R3 - Kpr. Bronisław Wojno - Bitwa o Flandrię
: 26 kwie 2026, 10:23
13 maja 1940
9:36
Kapral Wojno spojrzał na krótki dokument raz jeszcze. W związku z hospitacją podporucznika Piłsudskiego, on miał objąć dowództwo nad nową załogą. W zasadzie gdy cztery dni temu na dworcu meldował się jako "drugi pilot' Poteza, jakby przewidział to, ale to stało się aż zbyt szybko. Gdy wyskakiwali na spadochronach z zestrzelonego Poteza, Bronisław był pełen podziwu dla ich dowódcy, podporucznika Piłsudskiego, że tak długo udało mu się, mimo ran, utrzymać poza ogniem niemieckiego myśliwca. Oni mieli tylko 1 tylny karabin, Niemcy prawdziwą siłę ognia. Gdy on i kapral Abłamowicz wylądowali bezpiecznie, myślał, że rana podporucznika okaże się powierzchowna, ale tak się nie stało.
Niemniej strata Poteza była równie bolesna. Podczas Wojny Obronnej we wrześniu 1939, Bronisław też to przeżywał, głównie dlatego, ze był pilotem "zapasowym" w 13-tej eskadrze towarzyszącej i co ktoś wypadał, to maszyna byłą tak zniszczona, że mechanicy nie zdążali jej naprawić i w końcu jedyny kontakt jaki miał z wrogiem to był nalot na kolumnę transportową w której prowadził samochód. Choć patrząc na to, jakie straty ponosiły eskadry obserwacyjne, to może nawet lepiej. W końcu co taką "Czaplą" byłby zrobić, gdyby spadły na nich myśliwce?
Po przedostaniu się do Francji myślał, że zostanie pilotem jakiegoś obserwatora, ale pilnie potrzebowano nawigatorów znających dość dobrze Francuski i tak trafił do jednostki myśliwskiej, gdzie najdziwniejsze było to, że to pilot miał dowodzić, a nie obserwator. Powodowało to przeciążenie obowiązkami pilota, który nie tylko musiał pilotować maszynę, pilnować nieprzyjaciela, ale też wydawać rozkazy załodze. Jakby część z tych obowiązków przejął obserwator, Bronisław byłby wdzięczny. Zwłaszcza wydawanie rozkazów. Gdy walczyli z Messerchmittami, właśnie na to brakło czasu. Podporucznik Piłsudski zajęty walką, nie mógł naprowadzać kolegów na pomoc. To tak jakby dowódca batalionu miał nie tylko wydawać rozkazy, ale też na pierwszej linii obsługiwać karabin maszynowy. A teraz tą samą rolę miał przejąć on. Na dodatek z francuskim nawigatorem, co jeszcze bardziej wzmagało stres. W nerwach zawsze łatwiej mówić jednym językiem, a tu mogły dojść jeszcze kolejne problemy. Ale w końcu zgłosił się na ochotnika do francuskiej eskadry, gdzie miał latać pod polskim pilotem, gdyż liczył, że szybciej w ten sposób będzie na froncie. Los był przewrotny.
Z drugiej strony miał tworzyć dość... intrygujący klucz, czy raczej parę. On, pilot samolotu obserwacyjnego, jako skrzydłowy podporucznika Prevosta, który latał na bombowcach i chyba tak samo wyrwał się na "swoje" do myśliwców. Tylko, czy takie składane oddziały to był dobry pomysł? Czy Francji też kończyli się piloci? A może to podporucznik Piłsudski tak rozsławił polskie skrzydła, że uznano, że on, kapral Wojno poradzi sobie? I oto teraz stał na rozdrożu. Z jednej strony chciał tego, z drugiej strach przed niepowodzeniem działał paraliżująco. Oto przed nim były teraz drzwi. Miał tylko wejść, zameldować porucznikowi Folliotowi gotowość do objęcia dowództwa nad załogą i będzie pilotem, który będzie tworzyć własną historię i wykazując męstwo obroni Europę przed Nazistami. Albo mógł stchórzyć i całe życie myśleć, czy zrobił dobrze...