Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#1

Post autor: PL_CMDR Blue R » 28 sty 2026, 19:09

Obrazek


27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:15
Ludwik sprawdził, czy wszyscy piloci, którzy zebrali się na placu mieli kompletne mundury. Rozkaz był jasny. Na wizytę wodza tylko którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Że brakowało mundurów, to był aż wstyd. On i piloci, którzy dziś mieli odlatywać na front mieli pełne umundurowanie. O to zadbano. Ale nie wszyscy. Kilku pilotów z jego eskadry musiało zostać i nie pokazywać się. Na placu z ex-121-szej eskadry stał on, był Żwirko, Andrzej, którego spotkali w Rumunii, "Święty", który stał z miną, jakby tu był za karę, Piłsudski, który dotarł do nich jako ostatni oraz sierżant Flanek. Inni musieli pozostać "w ukryciu" przed wzrokiem naczelnego wodza. Spośród zebranych pilotów, wszyscy, poza "Świętym" mieli odlatywać na front zaraz po uroczystości.

Front.

Ile to miesięcy minęło, odkąd Ludwik latał bojowo. To było gdzieś 10 września... Niby tylko pół roku, a wydawało się to wiecznością. Odkąd 17 września 1939 roku przekroczyli granicę Rumunii, Ludwik nie mógł doczekać się tej chwili. Powrotu na front. Ale wtedy cały czas myślał, że zmierzają do Konstancy. Rumunii zorganizowali im jako tako drogę i ta cały czas prowadziła na południe. Problemem stało jednak wyżywienie. W zasadzie musieli o nie żebrać. Polskich złotych nikt nie chciał przyjąć, a jak ktoś już się zgadzał, to po tak niekorzystnym kursie, że za tą kwotę w sierpniu w Krakowie można było zakupić obiad dla kilkuosobowej rodziny w prestiżowej restauracji, a nie dostać pajdę chleba ze smalcem i łyk jakiegoś samogonu. Morale upadało.

Po kilku dniach marszu zaświtała nadzieja. Dalej miał ich zabrać pociąg. Ale znów okazało się, że Rumunii do końca nie wiedzą, co się dzieje. Czekali dwa dni na pociąg, który miał przyjechać po nich lada moment, aż wreszcie nadmiarowe osoby odesłano piechotą dalej, chyba tylko, aby zrobić miejsce dla nowo napływających. Dołączono im podoficerów i szeregowych, którzy nie mieli pojęcia, gdzie są ich jednostki, które odleciały samoloty i ruszyli dalej.
Szli piechotą przez kraj tonący w błocie. Mijali nędzne pola, nie zebrane łany kukurydzy, gliniane chaty... Zupełnie jakby Rumunii chcieli pokazać im biedniejszą część kraju. Ale im biedniejszy był kraj, tym ludzie jakby przyjaźniejsi. Częstowali idących na południe pilotów, pozwalając im poczuć się wreszcie jak przyjaciele, a nie intruzi. I wreszcie na jednej ze stacji dostali wiadomość, że czeka na nich pociąg. I tym razem on naprawdę czekał. Co prawda były to lory na węgiel (nawet do końca nie opóźnione. (oj jak zimą 1940 Ludwik żałował, że nie zabrali do kieszeni porzuconego tam węgla), ale były.

Pociąg zabrał ich do Tulczy, miasteczka zamieszkanego głównie przez Bułgarów, sprawiającego wrażenie jeszcze biedniejszego, niż te wioski, które mijali po drodze. Biedne wsie Rzeczypospolitej wyglądały przy nich jak bogate pałace. Mostki były zawalone, płoty z trzciny stały pogniłe, jak zęby żebraka, okna pozbawione były szyb i tylko szerokością drzwi można było określić, czy za drzwiami jest pomieszczenie do zamieszkania, czy chlew.

Stąd skierowano ich na południe, jak powiedziano "do obozu". Obóz. Tak... jak wioska Rumuńska wyglądała biednie wobec wioski Polskiej, tak "obóz" Rumuński wyglądał przy obozie harcerskim w Polsce. Po prostu miejsce po wycince, gdzie piloci, którzy przybyli tu wcześniej starali się coś zorganizować. Najstarszy stopniem był kapitan Stefan Łaszkiewicz z Brygady Pościgowej, który powitał przybyłych pilotów:
-No, Wacek - zwrócił się do porucznika Króla - Czyli jednak do nas dotarłeś. Co prawda nie tak jak się spodziewałem, ale... Mam nadzieję, że macie dobrych cieśli ze sobą, bo to, co nam tutaj przygotowali woła o pomstę do nieba. Jakby nie miejscowi, to byśmy chyba z głodu pomarli... Kogo tam przyprowadziłeś?
Wacław zaczął przedstawiać eskadry, a gdy przedstawił Ludwika, kapitan Łaszkiewicz powiedział:
-A, słyszałem, słyszałem. Jedna z niewielu eskadr, gdzie każdy pilot zestrzelił szkopa. Któryś z was nawet asem został, tak?
Ludwik rzucił kątem oka na "Świętego", który wyglądał, jakby właśnie odczytywano numer szczęśliwego losu i nagle okazywało się, że ostatnia cyfra się nie zgadza...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#2

Post autor: LudwikG » 01 lut 2026, 0:11

- Jest nam niezmiernie miło, ale chciałbym podkreślić że przede wszystkim wykonywaliśmy rozkazy, mimo kłód rzucanych nam pod nogi.
Liczę, również na to że nasze doświadczenia nie pójdzie gdzieś w odstawkę.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#3

Post autor: PL_CMDR Blue R » 01 lut 2026, 9:28

-Pułkownik pojechał do Bukaresztu, tam podejmą działania, co dalej z nami - powiedział kapitan i zaczął witać następnych oficerów.
Kilka osób zaczęło podczas powitania pytać o obóz, który wyraźnie był zbyt mały dla wszystkich zebranych. Kapitan wskazał na północ i powiedział:
-Tam zaraz za drzewami jest Rumuński obóz wojskowy, Oni dali nam te namioty i zapewne mają więcej. Wczoraj dali nam tyle, ile na nas powinno wystarczyć. Co rano mają nam dostarczać żywność, dziś była, ale wszystko jest strasznie... no, musimy organizować się sami. Siekiery i piły pożyczyliśmy z wioski.
Wacław zwrócił się do Ludwika:
-Dopilnujcie ze Żwirkiem, aby jakoś pomogli, choćby porąbać drwa. Ja z Jerzym udamy się do Rumunów, zobaczymy, co da się zorganizować.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#4

Post autor: LudwikG » 01 lut 2026, 19:59

Ludwik kiwnął tylko głową założył ręce na biodra i patrzył na obozowisko. Jeden z żołnierzy szedł z saperką do lasu, co oznaczało że nie mają nawet "wychodka".
"Co za miejsce" - powiedział, chodź jakoś mu to dosadnie nie przeszkadzało.
Zabrał się za robotę natychmiast nie stał nad chłopakami. Podzielił wszystkich na zadania i sam zaczął wykonywać pracę.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#5

Post autor: PL_CMDR Blue R » 02 lut 2026, 9:58

Następnego dnia wraz z kuchnią polową, która przywiozła kaszę z jakimś gulaszem, przyszły dobre wieści. Rumuńska piechota dostała rozkaz, aby pół obozu pozostawić dla Polaków. Oczywiście, którą połowę? Tą lepszą, czy tą wymagającą remontu? Ludwik nawet nie miał im za złe strony, którą wybrali piechurzy, sam by ją wybrał. Niemniej wreszcie nie musieli stawiać namiotów, a łatać stare baraki. Cały czas napływali też nowi piloci i już wkrótce poinformowano, że szeregowi zostaną wysłani do Transylwanii, następnego dnia okazywało się, że nie szeregowi, a część żołnierzy, gdyż obozy będą dzielone tak jak były dzielone dywizjony. Nikt nie wiedział, co za wiadomości przyniesie następny dzień.

Dni zlewały się jeden w drugi, że Ludwik nawet nie był w stanie przypomnieć sobie, który to był dzień, gdzieś pod koniec września, gdy Wacław podszedł do Ludwika, który wraz z resztą pilotów sprawdzał, czy piętrowe łóżko, które naprawili wytrzyma ciężar kilku osób (aby przypadkiem pewnej nocy nie trzeba było ratować śpiącego niżej) i powiedział:
-Panowie. Ktoś na was czeka przy drzwiach.
W pierwszej chwili chciał powiedzieć, że jak ten "ktoś" nie ma wysokiego stopnia, albo nie jest piękną szatynką, to niech poczeka, ale wtedy "ktoś" wszedł przez drzwi baraku. Nie licząc obandażowanej ręki, podporucznik Andrzej Baran, był cały i zdrowy.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#6

Post autor: LudwikG » 03 lut 2026, 11:19

- A niech mnie Andrzej! No nareszcie jesteś. Głodny?
Siadaj gdzie kolwiek pewnie masz nam co opowiadać.
Ludwik spojrzał na rękę i zapytał- To pewnie nic takiego co?

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#7

Post autor: PL_CMDR Blue R » 03 lut 2026, 14:29

Zebrani rzucili się tak na Andrzeja, jakby chcieli go rozerwać. Każdy był zainteresowany co się działo z kolegą. Andrzej opowiadał, jak po zestrzeleniu, wyskoczył nisko nad ziemią i jak trafił do ewakuującej się szkoły Dęblińskiej z którą wycofał się aż pod granicę Rumuńską. Jego również interesowały przeżycia reszty kolegów, choć tu mieli mniej do opowiadania, niż Andrzej. Jeszcze tylko Feliksa brakowało, aby mogli być w komplecie.

Jednak zamiast Feliksa przybywali inni piloci i w Tulczy panował coraz większy tłok i niepewność, co do dalszych losów. Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, jednak do pilnowania polskich pilotów nie przywiązywali zbyt dużej wagi, jakby była to dla nich kara. I niektórzy postanowi to wykorzystać, a pierwszy z Krakowskiej Eskadry zniknął "Święty".

Był początek października, gdy jak co rano piloci zbierali się na apel, którego całą rolą było chyba to, aby rumuński oficer mógł zapisać ilość osób w obozie. I zapewne tą kartkę wyrzucał zaraz potem, bo nijak to się nie przedkładało na większe przydziały jedzenia, o które musieli osobno się dopominać dla nowo przybyłych. Teraz jednak, gdy zebrali się, Ludwik zobaczył, że nie ma "Świętego". Wysłał Andrzeja, aby obudzić śpiocha, ale ten wrócił i powiedział:
-Nie ma "Świętego". Nie ma też jego rzeczy.
Ponieważ Rumuńskiego oficera wziąć nie było Ludwik zapytał, kto ostatnio widział "Świętego". Wszyscy byli zgodni, że wieczorem jeszcze był. Ale na jednej osobie czapka aż gorała. Na skrzydłowym "Świętego", kapralu Arabskim. Ten wydawał się zupełnie tym niezainteresowany. Aż zbyt niezainteresowany. Zbytnio unikał wzroku Ludwika. Wtedy też podszedł Wacław Król i widząc, małe zamieszanie, zapytał:
Coś się stało?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#8

Post autor: LudwikG » 03 lut 2026, 17:50

- Tak , Święty zniknął, a ostatni raz widzieli go wczoraj. Chodź ze mną do Arabskiego bo wydaję mi się że chłop wie o tym gdzie udał się nasz szanowny as przestworzy.
Musimy zastanowić się jak go ukarać bo według mnie to jest oddalenie się z miejsca stacjonowania i uchylenie się od obowiązków służbowych.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#9

Post autor: PL_CMDR Blue R » 03 lut 2026, 20:24

Nawet nie można było powiedzieć, że musieli przycisnąć kaprala, który od razu po zapytaniu przez dwóch oficerów powiedział:
-Pan porucznik powiedział, że do niewoli to mogliśmy iść niemieckiej i planował uciec stąd. Wczoraj mnie o to pytał, ale powiedziałem, że Rumuni nas złapią raz dwa i wolę czekać na coś innego, niż "wychodzimy". No i chyba pan porucznik w nocy "po prostu wyszedł" z obozu. Nie wiem dokąd zmierza.
Wacław pokiwał głową i powiedział:
-Raczej Rumunom zadania nie będziemy ułatwiać. Podamy, że jest nas komplet. I tak nas nie liczą, to może nie zauważą.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#10

Post autor: LudwikG » 04 lut 2026, 17:45

Ludwik odszedł od kaprala i odpowiedział Wacławowi
- To mamy dezercję. Co teraz ?

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#11

Post autor: PL_CMDR Blue R » 04 lut 2026, 20:32

Wacław rozłożył ręce:
-Nic. Przecież Rumunom nie zgłosimy, że jeden z naszych uciekł. Miejmy nadzieję, ze "Święty" jakoś dotrze do Francji. Nie chciałbym, aby zginął zastrzelony przez Rumunów za próbę ucieczki z internowania. Trzeba jakoś chłopaków utrzymać w grupie. Jesteśmy zbyt cenni, aby nas tu zostawiono. Jestem pewny, że nasz rząd negocjuje teraz z Rumunami jakiś sposób, aby nas przerzucić do Francji. Musimy tylko czekać.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#12

Post autor: LudwikG » 04 lut 2026, 22:59

- Jak to mówią "poczekamy, zobaczymy". Wezmę chłopaków i zobaczę co mamy. Może by jakieś szkolenie zrobić?
Czymś wypełnić te puste dni.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#13

Post autor: PL_CMDR Blue R » 05 lut 2026, 17:44

Wacław przytaknął, choć widać, było, że poza "jakieś" niewiele było pomysłów, co można zrobić. Co było jeszcze bardziej zaskakujące zniknięcie "Świętego" przez Rumunów nawet nie zostało zauważone. Ludwik cały dzień przy każdym pojawieniu się Rumunów oczekiwał, czy coś powiedzą o zbiegu, ale najwyraźniej nawet go nie zauważyli. Za to Ludwik miał wrażenie, ze nie mógł dopatrzeć się kilku twarzy z innych eskadr.

Tego samego dnia do obozu dotarli piloci ze 122-giej eskadry i wreszcie dywizjon był cały. Od kapitana Wiórkiewicza Ludwik mógł poznać dalsze losy kampanii wrześniowej w wykonaniu krakowskiego dywizjonu. W zasadzie wiele tego nie było. Przez kolejny dzień piloci prowadzili rozpoznanie, a potem zaczęło się wycofywanie. Najpierw na wschód do Werby, a potem na południe do Petlikowic, gdzie zaczęto z wycofanych dywizjonów tworzyć dwa nowe dywizjony na przedmościu Rumuńskim. 122-ga eskadra miała połączyć się z pilotami Armii Poznań, aby stworzyć Poznańsko-Krakowski dywizjon... No i tam zastał ich 17 września, po którym mieli udać się do Rumunii. Tam zostawili maszyny, poczekali na rzut kołowy i skierowano ich tutaj. Kapitan Wiórkiewicz miał jednak pierwsze dobre wiadomości.

W Czerniowcu (miasto w Rumunii z dużym lotniskiem) spotkali podpułkownika Michała Bokalskiego z Brygady Bombowej. Informował pilotów Łosi, że we Francji będą formowane nowe oddziały i żeby nie sprawiali Rumunom problemów w obozach internowania, gdyż jak tylko kurz opadnie, sztab będzie wyciągać lotników i przerzucać do Francji. Mieli tylko czekać na informacje, kiedy i jak.

Następnego dnia znów na apelu brakowało kilku pilotów, choć ze 121-szej byli akurat wszyscy. Tym razem nie dało się jednak ukryć braku osób, gdy trzeba było podać Rumuńskiemu oficerowi ilość osób... Ku zaskoczeniu Ludwika, Rumuński oficer, usłyszawszy nową ilość osób... po prostu skreślił liczbę z poprzedniego dnia w swoim notesie, zapisał nową i jakby nigdy nic zakończył apel, patrząc na polskich pilotów z miną, jakby zastanawiał się dlaczego oni wciąż tu są.

Około południa zaświtało światełko nadziei. Do obozu przybył jako wysłannik naczelnego wodza, major Eugeniusz Wyrwicki, pilot ze sztabu Brygady Pościgowej. Oficjalnie przybył sprawdzić, czy Rumunii odpowiednio traktują internowanych pilotów oraz dokonać "inwentaryzacji internowanych", ale gdy tylko Rumunów nie było w pobliżu, major zwrócił się do dowódców eskadr.
-Panowie. Generał Ujejski w polskiej ambasadzie w Bukareszcie organizuje przerzut pilotów. Każdy pilot, który ucieknie z obozu, ma się tam zgłosić, abyśmy mogli zorganizować mu dokumenty i plan ucieczki. Rumuni są nam przyjaźni, ale Niemcy naciskają na pilnowanie jeńców, więc o marszu na Bukareszt nie ma mowy. Ale jak kilku będzie znikać dziennie, nie będzie to rzucało się w oczy. Będziemy potrzebować waszej współpracy w przygotowaniu ucieczek od strony obozu. Wy lepiej widzicie, co robią wartownicy. Gdy sytuacja będzie krytyczna, wstrzymajcie ucieczki. Ktoś od nas będzie tu przyjeżdżał co kilka dni i w razie kłopotów, dacie nam znać, a my postaramy się załagodzić sytuację. Jasne?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

LudwikG
Posty: 1250
Rejestracja: 27 paź 2022, 8:48

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#14

Post autor: LudwikG » 06 lut 2026, 22:54

Jasne! Powiedział Ludwik i zapytał Wacława - to co organizujemy kontrolowane ucieczki?

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6779
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania

#15

Post autor: PL_CMDR Blue R » 06 lut 2026, 23:24

Wacław przytaknął i powiedział:
-Wieczorem musimy spotkać się z wszystkimi dowódcami i opracować plan. Bo jak każdy będzie ciągnął w swoją stronę, nic z tego nie wyjdzie.

Wieczorem doszło do spotkania spiskowców. Oficjalnie, aby przygotować oficjalne listy dla majora, który ich opuścił. Sam plan był prosty. Rumuni nie interesowali się chorymi, a kilka osób zapadło na malarię. Dlaczego by więc nie zrobić epidemii, aby mniej osób kręciło się po placu? Drugi punkt oparł się o możliwość ucieczki z obozu. Rumuni nie pilnowali płotu od strony "szpitala", więc tamtędy łatwo było uciec do lasu, a stamtąd do wioski. A ponieważ Rumunii pozwalali wychodzić po zakupy, okazało się, że teren jest rozpoznany. Krawcowa bardzo chętnie skupi polskie mundury, bo to dobry materiał i wymieni na bardziej lokalne ciuchy. Potem tylko zakupić bilet, pojechać do Bukaresztu i dalej będzie z górki. Niemniej głównym problemem były pieniądze. To co mieli mogło wystarczyć dla kilku osób, a skąd wziąć więcej?
Podporucznik Skibiński zaproponował:
-Panowie. Uciekinierzy nie mogą brać walizek, bo to się zbyt będzie rzucało w oczy. Więc po ucieczce w obozie zostawią te rzeczy, których nie zabrali do kieszeni. Co powiecie na to, że każda grupa zabiera co może do kieszeni, a po ich ucieczce my spróbujemy spieniężyć, co zostawią, aby było na następną ucieczkę?
Oficerowie popatrzyli po siebie, widać było, że pomysł nie wszystkim się podoba. Wówczas kapitan Stefan Łaszkiewicz powiedział:
-O tym możemy zdecydować później. Może najpierw ustalmy, kto pierwszy ucieka. Jak ustalimy kto i te osoby nie będą mieć nic przeciwko, to możemy spróbować pomysłu porucznika. Macie jakieś pomysły, kogo wysłać najpierw? Czy rwiemy listę osób, co szykowaliśmy dla majora, wrzucamy do kociołka i ciągniemy losy?
Wacław powiedział:
-Losy to dobry pomysł. W końcu każdy chciałby być tym, co opuści nas, a wybierać kto ma mieć większe szanse, a kto mniejsze, to byłoby kupczenie, a nie honorowe zachowanie. Co o tym myślisz, Ludwiku?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ