwym imieniem i nazwiskiem:
-Porucznik Feliks Piłsudski, Pilot.
To wystarczyło aby otworzyć przed nim drzwi do oficera, którego spotkał wcześniej w szpitalu.
Pozostał w ambasadzie przez dwa dni, aż ściągnięty lekarz zbada jego nogę, po czym przedstawiono Feliksowi plan drogi do Francji. Ze względu na neutralną postawę Turcji (podczas poprzedniej wojny sojusznika Niemiec) trasę przez Morze Czarne uważano za niebezpieczną. Niemieccy agencji kręcili się po większości portów i polowali na ranne osoby, które musiały być żołnierzami. No i złamana noga Feliksa stanowiła pewien problem. Ale tutejszy pułkownik miał rozwiązanie.
-Pojedziecie pociągiem przez Włochy. Włosi nie lubią Niemców, no, ale też podejrzanych muszą zatrzymać. Niemniej jest kilka zawodów, które Włosi wyjątkowo szanują.
Feliks wówczas żałował, że nie zapytał jakie to zawody, bo może wybrałby coś lepszego.
Następnego dnia ubrany w sutannę stanął przed fotografem, który miał wykonać zdjęcie do fałszywego paszportu. Ojciec Abraham Malinowski z Częstochowy. Oczekując na paszport zaczął szykować walizkę i wtedy nastąpiło pierwsze spięcie. Pułkownik widząc, jak Feliks wkłada do walizki swojego orzełka, podszedł do Feliksa i krzyknął:
-Czy wyście oszaleli?! Może jeszcze w rogatywce pojedziecie? Wszystko, co może was powiązać z wojskiem, zostaje tutaj! We Francji dostaniecie nowy mundur. Niech no jakiś agent niemiecki was zobaczy w pociągu! Jak was zobaczy i celnicy was przeszukają, to mają widzieć księdza, który złamał nogę podczas ucieczki przed nalotami i teraz jedzie na rekonwalescencję do Francji, a potem do Lourdes podziękować Panience za uratowanie życia! Zero powiązań z armią! We Francji na dworcu będą wiedzieć, że Ojciec Malinowski to pilot, na którego czekają.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 29 sty 2026, 20:04
autor: pingwin14-93
- Dobrze dobrze. Czyli kości do gry księdza też brać nie wypada co? - Uśmiechnął się Feliks, chociaż teraz to chyba jednak Abraham - musiał się przyzwyczaić do tego że ma się inaczej przedstawiać. Malinowski... huh obym pamiętał i by mnie nie budzili w nocy i nie pytali jak się nazywam bo jeszcze wypalę nie to imię co trzeba - pomyślał.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 30 sty 2026, 13:48
autor: PL_CMDR Blue R
Feliks czuł się w pociągu dziwnie. Można było uznać, że jadą nim tylko Polacy. Jednak pomysł, że to wszystko przebrani żołnierze rozbijał się o ilość kobiet. Najgorsza była nuda... ile można patrzeć przez okno. Feliks zajrzał raz jeszcze do walizki... Biblia, Francuski przewodnik po sanatoriach i modlitewnik. Obok trzecią część walizki zajmowała mała skrzyneczka, która wyglądała jak zestaw dla dziecka do zabawy w księdza. Mały kielich, mały obrus, małe buteleczki z wodą i winem, niewielka książka do prowadzenia mszy... Jak powiedziano w ambasadzie "To zestaw podróżny, który zabierają księża, aby w podróży móc odprawić Mszę Świętą. Ksiądz w podróży bez takiego jest podejrzany." Feliks wziął do rąk przewodnik po sanatoriach.
Jak dobrze, że tyle czasu poświęcił na naukę Francuskiego, aby czytać fachowe czasopisma lotnicze, że teraz choć mógł się czymś zająć. Jak wjadą do Francji będzie musiał kupić jakąś gazetę. Rumuńskiej, ani Włoskiej za bardzo nie zrozumie... A chyba Włoskiego księża się uczą, więc wolał nie pokazać, że nie rozumie tego języka.
Wieczorem pociąg zatrzymał się na granicy i do pociągu wsiedli Jugosłowiańscy celnicy. Wyrywkowo zaglądali do bagażu, ale chyba wybierali osoby, które sprawiały wrażenie biednych, licząc, że ci coś kombinują. Pominęli panią w eleganckiej sukni, mężczyznę w garniturze wyglądającego jak profesor, czy Feliksa, prosząc tylko o dokument i bilet. I tak bez przeszkód przejechali pierwszą granicę.
Podczas postoju w Belgradzie Feliks na chwilę opuścił pociąg, licząc, że na dworcu znajdzie coś francuskojęzycznego (albo choć Polskiego), ale gdzie tam. Skończył tylko na zakupie czegoś do jedzenia. Gdy wrócił do pociągu, jego miejsce zajął już ktoś inny, ale okazało się, że strój księdza ma swoje zalety i jedna kobieta wzięła na kolana kilkuletnie dziecko, zwalniając miejsce i powiedziała coś po jakiś jugłosłowiańskim języku, używając słowa "pop" i wskazując na miejsce.
Po dłuższym postoju pociąg ruszył w dalszą drogę.
Zbliżali się do granicy Włoch. Jeszcze tylko jeden kraj i będzie mógł wprost mówić, kim jest. Było coraz bliżej. I wówczas kobieta, która siedziała naprzeciw Feliksa w przedziale zapytała:
-Przepraszam, czy ksiądz jest "nasz"?
W pierwszej chwili Feliks nawet nie załapał, że mówi ona do niego i dopiero gdy powtórzyła pytanie oprzytomniał z otępienia po nocy z lekką drzemką. "Nasz"? Co ona miała na myśli? Czy może udawać Greka i odgrywać Francuza?
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 30 sty 2026, 20:30
autor: pingwin14-93
- Tak moje drogie dziecko - Feliks uznał że nie ma sensu się bronić, pewnie jeszcze zauważyła jakiś napis w jego walizce, a potem będzie przez to afera.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 31 sty 2026, 16:53
autor: PL_CMDR Blue R
-Ale z kościoła, nie z cerkwi? - kontynuowała i wtedy Feliks zrozumiał, że pytała o coś innego. Dobrze, ze nie zaczął grać tego Francuza.
-Nie. Z Kościoła ... - szybko Feliks szukał słowa - Watykańskiego. - i dopiero gdy powiedział to słowo zastanowił się, że chyba powinien użyć określenia Rzymskiego...Czy Katolickiego? Zaraz Chrześcijańskiego! Moment... czy to Chrześcijanie dzieli się na Katolików i Prawosławnych, czy Katolicy na Chrześcijan i Prawosławnych? Feliks wykładał się na takiej podstawie...
Na szczęście kobieta zdawała się tym nie przejmować, a chyba odpowiedź Feliksa nawet ją satysfakcjonowała, bo z radością powiedziała:
-To wspaniale, ojcze. Wybacz, ojcze, ale potrzebuję rady.
Feliks znów uśmiechnął się szeroko, niczym ksiądz przyjmujący kogoś w gościnę i powiedział:
-Jakiej rady, moje dziecko?
Kobieta zaczęła opowiadać historię z Września. Była świadkiem, jak dwa samoloty niemieckie zrzuciły bomby na dom jej siostry, a potem ostrzelały ich na polu kopiących ziemniaki. Widziała siostrzenicę, która nie rozumiejąc wojny i śmierci, szturchała swoją nieżywą matkę i pytała ją dlaczego śpi na ziemi i nie odpowiada jej... Feliks znów przeżywał wojnę. Dlaczego musi tego słuchać? Nie. On znów to widzi! Niemcy! Że też nie było go wtedy tam samolotem. Zestrzeliłby ich i jeszcze ostrzelał na ziemi, tak samo jak oni ostrzeliwali cywilów... Kobieta dalej mówiła o bombardowaniach dróg, o martwych, których widziała. Feliks starał się zachować spokój. W zasadzie nie słuchał jej. To było zbyt brutalne. Tą wojnę trzeba zakończyć. Niemcy muszą zostać pokonane i zapłacić za te zbrodnie! I zaraz pewnie kobieta zapyta "Gdzie we wrześniu był Bóg?" A czy Bóg w ogóle był? Tu naprawdę by przydał się prawdziwy ksiądz, a nie on.... Zaraz.... kobieta kończyła opowieść... teraz zada pytanie... Feliks skupił się i znów był w pociągu z kobietą, a nie ze swoimi myślami.
Kobieta zapytała:
-Chrystus kazał nam modlić za nieprzyjaciół. Jakże ja mam się modlić za tych niemieckich lotników?
Oj, Feliks sam chciałby znać odpowiedź na to pytanie.... I kolejny raz żałował, że nie dowiedział się jakie inne zawody, które Włosi szanują, bo wybór księdza był najgorszym, co mogło mu się przytrafić. I co teraz? Starać się zachować spokój i mówić "Bóg ma swój plan?"? Powiedzieć, że zbrodniarze, to nie nieprzyjaciele i dla nich już naszykowane jest piekło i nic im nie pomoże? Czy może dołączyć się, że też szuka na to pytanie odpowiedzi, bo jest tylko prostym księdzem i sam jest tym przerażony, jakie zbrodnie spadły na ojczyznę?
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 31 sty 2026, 17:09
autor: pingwin14-93
Feliks zastanawial się chwilę, po czym powiedział raczej pewnym tonem - Moje drogie dziecko, to są grzesznicy. Zbłądzili i powinniśmy się modlić za nich a dokładniej za ich opamiętanie. Bóg powiedział miłujcie się, ciężko miłować wroga który atakuje Twoich bliskich, ja to wiem. Lecz być może twoja modlitwa nawróci go? Być może postanowi zdezertetować, być może będą mu się śniły te wszystkie złe rzeczy których dokonał i powie koniec z tym? - Feliks przerwał na chwilę a potem powiedział - może jest to głupie co mówię, jako że iemy co dzieje sie od tych dwóch miesięcy, ale pozostaje nam tylko wierzyć że coś się zmieni - po czym spojrzał na kobietę.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 01 lut 2026, 11:33
autor: PL_CMDR Blue R
Chyba jego słowa podziałały na kobietę, bo podziękowała i dalej chyba sama chcąc poprawić nastrój zaczęła pytać o Francję. Feliks luźno ciągnął rozmowę, podkreślając, że nigdy tam jeszcze nie był, ale zawsze chciał odwiedzić Lourdes (tia, jakby jakaś grota go bardziej interesowała od samolotów) i jakoś zeszło do granicy.
Najpierw weszli Jugosłowiańscy celnicy. Ci sprawiali wrażenie, jakby szukali kogoś. Wielu osobom kazali otwierać bagaże, jakby czegoś szukali. Ich dowódca podszedł do Feliksa, zmierzył go wzrokiem i też kazał otwierać walizkę i wyraźnie był niezadowolony z tego co został. Gdy opuścili pociąg i na następnej stacji wsiedli Włosi, sytuacja była odmienna. Włosi byli uśmiechnięci, wyrywkowo prosili o pokazanie bagażu, używając przy tym takich słów jak "proszę". Jakby był to inny świat. Za to Feliks czuł się dziwnie, gdy każdy włoski celnik mijający go, kłaniał mu się i witał słowami "Padre". Jednak przebranie działało.
Po dość długiej podróży pociąg dotarł wreszcie do granicy Włosko-Francuskiej. Zatrzymali się wśród ośnieżonych pól i Feliks zastanowił się.
-Czy na południu Francji powinien leżeć śnieg?
Choć w sumie, te góry to Alpy. W Alpach leży śnieg. Pewnie jakby skierował się teraz na południe, dotarłby do krańca śniegu, a dalej byłoby cieplej, aż do Morza Śródziemnego.
Tutejsi celnicy byli mniej uśmiechnięci, niż ci na granicy z Jugosławią, ale również witali Feliksa i jedyne, co sprawdzili, to czy ma bilet i jeden zapytał, czy ojciec jedzie do Lourdes.
Godzinę później pociąg zatrzymał się na niewielkiej, ośnieżonej stacji nad którą powiewała trójkolorowa flaga Francji. Udało się. Jest już po właściwej stronie. Jeszcze tylko dojazd do Paryża, a tak do swoich i wreszcie znów mundur. Jeszcze tylko celnicy Francuscy (którzy znów przypominali tych z Jugosławii) i ruszyli dalej.
Na jednej ze stacji Feliks zakupił gazetę, aby móc dowiedzieć się, co nowego na froncie, ale był nią zawiedziony. "Na wschodzie bez zmian", "Niemcy są niezadowoleni z polityki Hitlera i nie chcą walczyć"... Czy on już tego nie czytał? Czy tak samo nie pisano w polskich gazetach latem 1939 roku? Przerzucał strony. Nigdzie nie było słowa o żadnych sukcesach na wojnie. Nagle rzuciło mu się w oczy własne nazwisko. Ale nie, to nie było o nim, ani o marszałku. "U-Boot zatopił liniowiec MS Piłsudski" Trwa akcja ratunkowa, na statku znajdowało się kilkaset osób. I to wszystko. Jakby wojna wcale nie dotyczyła Francji.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 01 lut 2026, 22:01
autor: pingwin14-93
Feliks czytał tę gazetę i zastanowił się? Francja podpisała pokój czy jak? Siedli na linii Magignota i czekają? Zwariowali tam? Oby więcej dowiedział się w Paryżu. Wyjrzał za okno i podziwiał piękny krajobraz jedyne to mu pozostało.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 02 lut 2026, 10:51
autor: PL_CMDR Blue R
-"Ojciec" Piłsudski? - zapytał Feliksa na dworcu kapitan w polskim mundurze. I to pytanie było początkiem powrotu do służby. Ale kapitan nie czekał tylko na niego. Z tego jednego pociągu zebrał 20 "cywilów", których następnie podstawionym autobusem zawieziono pod hotel "Regina". Nie było to jednak miejsce zakwaterowania, a raczej nowa kwatera główna, jak i siedziba Polskiego Rządu w Paryżu. Tutaj kapitan rozdzielał każdego na inne pokoje, gdzie mieli spotkać dowódców. Feliks i jeden komiwojażer, mieli udać się na 2 piętro, gdzie mieścił się sztab lotnictwa.
Gdy Feliks wszedł do wskazanego pokoju, było w nim kilku oficerów, a najstarszy stopniem, pułkownik Stefan Pawlikowski (we Wrześniu dowódca Brygady Pościgowej), po tym jak Feliks zameldował się, przyjrzał mu się od stóp do głów i powiedział:
-Nie myślałem, że jesteście aż tak religijni poruczniku. Mam nadzieję, że nie znaleźliście nowego powołania?
Feliks odpowiedział, że wciąż woli być pilotem i że nie może się doczekać, aż znów założy mundur lotniczy.
Pułkownik powiedział:
-Na razie to będzie musiało poczekać. Prosto z Rumuńskiego szpitala, tak? W Lyon raz dwa postawią was na nogi. Jak zakończycie rehabilitacje, dołączycie do nas w bazie w Bron.
W tym czasie jeden z oficerów wypisywał dokumenty. Jedno pytanie, które zadał pułkownikowi brzmiało "Więc, Feliks Piłsudski?", na co ten odpowiedział krótko "tak". Czyli to nie było tylko spotkanie aby go skierować w nowe miejsce, ale też, aby potwierdzić, czy osoby, które przybywają są tymi, za kogo się podają. Do nowego dokumentu "wyrwano" zdjęcie z paszportu "Ojca Malinowskiego" i tak otrzymał dość kiepskiej jakości dokument, który był jego nową książeczką.
-To tymczasowe - powiedział pułkownik i podszedł do drugiego biurka, przed które wezwano "komiwojażera".
Ile papierkowej roboty się nazbierało, Feliks wolał nie myśleć. Najwyraźniej musieli odtworzyć wiele dokumentów, utraconych w Polsce, bo skoro potwierdzili kim jest, to raczej przepytywanie o rok promocji, przebieg służby, itd. nie służył już weryfikacji, a raczej odtwarzaniu dokumentacji. W sumie to wyglądać musiało śmiesznie, gdy ksiądz siedział naprzeciw wojskowego i "spowiadał się" z przebiegu służby. Gdy Feliks był już na roku 1938 i wspominał o tym, że chciał brać udział w programie "Wilk", tylko wybrano innych, porucznik, z którym rozmawiał, ożywił się:
-Chcieliście iść na "Niszczyciele"*? Chwila, chyba gdzieś tu miałem... - zaczął sprawdzać jakąś teczkę, którą wyciągnął z szuflady - Tak. Dobrze pamiętałem. Właśnie szukani są ochotnicy, którzy chcą przejść do Królewskich Sił Powietrznych, właśnie na "niszczyciele". Mamy wkrótce ich tu ściągać do Paryża, więc może nie ma sensu, abyście jeździli w tą i z powrotem?
*Czyli ciężkie myśliwce, jak np. "Wilk" czy Bf110
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 02 lut 2026, 23:36
autor: pingwin14-93
Feliksowi zaświeciły się oczy i aż podskoczył na fotelu.
-Jasne Panie poruczniku, bardzo chciałbym zasiąść za tymi bestiami. Czy w Królewskich Siłach Powietrznych będzie dywizjon Polski czy tylko mieszane? Ale bez różnicy od odpowiedzi, moja odpowiedź nadal brzmi: tak. Znam dobrze francuski, to i angielskiego szybko się nauczę.
Re: R1 - ppor. Feliks Piłsudski - Zew latania
: 03 lut 2026, 11:02
autor: PL_CMDR Blue R
Radość została ucięta szybko, gdy porucznik zgłosił to pułkownikowi, podkreślając, że porucznik zgłaszał się już do programu "Wilka". Pułkownik powiedział, bardziej do swojego oficera, niż do Feliksa:
-Porucznik zostaje we Francji z trzech powodów. Po pierwsze, jeszcze nie wyzdrowiał i nie będziemy anglikom podsyłać w pierwszym rzucie pilotów którzy nie są w pełni sił. Zgodzili się na 300 osób za pierwszym razem, to dajmy szansę na kolejne. Po drugie porucznik zna Francuski, to będzie nam tutaj potrzebny, a po trzecie, już grupa jest wybrana.
Feliks zastanowił się, czy ważniejszy jest jego stan zdrowia i to przez rany pułkownik go nie chciał wysłać, czy naprawdę tak mało pilotów mówiło po francusku. To chyba był najbardziej popularny język obcy wśród pilotów. Gdy już zakończono weryfikację, Feliks dostał rozkaz stawienia się w Bron, trochę gotówki i tymczasowy dokument tożsamości. Feliks biorąc to, spojrzał na swoją sutannę i zapytał o mundur, na co otrzymał odpowiedź, że tym zajmą się w ośrodku w Bron i na razie wziąć musi podróżować jako ksiądz.
Gdy schodził po schodach, dogonił go (co przy lasce nie było takie trudne) jakiś chorąży, spojrzał, czy nikt nie podsłuchuje i powiedział ściszonym głosem:
-Panie poruczniku. Niech pan proszę nie wspomina o programie "Wilk". Dobrze, że nie kazali pana wpisać do listy uziemionych. Wszystkich współpracowników
Rayskiego oraz osoby z projektów PZL uziemiają. Generałowie chcą zrobić z generała Rayskiego kozła ofiarnego Września i podlizać Francuzom, więc proszę nie wychylać się z "Wilkiem", czy innymi projektami PZL.