|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Moderator: PL_CMDR Blue R
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1671
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
No może tym razem uda się coś więcej niż tylko szybować. Szykuję się do startu pamiętające o wszelkich czynnościach kontrolnych.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7496
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
EDIT
Brakująca mapka z poprzedniego postu Byłem pewny, że dołączyłem
==========================
Wystartowali planowo i po zatoczeniu koła wokół lądowiska, celem dołączenia wszystkich do szyku, ruszyli w stronę Brukseli. O 12:38 dotarli do Malines i ruszyli na południe. "Kosa" obejrzał się do tyłu, czy wszyscy trzymają szyk i pilnując prowadzącego zerkał co chwilę dookoła. Takie bycie "wolnym skrzydłowym" miało tą zaletę, że mógł rozglądać się we wszystkie strony, niż cały czas pilnować jednego odcinka, co potrafiło być nużące.
13 minut lotu do Namur początkowo wydawało się zwykłym szkolnym lotem, ale im bliżej Namur, tym obraz na wschodzie coraz bardziej się zmieniał. Czy to wielkie wypalanie łąk? Huta z połowy XIX wieku? Nie. "Kosa" znał ten widok z Września. To był dym frontu. Tam toczyły się walki. Wlatywali wysoko nad nim, a z tej wysokości nie można było wiele powiedzieć, co tam się dzieje... Droga, nad którą lecieli wydawała się jakby linią okopów, którą z obu stron otaczał ogień i dym. Ale to nie był okop. Ten las pod nimi musiał być obszarem walk. A droga, stojąca w poprzek frontu, pewnie była główną arterią walczących wojsk Belgijskich... a zapewne też Francuskich... a kto wie, czy i Polskie bataliony nie brały w niej udziału?
O 12:38 kapitan Łaszkiewicz wydał rozkaz:
-Kurs 290 za 5!
I po odliczonym czasie wykonali łuk, zostawiając dym za ogonami. "Kosa" obejrzał się za siebie i miał dziwne uczucie, jakby właśnie uciekał... Oto za nimi pozostawał front, a oni lecieli z dala od niego... Czy ci biedni żołnierze poniżej, co widzieli samoloty u góry i rozpoznali własne, nie czuli się teraz oszukani? Mieli do nich wrócić za pół godziny. Dwa okrążenia na godzinę. Plan lotu przewidywał trzy, góra cztery. Paliwo w zbiornikach wystarczało na prawie 3,5 godziny przy oszczędnym użytkowaniu. W zasadzie poza wznoszeniem się, nie przeciążali silników. 15 minut na dolot do miejsca, gdzie mieli stacjonować, 15 na powrót... Zostawały 3 godziny. Cztery okrążenia zjadało dwie z nich, ale w razie napotkania wroga musieli mieć paliwo w zapasie. Jakby wracali z pustymi zbiornikami i przeciwnik ich zaatakował, mógłby nikt nie wrócić do domu... Ale co to znaczyło dla żołnierzy poniżej? Że w ciągu godziny dwa razy przez minutę, może dwie, dostrzegą własne maszyny? A pozostałe minuty? Czy nie powinni właśnie zostać tutaj i kręcić się w pobliżu frontu? Tymczasem dym frontu zostawał z tyłu, powoli rozmywając się w przestrzeni...
Brakująca mapka z poprzedniego postu Byłem pewny, że dołączyłem
==========================
Wystartowali planowo i po zatoczeniu koła wokół lądowiska, celem dołączenia wszystkich do szyku, ruszyli w stronę Brukseli. O 12:38 dotarli do Malines i ruszyli na południe. "Kosa" obejrzał się do tyłu, czy wszyscy trzymają szyk i pilnując prowadzącego zerkał co chwilę dookoła. Takie bycie "wolnym skrzydłowym" miało tą zaletę, że mógł rozglądać się we wszystkie strony, niż cały czas pilnować jednego odcinka, co potrafiło być nużące.
13 minut lotu do Namur początkowo wydawało się zwykłym szkolnym lotem, ale im bliżej Namur, tym obraz na wschodzie coraz bardziej się zmieniał. Czy to wielkie wypalanie łąk? Huta z połowy XIX wieku? Nie. "Kosa" znał ten widok z Września. To był dym frontu. Tam toczyły się walki. Wlatywali wysoko nad nim, a z tej wysokości nie można było wiele powiedzieć, co tam się dzieje... Droga, nad którą lecieli wydawała się jakby linią okopów, którą z obu stron otaczał ogień i dym. Ale to nie był okop. Ten las pod nimi musiał być obszarem walk. A droga, stojąca w poprzek frontu, pewnie była główną arterią walczących wojsk Belgijskich... a zapewne też Francuskich... a kto wie, czy i Polskie bataliony nie brały w niej udziału?
O 12:38 kapitan Łaszkiewicz wydał rozkaz:
-Kurs 290 za 5!
I po odliczonym czasie wykonali łuk, zostawiając dym za ogonami. "Kosa" obejrzał się za siebie i miał dziwne uczucie, jakby właśnie uciekał... Oto za nimi pozostawał front, a oni lecieli z dala od niego... Czy ci biedni żołnierze poniżej, co widzieli samoloty u góry i rozpoznali własne, nie czuli się teraz oszukani? Mieli do nich wrócić za pół godziny. Dwa okrążenia na godzinę. Plan lotu przewidywał trzy, góra cztery. Paliwo w zbiornikach wystarczało na prawie 3,5 godziny przy oszczędnym użytkowaniu. W zasadzie poza wznoszeniem się, nie przeciążali silników. 15 minut na dolot do miejsca, gdzie mieli stacjonować, 15 na powrót... Zostawały 3 godziny. Cztery okrążenia zjadało dwie z nich, ale w razie napotkania wroga musieli mieć paliwo w zapasie. Jakby wracali z pustymi zbiornikami i przeciwnik ich zaatakował, mógłby nikt nie wrócić do domu... Ale co to znaczyło dla żołnierzy poniżej? Że w ciągu godziny dwa razy przez minutę, może dwie, dostrzegą własne maszyny? A pozostałe minuty? Czy nie powinni właśnie zostać tutaj i kręcić się w pobliżu frontu? Tymczasem dym frontu zostawał z tyłu, powoli rozmywając się w przestrzeni...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)