Eeech..... zamknął oczy.
- Tylko resztki ciuchów, trochę zdjęć i prasy, odrobinę pamiątek z jednostki... nic cennego, mało warte dla łowców skarbów.
Z drugiej strony, ryzyko wpadki nie jest wysokie, ale lepiej nie kusić licha. To tylko wartość sentymentalna.
A jak nie wrócę? I tak to przepadnie. Ech...
- Macie jakiś karton? - zapytał.
Ze smutkiem się przepakował, przetarł kanty kartonu dłońmi i napisał kredą na obu stronach pudełka: własność: ppor Andrzej Baran, 121-sza, po czym poprosił aby odłożyć do jakiegoś magazynka, bo po wojnie będzie chciał odebrać.
- I tak pewnie zniknie - pomyślał ponuro - jeszcze się okaże że dla jakiegoś urzędasa sam karton będzie ważniejszy niż jej zawartość...
Trudno.
Odprowadził wzrokiem pracownika odkładającego karton na bok i ze smutkiem spojrzał na walizę.
Ach, dobra tam - i wzorem Świętego spojrzał na dokumenty: - Chmielewski, Łódź. Data urodzenia?
Teraz legenda. Tokarz przy fabryce włókienniczej? Której? Jakiejś małej, nieznanej? A może w produkcji stołków? U jakiegoś żyda?
Tak... nie do sprawdzenia...
A ja proszę pana - zwrócił się do Świętego - ja w warsztacie meblarskim u Abramka na Piastowskiej pracowałem. Ludzki pan. Żyd a przyjął goja do pracy. Tak, Abramek Poznański - pokiwał głową - chwalił się że był skoligacyny z "tym" Poznańskim, ale kto go tam wie. Został na interesie a ja ze strachu uciekłem. Biedny Abramek... już go pewnie nie zobaczę...
Święty ryknął śmiechem klepiąc Andrzeja po plecach: - urodzony aktor, urodzony aktor!
|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6769
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania
Następnego dnia odjechali pociągiem do Bazargic. Zgodnie z instrukcją nie wdawali się w rozmowy z obcymi, choć patrząc, jak obcy unikali rozmów z innymi, można było uznać, ze chyba połowę pociągu stanowią polscy żołnierze.
Po pięciu godzinach podróży dotarli do Bazargic, gdzie wysiadła większość podróżnych. Zgodnie z przypuszczeniem, ci zebrali się w małe grupki i czekali na "radcę" Olszewskiego, jak tytułować się miał major. Po chwili wysoki cywil w znoszonym płaszczu zaczął podchodzić do kolejnych grup i rzucać dwa zdania. Gdy podszedł do Andrzeja i Mikołaja powiedział:
-Jestem radca Olszeweski. Za pół godziny sprzed dworca odjeżdża autobus do Balcic.
I ruszał dalej. W autobusie byli już sami Polacy.
W Balcic, małym rybackim porcie, położonym wśród malowniczych wzgórz, major stał się bardziej rozmowny. Okazało się, że tutejsi policjanci zostali przekupieni, podobnie jak kapitan statku, który miał nadpłynąć lada godzina i mogli tu czuć się swobodnie. Statek jednak opóźniał się. Piloci zostali zakwaterowani po pięciu w lokalnych domach (co za wygoda po ostatnich przeżyciach) i mieli czekać, przy okazji rozpoznając często kolegów, którzy w cywilnych ciuchach stali się jakby inni.
Grecki statek SS St. Nicolas przybył do Balcziku 15 października 1939 roku i momentalnie jak spod ziemi pojawili się zarówno rumuńscy żandarmi, jak i polscy dowódcy. Podpułkownik pilot Stanisław Nazarkiewicz objął dowodzenie nad transportem i na odprawie zarządzonej przed zaokrętowaniem kolejny raz podkreślał, że Rumunii będą skrupulatnie przeglądać bagaże i jak znajdą coś wojskowego, cały transport może nie wyjść w morze. Andrzej spojrzał na swoją walizkę. Tak niewiele tam zostało, wojskowego... I wtedy spostrzegł, jak jeden z pilotów wyciąga z walizki ViSa i ciska pistolet do wody. Ktoś inny wyrzucał kordzik lotniczy, inny wziął swoją gapę i rzucił w morze z okrzykiem:
-Leć orzełku!
Czyli nie tylko Andrzej zachował jakieś pamiątki. Spojrzał raz jeszcze na żandarmów, którzy stanęli przy trapie i zaczęli dokładnie sprawdzać każdą walizkę... To była ostatnia bariera, ale ta wyglądała naprawdę groźnie... Chyba ci żandarmi bardzo liczyli na hojną łapówkę...
Po pięciu godzinach podróży dotarli do Bazargic, gdzie wysiadła większość podróżnych. Zgodnie z przypuszczeniem, ci zebrali się w małe grupki i czekali na "radcę" Olszewskiego, jak tytułować się miał major. Po chwili wysoki cywil w znoszonym płaszczu zaczął podchodzić do kolejnych grup i rzucać dwa zdania. Gdy podszedł do Andrzeja i Mikołaja powiedział:
-Jestem radca Olszeweski. Za pół godziny sprzed dworca odjeżdża autobus do Balcic.
I ruszał dalej. W autobusie byli już sami Polacy.
W Balcic, małym rybackim porcie, położonym wśród malowniczych wzgórz, major stał się bardziej rozmowny. Okazało się, że tutejsi policjanci zostali przekupieni, podobnie jak kapitan statku, który miał nadpłynąć lada godzina i mogli tu czuć się swobodnie. Statek jednak opóźniał się. Piloci zostali zakwaterowani po pięciu w lokalnych domach (co za wygoda po ostatnich przeżyciach) i mieli czekać, przy okazji rozpoznając często kolegów, którzy w cywilnych ciuchach stali się jakby inni.
Grecki statek SS St. Nicolas przybył do Balcziku 15 października 1939 roku i momentalnie jak spod ziemi pojawili się zarówno rumuńscy żandarmi, jak i polscy dowódcy. Podpułkownik pilot Stanisław Nazarkiewicz objął dowodzenie nad transportem i na odprawie zarządzonej przed zaokrętowaniem kolejny raz podkreślał, że Rumunii będą skrupulatnie przeglądać bagaże i jak znajdą coś wojskowego, cały transport może nie wyjść w morze. Andrzej spojrzał na swoją walizkę. Tak niewiele tam zostało, wojskowego... I wtedy spostrzegł, jak jeden z pilotów wyciąga z walizki ViSa i ciska pistolet do wody. Ktoś inny wyrzucał kordzik lotniczy, inny wziął swoją gapę i rzucił w morze z okrzykiem:
-Leć orzełku!
Czyli nie tylko Andrzej zachował jakieś pamiątki. Spojrzał raz jeszcze na żandarmów, którzy stanęli przy trapie i zaczęli dokładnie sprawdzać każdą walizkę... To była ostatnia bariera, ale ta wyglądała naprawdę groźnie... Chyba ci żandarmi bardzo liczyli na hojną łapówkę...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)