Strona 1 z 2
R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 17 cze 2026, 21:58
autor: PL_CMDR Blue R
10 maja 1940 4:11
Huk eksplodujących bomb wyrzucił "Kosę" ze snu. W pierwszej chwili pomyślał, że po prostu spadł z łóżka, a odgłos to ciągle sen, w końcu na zewnątrz było ciemno. Ale wtedy poczuł wstrząs i usłyszał kolejny huk. Podnosząc się z łóżka dopadł do okna i dostrzegł kierunek z którego dochodził huk i błyski.... Od strony pasa startowego i hangarów, które ledwo wyróżniały się na tle brązowego jeszcze nieba, na którym "Kosa" z trudem dostrzegł przemykające samoloty. Teraz już "Kosa" był pewny. Lotnisko w Cabrai-Niergnies było atakowane naprawdę... i nawet "Kosę" zaskoczyli w łóżku.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 18 cze 2026, 19:11
autor: PL_Cmd_Jacek
Znowu ????
Szybko ubieram się, zbieram rzeczy, wybiegam na zewnątrz, staram sie odnaleźć wzrokiem hangar gdzie jest mój samolot. Następnie biegnę na zbiórkę.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 19 cze 2026, 17:03
autor: PL_CMDR Blue R
"Kosa" biegł jako jeden z pierwszych. Gdy podbiegł pod wieżyczkę i karabin maszynowy, przy którym dwa dni temu dostrzegł rano niemiecki samolot, był pierwszy. Nawet stanowisko karabinu nie było obsadzone. Stąd Kosa mógł dostrzec stojące przy pasie myśliwce... i w łunie pożaru dostrzegł swój. Jego samolot stał obok płonących szczątków innej maszyny, a podmuch eksplozji zerwał pokrowiec przykrywający kabinę przed wilgocią. Jakby ta bomba spadła kilka metrów obok, to jego maszyna byłaby tym płonacym wrakiem... czyja to była maszyna? Niewazne teraz... ale czy sytuacja zaraz się nie zmieni? Do samolotu zostało kilkadziesiąt metrów, płomień wskazywał gdzie one są, a w powietrzu cały czas słychać było pomruk silników bombowców... jak właśnie nadciąga kolejna fala, to "Kosa" pobiegnie prosto pod bomby....
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 19 cze 2026, 19:01
autor: PL_Cmd_Jacek
Jakie mam szanse by dobiec do samolotu i samodzielnie go odpalić ? (nie mam pojęcia, czy to w ogóle możliwe dla tego typu maszyny).
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 19 cze 2026, 21:02
autor: PL_CMDR Blue R
Zapytam jak Sosabowski we wrześniu 1944 roku:
A co jak tam będą Niemcy?
Ale rozumiem, że zakładamy, że Niemców nie ma, skupiamy się na samolocie.
1 osoba jest w stanie uruchomić samolot (to nie dwupłat, co trzeba jeszcze ręcznie śmigłem zakręcić), ale zajmie to dłużej, niż całej ekipie i więcej jest niewiadomych.
Zapewne pod kołami są bloczki, trzeba je usunąć.
Pokrowiec na kabinę (aby rosa nie osiadała na oszkleniu) może np. zaczepić się o ogon, więc trzeba go usunąć
Wejście jest trudniejsze, bo trzeba samemu się wspiąć, ale to akurat mały problem. O't chwila dłużej
No i mechanicy zwykle obserwują z zewnątrz maszynę. Czy spaliny idą prawidłowe, czy wszystko jest w porządku. Z kabiny myśliwca nie widać dobrze całego samolotu. Jak np. pod samolotem po uruchomieniu pompy pojawi się tryskające paliwo, to pilot tego nie zobaczy.
Do tego dochodzi ryzyko:
a) obok pali się druga maszyna... jak ogień dojdzie do amunicji.... możesz być pod ostrzałem
b) Stan maszyny jest nieznany. Nie wiadomo, czy nie ruszysz, a tu okaże się, że jedna goleń podwozia została, bo jest ułamana, etc.
c) A co jak będą tam Niemcy?
=====================================
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 21 cze 2026, 18:15
autor: PL_Cmd_Jacek
Dobra kumam
Skoro karabin jest nieobsadzony, dopadam do niego i otwieram ogień do zbliżających się samolotów. Wołam kogoś do pomocy przy załadunku amunicji.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 21 cze 2026, 19:08
autor: PL_CMDR Blue R
Ostatecznie "Kosa" nie wystrzelił nawet 1 naboju. Spędził przy tym karabinie całe dwie długie minuty, podczas których lotnisko przechodziło ze stanu "gwałtownie obudzony" do "działający". Zjawili się francuscy strzelcy do karabinu maszynowego, odezwała się syrena, nawet ciężarówka straży ogniowej pojawiła się w akcji.... A Niemcy odlecieli.
Kapitan Łaszkiewicz zaczął ogarniać swój klucz i surowo zakazał zbliżania się do płonących samolotów oraz "heroicznych startów", przy czym groźnie spojrzał na sierżanta Flanka
-Mechanicy maja sprawdzić stan maszyn po ugaszeniu ognia. - powiedział do "Kosy" i sierżanta - Major kazał, abyśmy wszyscy czekali, przygotowani do lotu, pod kantyną. Nie chce, aby liczba strat była wyższa, niż jest. - kapitan westchnął i powiedział - No to Niemcy nas złapali z ręką w nocniku. Nic się nie dzieje, cisza i spokój... i bęc - trzasnął przy tym pięściami o siebie, po czym powiedział - Trzeba zaproponować Francuzom, aby zrobili to co my. Pochować samoloty na lotniskach polowych. Może i wygoda mniejsza, ale takich niespodzianek nie będzie.
Pod kantyną, a raczej blisko pomieszczenia odpraw, do "Kosy" i Flanka zaczynały napływać kolejne złe wiadomości. Najgorszy był fakt, że nie było to tylko uderzenie na ich lotnisko. Niemcy uderzyli na cały szereg lotnisk, co nie było zaskoczeniem. Jak uderzać, to już po całości. O świcie nadeszły nowe wiadomości. Nie było to tylko uderzenie lotnicze. Niemcy zaatakowali właśnie Belgię, a wspominano też o Holandii. Na dodatek mechanicy nie mieli dobrych wiadomości. Bomby spadły kilkanaście metrów od samolotów kapitana i "Kosy", więc mechanicy potrzebowali sprawdzić je dokładnie, zanim ocenią, czy wszystko jest w porządku, czy też nie. Wyglądało, że tylko samolot sierżanta jest cały.... przez pół godziny. Wtedy to kapitan Franciszek Gomuliński, pełniący funkcję szefa mechaników dla klucza (a w planach za obsługę techniczną polskiego dywizjonu, który mieli za miesiąc formować) zameldował kapitanowi Łaszkiewiczowi:
-Wasz samolot i samolot porucznika nie nadają się do użytku. Podziurawione zbiorniki paliwa, układ olejowy i szereg odłamków w silniku. Maszyna sierżanta nie ucierpiała tak bardzo, więc zaczniemy od niej. Jak nie znajdziemy nic nowego, to do obiadu będzie gotowa. Jak mam dzielić ludzi, to zajmie to oczywiście dłużej.
Łaszkiewicz zapytał Gomulińskiego:
-A Francuzi nie pomogą z naszymi?
Oficer mechanik odpowiedział:
-Praktycznie nie ma nieuszkodzonej maszyny. Oni sami patrzą, które da się najszybciej naprawić. Jak nie ściągną tu dodatkowych mechaników, to z tydzień będziemy naprawiać te wszystkie samoloty.
Tydzień. Jeden nalot i praktycznie byli sparaliżowani... I to akurat wtedy, gdy zaczynała się prawdziwa wojna. Pierwszego gola, i to dewastującego, strzelili w tym meczu niestety Niemcy.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 21 cze 2026, 19:21
autor: PL_Cmd_Jacek
jedynie przeklinać można. Przez następne dni staram się pomagać przy naprawie samolotów.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 21 cze 2026, 20:40
autor: PL_CMDR Blue R
I jedyną dobrą wiadomością tego poranka, był powrót dwóch samolotów, których piloci mimo ataku wystartowali*. Jeden z nich, chorąży Moret nawet meldował zestrzelenie jednego z Heinkli, które zbombardowały lotnisko, ale czy mogło to równać się zniszczeniu na ziemi 8 maszyn i uszkodzeniu 18? A najgorsze w tym było, że część maszyn stanowiła rezerwę. Ale jednocześnie ranne zostały tylko pojedyncze osoby, które znalazły się w złym miejscu i złym czasie (oraz mechanik chorążego Moreta, który został ranny pomagając mu wystartować został zraniony odłamkami). Tak więc za cenę 1 bombowca (o ile ktoś po drodze nie zestrzelił kolejnych), Niemcy wyeliminowali z walki cały dywizjon. Jak uderzyli tak samo na inne lotniska, to mogli porazić całą Armię Powietrzną i wygrać bitwę już pierwszego dnia. **
Za dnia przychodziły jednak dobre meldunki... o ile nie były one specjalnie rozpowszechniane przez dowództwo celem podniesienia morale. Podobno tylko na ich lotnisku bomby spadły celnie i pozostałe operujące w rejonie eskadry zadały Niemcom poważne straty... Patrząc na to, co widać było w Cambrai, ciężko było w to uwierzyć. Niemniej, dzień był dalej dziwnie spokojny, aż do 15:00, gdy alarmowo poderwano wszystkie 9 sprawnych Moranów [sierżant Flanek osiągnął gotowość do lotu dopiero 30 minut po odwołaniu alarmu], ale tym razem Niemcy nie atakowali Cambrai. Za to wracający piloci zameldowali o zestrzelonych bombowcach, które latały bez eskorty. To niosło pewne zwątpienie, czy na pewno Niemcy nie porazili innych lotnisk, skoro tak bezczelnie sobie poczynali.
O godzinie 17:00 major Frédéric Geille zebrał na sali odpraw pilotów, których maszyny zostały zniszczone, albo były tak uszkodzone, że nie było widoków, aby szybko wróciły do linii i ogłosił, że jutro rano piloci udadzą się samolotem transportowym na lotnisko w Châteaudun, gdzie mieli dostać nowe maszyny.
11 maja 1940
Gdy samolot transportowy ustawił się pod hangarem i Bartosz z kapitanem wsiadali na pokład, "Kosa" spojrzał na lotnisko w Cambrai. Wciąż widać było ślady wczorajszego nalotu. Pas startowy, choć wyrównany, nosił na sobie ślady wielu bomb, które go trafiły, a wraki oraz co poważniej uszkodzone samoloty, wciąż stały na swoich miejscach, gdzie zastał je niemiecki nalot. Co ich będzie czekać w Châteaudun? Czy będą maszyny dla wszystkich?
Gdy o 9:33 samolot transportowy lądował na lotnisku, jeden z francuskich pilotów, przytulając się do okienka, powiedział:
-Są! Ciekawe, które nasze!
"Kosa" był akurat po przeciwnej stronie samolotu i z oglądaniem maszyn musiał poczekać na wyjście z samolotu.... I gdy tylko opuścił drzwi i zaczął schodzić po drabince, zastygł... Z niedowierzaniem rozejrzał się dookoła. Cały teren wokół pasa startowego zapełniały samoloty, stojące w rzędach jak w jakimś sklepie... I nie było ich kilkanaście. Samych jednosilnikowych myśliwców stało tutaj ze 100, o ile nie 200. "Kosa" aż musiał zmusić się do zejścia dalej, gdyż widok był porażający... To jakby całe polskie siły lotnicze z Września 1939 zgromadzić w jednym miejscu... Z tym, że nie były to stare maszyny, a same nowe maszyny, wręcz błyszczące nowością. Kapitan Łaszkiewicz też był chyba pod wrażeniem, gdyż zapytał retorycznie:
-To dlaczego nam nie chcieli dać maszyn, skoro tyle ich tu na tyłach trzymają? Przecież z tego można by wystawić kilkanaście dywizjonów!
=====================
*Inne źródło mówi, że tylko Moret wystartował.
ET MORET que rien ne pouvait arrêter accomplit par miracle un décollage acrobatique au milieu des trous de bombes, fonça plein gaz dans l’aube çà peine naissante et sans se soucier de la hardiesse de son attaque isolée, abattit un des appareils au -dessus du territoire luxembourgeois. C’était déjà sa deuxième victoire.
**Mimo dużej skali niemieckich nalotów Francja straciła na ziemi zaledwie 63 samoloty.... Aż prawie połowa utraconych na ziemi MS.406 tego dnia została utracona... podczas porannego nalotu na lotnisko w Cambrai.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 22 cze 2026, 16:17
autor: PL_Cmd_Jacek
Trzymali je na zapleczu, czekając na gorsze czasy, które chyba właśnie dla nich nastały.
Przynajmniej nie będziemy narzekać na brak części zamiennych.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 22 cze 2026, 19:11
autor: PL_CMDR Blue R
Jednak z odlotem musieli poczekać, choć było to zapewne spodziewane, skoro dość szybko przekazano im o której wydają obiad w kantynie. I nawet nie chodziło o samo paliwo, czy załadowanie amunicji. Samoloty jak się okazało dzieliły się na wykańczane (główne przez montaż celowników, czy kilku przyrządów), testowane oraz gotowe do odbioru, gdzie jednak odbiór też był rozłożony na kolejne czynności, w których chyba tylko brakowało lotu próbnego. Sprawdzali "na sucho" karabiny, testowali lotki. Najważniejszym, co jednak mieli do zrobienia, było sprawdzanie radia i zgrywanie go we wszystkich maszynach. Co prawda podczas lotu mieli jeszcze ostatecznie sprawdzić zestrojenie radia, ale okazało się, że na obiad i tak prawie się spóźnili.
Po lekkim obiedzie (lepiej nie latać z pełnym żołądkiem) zakończyli prace i wtedy kapitan Łaszkiewicz przekazał "Kosie" pewną wiadomość, która wywróciła to, co widzieli do góry nogami.
-Bartek, jest dobrze. Wypuszczą nas z samolotami. - to zdanie zabrzmiało jakoś dziwnie, gdyż po to właśnie tu przybyli - Tutejszy major zgodził się, że front nie może czekać i mamy zgodę, że możemy sami zabrać maszyny, a nie czekać na rozkaz wylotu z dowództwa Armii Powietrznej... a nie ma takiego rozkazu. Dlatego tak długo to trwało. Oni - skinął głową w kierunku obsługi tego obiektu - myśleli, że my przylecieliśmy dokonać inspekcji maszyn, a nie nimi odlatywać. Ale nasi Francuzi załatwili wszystko. Mamy odlatywać stąd zanim dowództwo się dowie, że zwędziliśmy te maszyny. Startujemy, formujemy szyk i lecimy do Cambrai. W razie problemów, lądujemy po drodze, byleby tu nie wracać.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 01 lip 2026, 20:12
autor: PL_Cmd_Jacek
A więc Kapitanie, nie ma na co czekać. Bieżmy się do roboty.
Maszyny są wyselekcjonowane dla nas ? Czy sami je sobie wybierzemy ?
(Zakładam, że po "inspekcji" wiemy który jednostki są najlepiej przygotowane)
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 02 lip 2026, 18:52
autor: PL_CMDR Blue R
"Lot próbny, strojenie radia w locie" - głosił dokument, który Bartosz podpisał, po czym oddał go mechanikowi i zaczął szykować się do lotu. Zbiorniki nie były w pełni zatankowane, ale wskazówka wskazywała ponad 1/3 zbiornika. To powinno wystarczyć im na około 450 kilometrów, a pokonać musieli 300. Swoją drogą, skoro tutejszy major zgodził się na odlot bez rozkazów, to dlaczego nie mogli zatankować ich maszyn? Czyżby chodziło o to, aby na papierze wyglądało to chociaż poprawnie? Tylko lepiej, aby nie napotkali na Niemców podczas lotu...
Ustawili się na pasie startowym i kolejno startowali. Wreszcie nadeszła ta chwila, gdy "Kosa" zwiększył obroty silnika. Nowy Morane Saulnier "Kosy" rozpędził się, nabrał prędkości i delikatnie oderwał się od betonowego pasa. Momentalnie "Kosa" stał się jednością z samolotem. Poczuł, jak po przełączeniu przełącznika podwozie schowało się, nawet nie patrząc na lampkę, która sygnalizowała schowanie podwozia. Teraz skupiał się na prowadzącym i zajęciu prawidłowego miejsca w szyku. I coś mu nie pasowało... Patrzył przez chwilę na samolot kapitana Łaszkiewicza nie mogąc złapać, co mu nie pasowało. Czy leciał za wolno? Tak, trochę wolniej od "Kosy", ale to akurat można było skorygować przepustnicą. Ale wtedy kapitan zaczął machać skrzydłami i dopiero to naprowadziło Bartosza, na to co mu nie pasowało. Kapitan nie schował podwozia, które niczym nogi pacynki kołysały się pod skrzydłami... Ale to nie miało sensu. Podwozie powinno być zablokowane w pozycji wyprostowanej, albo schowanej... I wtedy też kapitan odezwał się do Bartosza:
-"Kosa"! Widzisz czy coś blokuje moje podwozie?
Po czym znów zamachał skrzydłami, a podwozie znów zakołysało się jak nogi pacynki.
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 02 lip 2026, 20:35
autor: PL_Cmd_Jacek
Podaję przez radio: Kapitanie podwozie się nie chowie, oba lewary huśtają się jak wiadro w studni !
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
: 03 lip 2026, 15:18
autor: PL_CMDR Blue R
Kapitan próbował jeszcze dwa razy, w tym za drugim razem wykonał beczkę. Podwozie dalej się kołysało. Odstawali coraz bardziej i już nawet prowadzący zainteresował się problemem i wtedy kapitan powiedział po Francusku:
-Spróbuję jeszcze jednego.
I znów zakołysał skrzydłami. Tym razem jednak podwozie nie kołysało się, a stało twardo na swoich pozycjach. Gdy "Kosa" potwierdził ten fakt, kapitan zameldował, że nie może schować podwozia. Prowadzący formację rozkazał:
-Lećcie dalej sami. Jak będziecie mieć mało paliwa, wylądujcie i skontaktujcie się z nami. Wyślemy paliwo, tylko musicie dolecieć jak najbliżej. Uchodźcy utrudniają ruch.
-Tak jest - zameldował kapitan i powiedział do "Kosy": - Lećcie z nimi. Ja potem dołączę.