Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#1

Post autor: PL_CMDR Blue R » 28 sty 2026, 18:19

Tytuł 2.jpg
27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:00
"Kosa" poprawił swój mundur, ostatni raz spoglądając w lustro. Tak, tak właśnie powinien wyglądać polski pilot, który za chwilę będzie stał przed naczelnym wodzem. Kątem oka "Kosa" rzucił wzrokiem w bok na kolegów, którzy nie mieli stać na apelu. Rozkaz był jasny. Tylko i wyłącznie ci, którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Czego jak czego, ale żeby brakowało mundurów, to był aż wstyd. Barek miał mundur. Może głównie dlatego, że jeszcze tego samego dnia miał odlatywać na front.

Front.

Ile to miesięcy minęło, odkąd Bartek latał (nie licząc szkolenia, które odbyli). Wojna zastała go na kursie instruktora, po którym miał uczyć młodych pilotów. Doświadczeni instruktorzy sformowali z samolotów szkoleniowych eskadrę, a on jako "młodszy" miał odprowadzić nowych pilotów w miejsca, gdzie będą kontynuowali szkolenie. Najpierw do Lwowa, potem do Stanisławowa, ostatecznie pod granicę Rumuńską... I tam 17 września zastał go rozkaz, aby przekroczyć granicę.

Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, umieszczając pilotów w obozie dla internowanych. Jednak ku zaskoczeniu "Kosy", nie przywiązywali do tego zbytniej wagi, jakby pilnowanie polskich pilotów było dla nich karną służbą.
Już podczas drugiego apelu porannego mimo, że w obozie przyrosła ilość osób, dowódca zameldował, że pilotów jest mniej. Rumuński oficer był zdziwiony, ale jedyne, co zrobił to... przekreślił liczbę w raporcie i jakby nigdy nic kontynuował apel. Drugiego dnia "Kosa" dostrzegł, że znów brakowało kilku osób... Ale sytuacja się powtórzyła. Mimo przybycia kolejnych osób, w oficjalnym podliczeniu przybyła jedna osoba...

Podporucznik Stefan Zantara, kolega "Kosy" zapytał go wieczorem.
-"Kosa"? Rumuni nie pilnują nas za mocno. Co byś powiedział, abyśmy zwiali do Francji? Tam możemy wrócić do służby, a nie czekać tu, co nasz rząd i sztab wymyślą, ani zanim Rumunom zmieni się zdanie o pilnowaniu.


[decyzja:
Czekać na rozkaz opuszczenia obozu, czy kierować się do Francji na własną rękę?]
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#2

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 29 sty 2026, 18:47

Myślę, że inni chyba mają więcej rozumu niż sztab, psia mać. Trzeba zmykać na własną rękę, dopóki Rumuni przymykają oko.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#3

Post autor: PL_CMDR Blue R » 29 sty 2026, 20:07

Ich ucieczkę ciężko było nawet nazwać ucieczką. Wkrótce przed zmianą warty podeszli do strażnica w trójkę i Zenek, który mówił trochę po Rumuńsku powiedział do strażnica:
-Idziemy po chleb. Wracamy za godzinę.
Strażnik kiwnął głową z miną "a co mnie to obchodzi" i zupełnie na bezczelnego opuścili obóz. Początkowo, aby utrzymywać pozory nawet poszli do piekarni, aby kupić trochę chleba na drogę. Stefan wskazał na sklep, który wyglądał, niczym obóz cygański w dniu wielkiego prania.
-Tam! Kupimy jakieś ciuchy, aby nie rzucać się w oczy! Krawcowa skupuje nasze mundury na materiał, to wymieńmy je na coś lokalnego.
Brzmiało to prosto, ale ledwo Kosa zobaczył siebie w lustrze zwątpił w ten pomysł. Jak kiedyś do jego domu zapukają cyganie, zapyta ich do jakiś sił lotniczych należą.... Bo jemu tylko brakowało teraz patelni i akordeonu. Zenek wyglądał jak chłop, co dopiero zostawił świnie i zamiast wrócić do domu szedł do Karczmy, a Stefan... chyba był Bułgarem wracającym z wesela. Pokazał wszystkim włożone za pazuchę dwie butelki jakiegoś samogonu i powiedział:
-To co? Gotowi? Jak nas żandarmi zatrzymają, to się napijemy, posmaruje im się odpowiednio... Tu nawet królowi smaruje się łapę.
Zenek powiedział:
-Dobrze, siądźmy blisko siebie, ale osobno. Kupię bilety do Bukaresztu. Tam w ambasadzie dowiemy się, jak mamy dalej kierować się do Francji.
Stefan zastanowił się:
-Do Bukaresztu? Nie lepiej do Konstancy i jakimś statkiem do Francji?
Zenek powiedział:
-I myślisz, że Niemcy tam nie polują na naszych? Też dadzą w łapę żandarmowi, przeszuka ci walizkę, zobaczy orzełka i wracasz tutaj!
Stefan spojrzał na walizkę i powiedział:
-Cholera, racja. Trzeba się ich pozbyć! Zaraz... ale jak potem udowodnimy, że jesteśmy żołnierzami?


[co z pamiątkami wojskowymi oraz czy jesteś za Bukaresztem, czy Konstancą]
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#4

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 30 sty 2026, 19:59

Lepiej Bukareszt - tam w ambasadzie papiery zdobędziemy. Pamiątki (orzełek, guziki na razie ze sobą biorę) staram się ukryć w bucie.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#5

Post autor: PL_CMDR Blue R » 30 sty 2026, 21:05

Do pociągu dostali się bez trudu, kwaterując się w zatłoczonym przedziale. Może przedział byłby pustszy, ale Zenek okazał się duszą towarzystwa natychmiast zdobywając przyjazne towarzystwo miejscowych. Jakby jakiś żandarm próbował ich teraz wyciągnąć, zapewne sam wyleciałby przez okno. W sumie to albo nikt nie sprawdzał biletów, albo nikt nie odważył się wejść do tej bomby samogonowej. Nad ranem pociąg dotarł do Bukaresztu. Wysiedli i wraz z tłumem podróżnych skierowali się do wyjścia ze stacji. Tu jednak czekała ich przykra niespodzianka. Wyjść pilnowali żandarmi, przyglądający się wychodzącym. Nagle jeden z nich wskazał na Bartka. "Kosę" aż zlał pot. Nie, teraz musi się udać. Ile ma Lej (Leji, Lejów... nie, to nie było ważne!)? Na twarzy żandarma zarysował się złośliwy uśmiech... i nagle stojący obok sierżant, wskazał żandarmowi kogoś w tłumie i wydał polecenie. Żandarm wydał się zawiedziony, rzucił na "Kosę" złośliwe spojrzenie i skierował się do wskazanej osoby. Sierżant uśmiechnął się, spojrzał na "Kosę" i popukał się w czoło trzy razy, po czym... oddał, krótki polski salut i kręcąc głową śmiał się pod nosem, dając znać, aby "Kosa" szedł dalej.

Zebrali się przed wejściem i Zenek wezwał taksówkę.
-Dowiezie nas pod ambasadę - powiedział - Lepiej tak, niż trafić na mniej przyjaznych Rumunów.

Gdy taksówką dotarli pod pałacyk mieszący ambasadę, tą oblegał tłum cywilów... Ale było w nim coś nietypowego... Ich ruchy.... porządek.... No tak... Teraz "Kosa" był pewien, co zobaczył ten żandarm. Może jednak to człowiek zdobi szatę i on wyglądał rzeczywiście jak żołnierz przebrany za cygana. Strażnicy przed wejściem jako jedyni wyglądali jak żołnierze przebrani za żołnierzy. Widok Polskich flag dawał nadzieję, że oto znów są w okrojonej, poranionej, ale jednak Ojczyźnie. Wartownicy jednak wydawali się wpuszczać jednak nielicznych.
Stefan zaproponował:
-Krzyczmy, że jesteśmy pilotami i że pułkownik kazał nam natychmiast wejść. Nie po to ojczyzna tyle nas szkoliła, aby nas utracić, a powołanie się na szarże może pomóc!
Zenek, który mimo całonocnej imprezy patrzył na wszystko trzeźwo powiedział:
-Tam po drugiej stronie ulicy. Kapusie. To krzyczenie to wóz, albo przewóz...
Stefan powiedział:
-Wolę to, niż czekać na zbawienie. Kosa? Jesteś ze mną?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#6

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 30 sty 2026, 21:14

Tak jest Stefan, jestem z Tobą. Krzyczymy, trzeba się dostać do środka.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#7

Post autor: PL_CMDR Blue R » 31 sty 2026, 16:33

Krzyki przyniosły skutek. Tłum zrobił im przejście. Czy ważne było, że to piloci, czy też może nie chcieli być powiązani z "przebranymi żołnierzami", nie było ważne. Ważne, że wpuszczono całą trójkę bez przeszkód i po chwili stanęli przed pułkownikiem Stachoniem.
Pułkownik był zły na pilotów, że tak głośno krzyczeli, kim są.
-Tutejsze władze są nam przychylne, ale Niemcy ich naciskają, że przerzucamy wojsko do Francji i Anglii. Teraz mogą mieć kolejny dowód. Czy wy chcecie, aby was po wyjściu aresztowała policja?
Dalej tłumaczył, że w Anglii i Francji bardzo potrzebują lotników, ale aby wyjechać trzeba zorganizować nie tylko fałszywe paszporty, ale i wizy, w tym wizę pobytową w Rumunii. Wsypa grozi więzieniem, a trójka pilotów już za bardzo rzucała się w oczy.... więc mieli najbliższe dwa dni spędzić w piwnicy. I tu zagoniono ich do pracy. W piwnicy pracowano nad szykowaniem fałszywych dokumentów i każdy dostał na czas pobytu zadanie. "Kosa" miał tworzyć listę, "prawdziwe nazwisko-fałszywe nazwisko", która miała po zakończeniu transferu zostać przesłana do Francji celem weryfikacji tożsamości.
Dwa dni później znów stanęli przed pułkownikiem, który tym razem był w lepszym nastroju.
-Pojutrze o siódmej rano odjeżdża pociąg go Bazargic, tam spotkacie się z "radcą" Olszewskim, czyli majorem Olszewskim. Znajdzie was na peronie. - adiutant podał jakieś dokumenty i pułkownik przekazał je pilotom - Wiza Jugosłowiańska, Rumuńska, Francuska oraz cywilne paszporty i pieniądze na pociąg i drobne wydatki. Marek da wam też za chwilę cywilne cichy, nie te karnawałowe przebrania. Zostawicie mu też wszystko, co ma wojskowe pochodzenie lub może was powiązać z wojskiem. Nawet guzika nie zabieracie. Jedna wpadka i cały transport szlag trafi, czy to jasne?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#8

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 31 sty 2026, 19:58

Tak jest ! Zostawiam wszystko na przechowanie. Jak Niemcy zostaną pokonane, to odbiorę sobie swoje rzeczy.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#9

Post autor: PL_CMDR Blue R » 01 lut 2026, 10:03

Dwa dni później odjechali pociągiem do Bazargic. Zgodnie z instrukcją nie wdawali się w rozmowy z obcymi, choć patrząc, jak obcy unikali rozmów z innymi, można było uznać, ze chyba połowę pociągu stanowią polscy żołnierze.

Po pięciu godzinach podróży dotarli do Bazargic, gdzie wysiadła większość podróżnych. Zgodnie z przypuszczeniem, ci zebrali się w małe grupki i czekali... Stefan pierwszy wypatrzył "radcę". Wysoki cywil w znoszonym płaszczu podchodził do każdej z grup, rzucał dwa zdania i ruszał do następnej. Wreszcie podszedł i do grupy z "Kosą" i powiedział:
-Jestem radca Olszweski. Za pół godziny sprzed dworca odjeżdża autobus do Balcic.
I ruszał dalej.

W Balcic, małym rybackim porcie, położonym wśród malowniczych wzgórz, major stał się bardziej rozmowny. Okazało się, że tutejsi policjanci zostali przekupieni, podobnie jak kapitan statku, który miał nadpłynąć lada godzina i mogli tu czuć się swobodnie. Statek jednak opóźniał się. Piloci zostali zakwaterowani po pięciu w lokalnych domach (co za wygoda po ostatnich przeżyciach) i mieli czekać. "Kosa" przyglądał się każdemu statkowi, który pojawiał się na horyzoncie, ale żaden nie kierował się do Balcic.

Niemniej, gdy zrzucano przebrania, "Kosa" mógł wreszcie rozpoznać kilku znajomych z lotnictwa i przy podawanej przez Bułgarów tureckiej kawie spędzali czas na rozmowach o wrześniu, ale potem schodząc na teraźniejszość i przyszłość. Jeden z kolegów, Józek, uważał, że te obiecane we wrześniu samoloty w Konstancy to była bajka, ale Zbyszek powiedział:
-Rozmawiałem o tym w ambasadzie. Rumuni zatrzymali te samoloty na cle. Niemcy naciskali zbyt mocno, a Rumunów przeraziła szybkość naszej klęski.
-A nie mogli ich wysłać powietrzem? - narzekał dalej Józek
-Nad całymi Niemcami? Za daleko. Ale zrobili co mogli, aby nas wspomóc
-Tak - odparł Józek - Patrolując granicę i zrzucając ulotki na Niemcy. W Rumuńskich gazetach napisali prawdę. Żadna ofensywa nie ruszyła. Francja dopiero teraz kończy mobilizować armię. Spóźnili się o całe dwa miesiące.
-Ale nie zgodzili się nas porzucić. Kilka dni temu Hitler zaproponował pokój Francji za oddanie Polski. Wiecie co odpowiedział francuski premier? Że nie odpuści, dopóki nie zabezpieczy trwałego pokoju i bezpieczeństwa, a nie krótkotrwałego rozejmu, aż Hitler sięgnie po następny kraj. Francja nie odpuści, od wieków to nas towarzysze broni.
Józek wtrącił:
-Tak. Napoleon zwłaszcza. Wykorzystał nas i porzucił.
-Nie porzucił, tylko przegrał. Przecież jednym z powodów ataków na Moskwę było odzyskanie kresów. No, ale Niemcy to nie Rosja. Francja nie raz ich pokonała. Do tej pory z Niemcami Francja przegrała tylko raz, ale wyciągnęli wnioski i proszę, podczas poprzedniej wojny? Verdun? Pokazali, że francuski poilu* to chwat nad chwaty. Teraz też pokażą Hitlerowi. A wy, "Kosa", co myślicie o Francji?




*żołnierz
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#10

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 04 lut 2026, 12:36

Co myślę? Myślę, że we wrześniu obiecali nam niebo pełne ich skrzydeł, a zostawili nas samych przeciwko całej Luftwaffe. To boli i boleć będzie.
Ale nie jadę tam debatować o historii czy Napoleonie. Dla mnie Francja to teraz nie sojusznik, tylko największe lotnisko wolnego świata. Mają sprzęt, którego nam zabrakło. Dajcie mi Morane’a, zatankujcie pod korek i wskażcie, w którą stronę lecieć, żeby spotkać Niemców. Tylko to mnie obchodzi. Byle ten statek w końcu dopłynął, bo od tej kawy i gadania już mnie nosi.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#11

Post autor: PL_CMDR Blue R » 04 lut 2026, 20:05

Grecki statek SS St. Nicolas przybył do Balcziku 15 października 1939 roku i momentalnie jak spod ziemi pojawili się zarówno rumuńscy żandarmi, jak i polscy dowódcy. Podpułkownik pilot Stanisław Nazarkiewicz objął dowodzenie nad transportem i na odprawie zarządzonej przed zaokrętowaniem kolejny raz podkreślał, że Rumunii będą skrupulatnie przeglądać bagaże i jak znajdą coś wojskowego, cały transport może nie wyjść w morze.
Obecność żandarmów chyba podziałała także na tych, którzy jeszcze liczyli, że coś uda im się wynieść. Do morza poszły pamiątki lotnicze, odznaki, a nawet pistolet.
Jednak nie pomogło to wszystkim, gdyż Rumunii okazali się wyjątkowo łasi na łapówki i uznali, że dokładne przeszukiwanie wszystkich chcących się zaokrętować, to dobry pomysł, a że nie znajdowali nic, to przyczepiali się o wszystko i niektórych odprawili z kwitkiem. Wśród odprawionych był także i podpułkownik Nazarkiewicz, który dopiero przy opuszczaniu trapu wbiegł na pokład, rzucając w stronę żandarmów całkiem sport wachlarz pieniędzy.

I jaka była wściekłość przebranych po cywilnemu pilotów, gdy następnego dnia o poranku podpułkownik opuścił kabinę... w mundurze podpułkownika z wszystkimi dystynkcjami i medalami, który jakoś przemycił na pokład. "Kosa" nigdy nie widział, aby ktoś tak szybko stracił cały autorytet. Jakby jeszcze poprzedniego wieczora, nie kazał wyrzucać wszystkich pamiątek, to może by mu uszło płazem, a tak, to zamiast zwiększać swój autorytet, nastawił wrogo do siebie pilotów, stłoczonych pod pokładem starego parowca.

Statek 21 października dotarł do Bejrutu, gdzie na polskich pilotów czekał francuski drobnicowiec SS Ville de Strasbourgh. Tam warunki były zdecydowanie lepsze od greckiego statku, a fakt, że wypłynęli pod eskortą francuskiego niszczyciela powodował, że czuli się trochę bardziej, jak żołnierze. Wreszcie o poranku 30 października 1939 roku, statek dotarł do Marsylii. I tu zaczęło się zaskoczenie. Zacumowali naprzeciw wojskowej orkiestry, a w pobliżu miejsca cumowania powiewały flagi Francuska i Polska. Gdy ten prowadzony przez podpułkownika tłum w cywilnych ubraniach schodził z pokładu, orkiestra zaczęła grać, a francuscy oficerowie poprowadzili grupę do udekorowanej we flagi hali portowej... gdzie czekały pokryte białym obrusem stoły pełne zakąsek, ciast, owoców i wina. Poplamione i sfatygowane ubrania, które nosili piloci mocno kontrastowały z tym wystrojem, z tymi błyszczącymi sztućcami i kieliszkami, a młode francuski w białych fartuszkach zachęcały pilotów do zajęcia miejsc.
Zbyszek szepnął do Kosy:
-Widziałbym, że tak nas przyjmą, ubrałbym frak...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#12

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 06 lut 2026, 17:20

Spojrzałem na swoje brudne, popękane od smaru dłonie, które teraz nijak nie pasowały do tych śnieżnobiałych obrusów i lśniących sztućców.

frak? Zbyszek, ja się cieszę, że w ogóle mamy na sobie spodnie, a nie kalesony — mruknąłem, siląc się na kwaśny uśmiech.

Dziwnie było siedzieć tu tak „na lekko”. Moje pamiątki oraz orzełek zostały bezpiecznie w depozycie w ambasadzie w Bukareszcie, więc bez munduru czułem się teraz niemal nagi. Podniosłem kieliszek, czując, jak aromat dobrego wina gryzie się z zapachem rdzawego statku, który wciąż miałem w nozdrzach.

pijmy, póki dają za darmo. Skoro robią taką fetę, to może ich samoloty też są coś warte. Byle nas tylko szybko wsadzili w kabiny i dali nowe mundury, bo od tych cywilnych łachów już mnie wszystko swędzi.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#13

Post autor: PL_CMDR Blue R » 06 lut 2026, 18:14

Po fecie, piloci skierowali się do autokarów. Kosa początkowo dziwił się podziałowi na oficerów, podoficerów i szeregowców, ale szybko okazało się, że autokary kierują się w inne miejsca, gdzie znajdowały się obozy przejściowe. Kosa trafił na lotnisko w Salon-de-Provance, gdzie przygotowany był dla nich murowany barak, odpowiednio wyposażony dla oficerów: żołnierskie łóżka z siennikami i czystą pościelą, nocne szafki, szafki na ubrania oraz taborety i stoły. Żeby jeszcze było co w tych szafkach trzymać.
O wyżywienie martwić się nie musieli. W Kasynie oficerskim wyżywienie było obfite i smaczne, a na dodatek do obiadu zawsze podawano na każdą parę oficerów butelkę czerwonego wina.
Francuscy oficerowie byli przyjaźni i pomocni. Nikt też nie ograniczał wyjść do miasta, a i dowódca bazy kazał wypłacić polakom trochę pieniędzy na drobne wydatki, które "w przyszłości" miały być oddane z poborów, które mieli dostać.
Ale dwie rzeczy nie pasowały Bartkowi. Miasto. W nim życie toczyło jakby nie było wojny. O zaciemnieniu nikt nie myślał. No i lotnisko. Było opustoszałe. Eskadra bombowców, która tutaj stacjonowała przeniosła się miesiąc temu bliżej frontu i tylko w jednym hangarze pozostawało kilka remontowanych Potezów-63, przy których pracowała francuska ekipa.
Nie było też wiadomo, co będzie dalej i najstarszy stopniem pilot, major Mieczysław Mümler zajął się organizacją czasu. Główny nacisk położono na naukę języka francuskiego, która tak będzie potrzebna w przyszłości. Ale wciąż nie było wiadomo, jaka będzie ta przyszłość. Przedostali się do Francji i co dalej? Siedzieli tu w cywilnych ciuchach, nic nie było wiadomo o powrocie do służby, a co gorzej radio wciąż podawało, że na froncie "nie ma nic do zakomunikowania". Jakby cała Francja postanowiła zrobić sobie przerwę od wojny...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Cmd_Jacek
Administrator
Posty: 1589
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
Lokalizacja: Będzin / Ploiesti

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#14

Post autor: PL_Cmd_Jacek » 06 lut 2026, 21:13

Czekam, staram się uczyć francuskiego, i w miarę możliwości pomagać przy obsłudze Potezów.

Gdzie są myśliwce, kiedy ruszymy na Niemców ?
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)


Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6755
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Zew latania

#15

Post autor: PL_CMDR Blue R » 06 lut 2026, 22:09

Z kolejnymi dniami przybywali nowi koledzy, w tym wiele twarzy, które Bartosz widział w Rumunii i którzy służyli w walkach powietrznych nad Polską. I wszystkich ogarniał ten sam apatyczny nastrój, a najbardziej tych, którzy zostawili rodziny w Polsce. Jeden z kolegów wyliczał, że jego żona miała właśnie mieć poród, a nawet nie wiedział, czy ona żyje. Niektórzy słali listy przez Czerwony Krzyż, ale czy one trafią do adresata było niewiadome... Niektórzy nawet nie odważali się napisać listu, aby nie zaszkodzić bliskim w kraju.
Co jakiś czas zjawiali się oficerowie z Paryża. Liczono, że przywiozą nowe wiadomości, ale ich słowa były mgliste. "Trwają ustalenia". Tymczasem oficerowie zbierali informacje o przybyłych pilotach, pytali innych, czy potwierdzają tożsamość innych pilotów, a całość tłumaczyli "kwestiami bezpieczeństwa". Jeden z oficerów, przepytujący "Kosę" o nowo przybyłych powiedział:
-Piloci docierają tu bez dokumentów. Jak Niemcy zwietrzą ślad, mogą nawet próbować własnych szpiegów wysłać, dlatego musimy wszystkich sprawdzić.
Tak przynajmniej tłumaczyli, ale oficerów sztabowych, którzy siedzieli w Paryżu, zapewne bardziej interesowało odtworzenie przebiegu walk we Wrześniu... albo szukanie winnych. Ze strzępów informacji, które docierały wynikało, że w Paryżu wysocy rangą oficerowie toczą teraz wojnę o winnych klęski we Wrześniu, zamiast dogadywać się z Francuzami. Podobno łapano też wysokich rangą oficerów, którzy zamiast walczyć, przywłaszczali sobie pieniądze wojskowe. Może to były tylko plotki, ale dyscyplina się rozluźniała.

Nastał grudzień, a wraz z grudniem spadł śnieg. O ile Bartosza to nie zaskoczyło, dość szybko zorientował się, że pogoda zaskoczyła Francuzów. Tak blisko Morza Śródziemnego nawet w grudniu było ciepło. I od razu pojawił się nowy problem. W Salon nie było wystarczająco węgla, aby ogrzewać cały kompleks. W nocy spali w ubraniach, a za dnia zbierali się w kantynie, która była najcieplejszych pomieszczeniem w okolicy. I wtedy nadeszła wiadomość na którą wszyscy czekali. Do Salon przybył major Wyrwicki z poleceniem, aby piloci myśliwscy skierowali się do "Polskiej Bazy Lotniczej w Lyon-Bron[/url]

27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:15
Coraz więcej pilotów zbierało się przed hangarami, oczekując na przybycie wodza. Ta chwila na którą tak czekali, zbliżała się powoli, jakby niespiesznie. Kosa rozejrzał się po budynkach. Jeszcze niedawno były takie obce, potem takie własne, a teraz znów miał je pożegnać... Wróciły wspomnienia, gdy pierwszy raz tu dotarł...

Była połowa grudnia 1939 roku, gdy pociąg przywiózł ich do Lyonu. W pierwszej chwili baza lotnicza zrobiła złe wrażenie, porównując ze świetnie zorganizowanym Salon. Nawet z kwaterami był problem. Oficerów rozmieszczono w prywatnych kwaterach w mieście, ale podoficerowie i żołnierze byli kwaterowani nawet w hangarach warsztatowych. Na dodatek brakowało łóżek, sienników i koców, a fala mrozu pogłębiała się, a i tutejszy garnizon nie kwapił się z wypłacaniem zaliczek na poczet poborów. Brakowało mundurów, wyposażenia, pieniędzy... Na dodatek, znów musieli czekać!

I wtedy pojawiła się ona. Ulotka, podpisana przez generała brygady Ludomiła Rayskiego, przez wiele lat dowódcę lotnictwa Polskiego. Z ulotki wynikało, że generał Zając zmarnował cały dorobek ciężkiej pracy generała Rayskiego i to w przededniu wojny, min. odmawiając zmontowania dla polskich eskadr samolotów PZL P.24, zamiast tego przeznaczając pieniądze na zakup samolotów za granicą, które nie zdążyły się ziścić. Ulotkę kończyło stwierdzenie, że obecnie generał Zając jest zajęty szukaniem winnych swojej klęski i Rayskiego, który do 1939 dbał o rozwój lotnictwa, zamierza uczynić kozłem ofiarnym i to boli go najbardziej, gdyż wiele lat poświęcił na budowę polskiego lotnictwa, które przez lata przodowało w rozwoju lotniczym.
Ulotka trafiła jak iskra na proch. Lotnicy młodszych szarż zaczynali wrzeć, nie słuchać poleceń starszych szarż. W Lyon-Bron groził bunt. Komendant bazy, pułkownik Stefan Pawlikowski dwoił się i troił, ale musiał ustąpić i delegacja lotników (kapitan Michowski, kapitan Kern i porucznik Jakubowski) wyjechała do Paryża, aby przedstawić Naczelnemu Wodzowi swoje uwagi do funkcjonowania bazy.

I w takiej atmosferze, 20 grudnia 1939 roku, "Kosa" dowiedział się o swoim przydziale. Ministerstwo Lotnictwa ustaliło, że we Francji powstaną 4 dywizjony myśliwskie i drugi dywizjon, na dowódcę którego wyznaczono bardzo dobrze znanego Bartoszowi majora Mieczysława Mümlera, byłego dowódcę Poznańskiego Dywizjonu Myśliwskiego. Poznaniacy mieli wraz z personelem Krakowskiego Dywizjonu Lotniczego (którego dowódca zginał 1 września 1939 roku) stworzyć wspólny dywizjon.
Podporucznik Mikołaj Skarbek, znany jako "Święty Mikołaj", jeden z pilotów z Krakowa, który jakoś trzymał się Lyon bliżej Poznaniaków, niż Krakowiaków, usłyszawszy te wiadomości przyszedł do "Kosy" ze skombinowaną butelką szampana i powiedział:
-Miejmy nadzieję, że to skończy ten bunt i wkrótce dostaniemy nie tylko numer, a samoloty, co nie "Kosa"?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ