Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#31

Post autor: PL_CMDR Blue R » 15 lut 2026, 14:41

-Dokładnie o to chodzi, Andrzeju - powiedział "Święty" - Dla takich jak Sikorski Polska i wojsko jest ważne tylko wtedy gdy oni to zyskują. A Francja sypnie im Frankami i zaraz zrobią co im się karze. Ale ich to rozliczmy później, tu chodzi o nas, o pilotów. Aby ruszyli i kwatery i łóżka i samoloty. Dostaniemy możliwość walki z Niemcami, to niech sobie siedzą w tym Paryżu i słuchają Daladiera. Tylko o tą walkę nam chodzi. Wpadnij wieczorem do kantyny, to pogadamy.

I jakoś zupełnym przypadkiem Andrzej zaspał, ale oczywiście "Święty" następnego dnia streścił mu, że piloci są wściekli. Ulotka trafiła jak iskra na proch. Lotnicy młodszych szarż zaczynali wrzeć, nie słuchać poleceń starszych szarż. W Lyon-Bron groził bunt. Komendant bazy, pułkownik Stefan Pawlikowski dwoił się i troił, ale musiał ustąpić i delegacja lotników (kapitan Michowski, kapitan Kern i porucznik Jakubowski) wyjechała do Paryża, aby przedstawić Naczelnemu Wodzowi swoje uwagi do funkcjonowania bazy. I jakoś chyba "Święty" tego dnia skłócił się chyba z Ludwikiem.

I w takiej atmosferze, 20 grudnia 1939 roku, nadeszła pierwsza konkretna wiadomość. Ministerstwo Lotnictwa ustaliło, że we Francji powstaną 4 dywizjony myśliwskie i drugi dywizjon, na dowódcę którego wyznaczono bardzo dobrze znanego Andrzejowi majora Mieczysława Mümlera, byłego dowódcę Poznańskiego Dywizjonu Myśliwskiego. będzie dywizjonem w którym Andrzej wyląduje. Poznaniacy mieli wraz z personelem Krakowskiego Dywizjonu Lotniczego stworzyć wspólny dywizjon. Trochę oddaliło to ryzyko buntu.

Mijały jednak dni i pierwsza radość gdzieś minęła. Co prawda nadciągały wiadomości, że rozmowy się toczą i nawet pułkownik Pawlikowski brał osobiście udział w rozmowach (jego Legia Honorowa, którą dostał za walkę o Francję podczas poprzedniej wojny, robiła wrażenie na Francuzach i pokazywała, że Polska miała swój wkład w obronę Francji podczas Wielkiej Wojny), ale konkretów nie było, choć gdy pułkownik przyjechał na święta do Bron, był optymistycznie nastawiony i mówił, że "już lada dzień będą konkrety". I wreszcie, 29 grudnia, pojawił się konkret, gdy wieczorem ogłoszono zbiórkę, podczas której pułkownik Pawlikowski najpierw odczytał, a potem wywiesił rozkaz:
Lyon-Bron , dnia 29 grudnia 1939 r.
Komenda Polskiej Bazy Lotniczej

Lista pilotów zakwalifikowanych na kurs szkolenia myśliwskiego w Centre d'Instruction d'Aviation de Chasse w Montpellier:
1. Kpt. dypl. pil. Stefan Łaszkiewicz - dowódca grupy
2. Kpt. pil. Mieczysław Wiórkiewicz
3. Kpt. pil. Mieczysław Sulerzycki
4. Kpt. pil. Jan Pentz
5. Por. pil. Władysław Goethel
6. Por. pil. Kazimierz Bursztyn
7. Por. pil. Wacław Król
8. Por. pil. Józef Brzeziński
9. Ppor. pil. Bartosz Wiśniowski
10. Ppor. pil. Erwin Kawnik
11. Ppor. pil. Włodzimierz Karwowski
12. Ppor. pil. Andrzej Baran
13. Ppor. pil. Bolesław Rychlicki
14. Ppor. pil. Stanisław Chałupa
15. Ppor. pil. Stanisław Żwirko
16. Ppor. pil. Ludwig Gwarczyński
17. Sierż. pil. Leopold Flanek
18. Plut. pil. Antoni Beda
19. Kpr. pil. Eugeniusz Nowakiewicz
Jako tłumacz wyjedzie z grupą ppor. Feliks Piłsudski
Ww. piloci zgłoszą się do kancelarii sztabu po szczegółowe instrukcje.
-Stefan Pawlikowski -płk. pil.
-Życzę państwu spokojnych snów i jutro zapraszam rano do kancelarii. Rozejść się - rozkazał pułkownik zostawiając odzianych po cywilnemu pilotów samych z myślami.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#32

Post autor: PL_Andrev » 16 lut 2026, 9:34

- No jak jest rozkaz, to lada chwila zostaniemy przeniesieni na lotnisko! NAwet jak te szkolenie zajmie kilka tygodni, a nas nie puszczą na front no i tak się nie mogę doczekać aż się wzbiję w powietrze! - Andrzej z uciechy aż klasnął w dłonie budząc uśmiechy wśród kolegów, pewnie myślących podobnie.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#33

Post autor: PL_CMDR Blue R » 16 lut 2026, 19:07

Najwyraźniej to była bardzo bezsenna noc, czy z nerwów, czy właśnie z nadmiaru radości, bo wielu wyglądało rano jakby nie zmrużyło oczu. Gdy już wszyscy zebrali się, pułkownik pogratulował znalezienia się na pierwszej grupie myśliwców, udających się na przeszkolenie na nowoczesnych samolotach myśliwskich. Stwierdził, że władze zarówno polskie, jak i francuskie śledzić będą z uwagą postępy pilotażowej grupy, wiec wszyscy piloci muszą dać z siebie wszystko, aby nie zawieść zaufania, jakie powierzono pierwszej grupie. Pułkownik poinformował zebranych, że zaraz na początku roku ma być podpisana polsko-francuska umowa o organizacji Polskich Sił Zbrojnych na terenie Francji, co zakończy okres rozluźnienia dyscypliny wojskowej. Zebrani, jako, że stanowią pierwszą grupę, lada dzień dostaną nowe mundury, aby mogli wyjechać na szkolenie już jako żołnierze. Dodał jednak, że kolor mundurów będzie granatowy, a nie jak w Polsce stalowy, gdyż taki materiał jest używany w lotnictwie Francuskim i taki obecnie łatwiej jest zdobyć, ale stopnie będą polskie, a i o orzełkach na guzikach nie zapomniano. Dodał, że gdy krawcy przyjadą na ostatnie poprawki, zebrani zostaną wezwani. Następnie oddał głos kapitanowi Łaszkiewiczowi, który ogłosił, że celem przywrócenia dyscypliny od jutra zaczną się poranne apele oraz ponowne przećwiczenie musztry, aby w chwili wyjazdu zebrani mogli stanowić wzór dla całego wojska Polskiego.
I tak kończyła się odprawa, a pułkownik spojrzał po zebranych, czy ktoś ma jakieś pytania i czy coś nie jest jasne. Ale jakoś nikt nie kwapił się do pytania... A może wciąż myśleli o tym, jak niewyspani są....
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#34

Post autor: PL_Andrev » 17 lut 2026, 16:31

Andrzej nieśmiało podniósł rękę:
- Czy wiadomo na jakich samolotach będziemy się szkolić? Pytam pod kątem naszych doświadczeń ze spotkań z niemieckim lotnictwem.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#35

Post autor: PL_CMDR Blue R » 17 lut 2026, 17:36

Kapitan uśmiechnął się i powiedział:
-Na najlepszych z najlepszych. Gdy skończycie szkolenie macie być gotowi do latania na Moranach MS-406! Maszynach porównywalnych o ile nie lepszych do Messerschmittów z którymi walczyliśmy!
To obudziło trochę śpiochów, którzy zaczęli wiwatować.

=====
Ta sama chwila, Niemcy.
-Te stare Messerschmitty z którymi walczyliśmy z Polakami, to już na Francję się nam nie przydadzą. Ich silniki są za słabe, aby równać się z nowymi konstrukcjami. One przydadzą się do szkolenia pilotów.
=====

I tak radość dotrwała do Nowego Roku, a kilka dni później, gdy zaczynała słabnąć, znów wybuchła. 5 stycznia wezwano pilotów do ostatnich poprawek mundurów i płaszczy wojskowych. Krawcy przywieźli już prawie gotowe mundury i tylko robili jeszcze ostatnie poprawki. I pułkownik miał rację. Choć mundury były polskiego kroju, to różniły się kolorem. Niemniej guziki zgodnie z obietnicą miały orzełki, a i dystynkcje były polskie. Gdy Andrzej założył mundur, wreszcie znów poczuł się jak pilot.
Zaraz po umundurowaniu, udali się na odprawę, na którą przybył przyszły dowódca dywizjonu major Mieczysław Mümler, który do tej pory siedział w Paryżu. Odprawę zaczął od dobrych wieści ze stolicy Francji: Poprzedniego dnia podpisano umowę Polsko-Francuską o organizacji Wojska Polskiego we Francji i już wkrótce dostaną także uposażenie.
-Choć nasze lotnictwo pod względem operacyjnym i materiałowym będzie zależne od Francuzów, to zachowamy odrębność narodową i przysięgę będziecie składać nie Republice Francuskiej, a Rzeczypospolitej Polskiej. - podkreślił, po czym omawiając czekające pilotów szkolenie, dodał, że wyruszą do Montpellier już pojutrze.
W dalszym przedstawianiu sytuacji major powiedział, że żałuje, że nie może udać się z pilotami pierwszej grupy na kurs do Montpellier, ale musiał zająć się organizacją drugiej grupy, a także całego zaplecza dywizjonu, zarówno personelu i jak i sprzętu, a to wymagało sporo zachodu i uzgodnień z Francuzami, którymi miał się zająć. Major skończył swoją przemowę słowami:
-Mam nadzieję, że kurs szkoleniowy nie potrwa długo i szybko przyswoicie sobie nowe samoloty myśliwskie Moran MS-406. Są łatwe w pilotażu, a przy tym zwrotne i dobrze uzbrojone. Pokażcie się Francuzom z jak najlepszej strony i pamiętajcie. Cała brać lotnicza na was patrzy!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#36

Post autor: PL_Andrev » 18 lut 2026, 8:54

Andrzej wziął udział w radosnej wrzawie, ktora rozległa się zaraz po słowach dowódcy. Szkolenie, szkoleniem - pomyślał Andrzej. Tylko kiedy walka?
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#37

Post autor: PL_CMDR Blue R » 18 lut 2026, 13:44

7 stycznia 1940
Śnieg padał dużymi płatami na ulice Lyonu, gdy spieszyli się z walizkami na wieczorny pociąg. Jakby pogoda się uwzięła i właśnie wieczorem postanowiła być gorsza. Choć z drugiej strony biel śniegu rozjaśniała trochę zaciemnione ulice miasta. Odprowadziło ich kilku kolegów, którzy jeszcze musieli czekać na swoją kolej, licząc, ze za 2-3 tygodnie, to oni wyjadą tą samą trasą. Na dworcu po wymianie uścisków, wsiedli w pociąg pospieszny i odjechali.
Śnieg chyba spowalniał także pociąg i wydawało się, że jadą wolniej. Przejechali przez Valence, Nimes, docierając około pierwszej w nocy do Montpellier. To była podróż na 300 kilometrów, a jechali praktycznie bez zatrzymywania przez 6 godzin.
Choć pojechali na południe, pogoda nie ustępowała i miasteczko też było pokryte gęstym śniegiem. Na szczęście na ośnieżonym placyku przed dworcem czekał wojskowy autokar oraz adjutant (chorąży), który miał zaprowadzić pilotów do kwater. Gdy dojechali do garnizonu, okazało się, ze na Polaków czeka specjalnie przygotowana mała willa, pełna pokoi. Zupełnie jakby Francuzi aż nadto uwagi przywiązywali do wygody...

Następnego dnia stawili się przed obliczem commandante (majora) Alberta Japy'ego, który okazał się bardzo serdeczny i otwarty. Aż czuło się, że on traktuje polskich pilotów jako towarzyszy broni. Andrzej nie rozumiał jeszcze w pełni Francuskiego, ale podporucznik Piłsudski sprawnie tłumaczył wszystkie przemówienia. Major przedstawił również kapitana, który był dowódcą pierwszej eskadry szkoleniowej (druga szkoliła francuskich pilotów) oraz naświetlił jak będzie wyglądało szkolenie:

Pierwsze dwa dni mieli spędzić zapoznając się z bazą, rozmieszczeniem budynków, hangarów, stanowisk startowych, a także pobraniem wyposażenia lotniczego oraz książeczki lotów. Potem mieli przejść szkolenie teoretyczne, a potem mieli zacząć loty. I tych ostatnich Bartosz nie mógł się doczekać.
Z nowym wyposażeniem udali się do lekarza, który miał potwierdzać, że piloci są zdrowi... A któryś spróbowałby nie być! Potem wydano im kwestionariusze i skierowano do sali przypominającej salę wykładową. Był to typowy formularz dla wojskowej biurokracji. Feliks Piłsudski tłumaczył rubrykę, oni wpisali, tłumaczył następną, wpisywali... I nagle jakby tłumacz zawiesił się.
-A tu co mamy wpisać? - zapytał podporucznik Żwirko, budząc kolegę, który odpowiedział:
- To zależy - i znów zrobił dłuższą pauzę, jakby czekał na reakcję kolegi, który wydał się zaskoczony, po czym dodał - Zależy od tego który z nas chcesz by za Tobą tęsknił. To jest rubryka o tym kogo poinformować o śmierci - znów się zamyślił, jakby czekając, by wszyscy przetrawili te słowa i dodał - Mogła by się przydać gdyby te informacje były w stanie dotrzeć dalej niż do Naszego dowództwa.
Pytanie nie było bezpodstawne. W Polsce też je wypełniali. To było w końcu lotnictwo. Byli jak ptaki... ale powietrze to był też żywioł. Ile to wypadków skończyło przedwcześnie życie tak wielu ich, czasami nawet bardziej doświadczonych, kolegów? Nie spodziewali się, że im będzie to potrzebne... ale formularz nie był tylko dla nich, ale też dla tych, co dopiero od niedawna latali... Ale kogo naprawdę mogli wpisać? Swoje rodziny, które i tak nie dostaną wiadomości, bo przez Niemcy do okupowanej Polski listy nie dotrą? Teraz Andrzej też zrozumiał, dlaczego podporucznik Piłsudski się zamyślił... Każdy zostawił w kraju rodzinę, której losu nie znali...

Resztę dnia spędzili zapoznając się z rozkładem bazy, na co położono całkiem spory nacisk. Kilka razy szli w te same miejsca, aż wbiły się w pamięć. Potem w wolnym czasie siedzieli z kolegami, co lepiej znali Francuski i szlifowali ten język. I wiele zapowiadało, ze to język, a nie samo szkolenie, będzie największym wyzwaniem.

10 stycznia zaczęły się zajęcia teoretyczne prowadzone po francusku i tłumaczone znów przez podporucznika Piłsudskiego. Nie było to nic, czego by piloci nie znali. Aerodynamika, budowa silników i płatowców, meteorologia, nawigacja. A w zasadzie nauka Francuskiego na przykładzie tych tematów. Aż w głowie gotowało się od tych nowych słówek. Ale po zajęciach i krótkim odpoczynku spinali się i wracali do powtarzania. Czy na pewno dobrze zapisali słowa? Niektórzy pisali je fonetycznie i zdarzały się zabawne sytuacje, gdy nawet tłumacz nie był w stanie zgadnąć, co to było za słowo i musiał prosić, aby autor je przeczytał i starał się dojść co to było za słowo... Aż po chwili orientował się, że może zapytać po Polsku i po prostu raz jeszcze przetłumaczyć słowo. Widać było, że on też pracował teraz na 200%.

Wkrótce jedne zajęcia poprowadziły ich do hangaru, gdzie mieli poznać maszyny, na których będą latać. Na samym środku hangaru, niczym duma wystawy, stał Morane Saulnier MS-406. To był ten metalowy dolnopłat na którym mieli latać i też dlatego instruktor poświęcił mu więcej czasu. Ile tu było rzeczy, których nie miały "Jedenastki". Klapy do lądowania, chowane podwozie... No i te najważniejsze parametry, dla pilotów. Prędkość maksymalna 483 km/h... Ponad 100km/h szybciej, niż "Jedenastka". Oprócz karabinów na skrzydłach, w piaście śmigła schowane było jeszcze 20mm działko. Moc broni robiła wrażenie, tak samo jak moc rzędowego silnika Hispano-Suiza (860KM). I wtedy padło pytanie:
-A gdzie jest szkolna wersja myśliwca? Wiecie, taka z miejscem dla instruktora?
I tu padła negatywna odpowiedź. Nie było takiego samolotu. Piloci najpierw ćwiczyli na wolniejszych maszynach, a gdy byli gotowi, przechodzili na coraz lepsze, aż wreszcie czekał ich egzamin na MS-406.
-Ile samolotów muszą przejść przed możliwością lotu na MS-406? - zapytano - Trzy - padła odpowiedź po chwili zastanowienia
-A czy utracono jakieś MS-406 z pilotem podczas szkolenia? - zapytał ktoś inny. Instruktor nawet nie zastanowił się, tylko odpowiedział krótko: "Tak".
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#38

Post autor: PL_Andrev » 20 lut 2026, 16:38

- Czy w ramach szkolenia zaliczona zostanie 11-stka jako samolot podstawowy? Brz obrazy, ale nikt z nas nie jest żółtodziobem, w końcu mamy za sobą nawet nie loty szkoleniowe, ale loty bojowe.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#39

Post autor: PL_CMDR Blue R » 20 lut 2026, 17:14

Odpowiedź nie byłą zbyt satysfakcjonująca:
-"Więc poradzimy sobie z pierwszymi maszynami szybko w takim razie" - przetłumaczył Feliks. Wyglądało, że w tej kwestii Francuzi są zbyt sztywni i przywiązani do własnych metod.
I wtedy padło pytanie, które zostało zupełnie niezrozumiane przez instruktora:
-A co się robi, gdy zatnie się karabin?
Instruktor wzruszył ramionami i odpowiedział:
-Wtedy się nie strzela z karabinu.
Podporucznik Piłsudski sam zaczął tłumaczyć coś instruktorowi. Coś mówił o naprawie? Instruktor tylko przekręcił głową.Feliks powiedział:
-Jak zatnie się w locie, dopiero na ziemi można naprawić.
Jednak karabiny w kabinie PZL P-11 miały swoją zaletę i dlatego zawsze w kabinie (o ile nie wypadł podczas manewrów) trzeba było mieć młotek.

Następnie przeszli dookoła oglądając inne maszyny, w tym szkoleniowe. W zasadzie jedynym innym współczesnym myśliwcem, był dwusilnikowy Potez 631. Instruktor nie poświęcił mu za wiele uwagi, mówiąc tylko:
- Są wolniejsze i mniej zwrotne niż MS-406, mają dużo większy zasięg i mocną siłę ognia. Dywizjonu używa marynarka wojenna właśnie ze względu na duży zasięg.
Potem obeszli dookoła maszyny treningowe. Każda z nich była szybsza od poprzedniej, a gdy doszli do Dewoitine D501 instruktor zaczął wymieniać parametry samolotu. Zwrotny, prędkość 400km/h, karabiny na skrzydłach i działko w silniku. Samolot ten brzmiał jak dobry następca dla PZL P.11c... ale ten tu, był już wycofany z linii, bo jest za słaby. Czymże więc oni walczyli z Niemcami?

Popołudnia spędzali wraz z francuskimi instruktorami i właśnie podczas rozmów z nimi wyszło, że oni nie zdawali sobie sprawy, jak słabe było polskie lotnictwo i stąd byli zaskoczeni, że tak szybko przegrali. Im bardziej poznawali realia Września, tym większy podziw wzbudzał każdy sukces polskiego pilota w walce z Luftwaffe. Feliks nawet już im zapowiedział, że jak na drugi kurs przybędzie plutonowy Kremski, najskuteczniejszy (w walce z myśliwcami) pilot Krakowskiej Eskadry, to zobaczą sami na własne oczy takiego asa. W rozmowach wychodziło też, że uważali, ze Niemcy walczą honorowo i respektują konwencje międzynarodowe i równie zaskoczeni byli o opowieściach o barbarzyństwie Niemców. A przecież oni też żyli obok nich. Czy ta odległość, która dzieliła Polskę i Francję powodowała, że żyli w dwóch światach? Na dodatek we Francji wojna nie cieszyła się poparciem społeczeństwa, uważana za błąd polityków. Francuskich cywilów denerwowało wprowadzane zaciemnianie, noszenie masek przeciwgazowych, budowanie schronów oraz wszelkie próbne alarmy. Ale gdy tylko rozmowa schodziła na "to co dalej z Polską", Francuzi uśmiechali się i uspokajali, ze wszystko będzie w porządku. Niemcy będą walić głową w mur Linii Maginota, Francja i Wielka Brytania ich zaduszą gospodarczo, a że rząd Francuski i Brytyjski dały gwarancje Polsce, to wywiążą się z nich i zapewne jeszcze w tym roku wszyscy wrócą do domów. Teraz wojna to była już nie tylko sprawa Polska i Francja nie opuści swojego sojusznika.

Tak samo w radio, premier Daladier wygłosił przemówienie w którym podkreślał, że Anglia i Francja nie czują obaw jeżeli idzie o przyszłość i są pewni zwycięstwa. Wspomniał też, że na granicy to młodzi francuscy żołnierze przeciwstawiają się przemocy Niemieckiej, zmuszając ich do działania według francuskich reguł. Skończył swoje przemówienie dodając: "Dobrze, że Francja jest opanowana: Jest rzeczą słuszną i sprawiedliwą, że ma absolutne zaufanie do swego losu.". Potem w radio podano również, że choć na granicy utrzymywany jest stan Quivive (podwyższonej gotowości bojowej), to poczucie bezpieczeństwa wzrasta, co uwidacznia się min. normalizacji życia nocnego w Paryżu. W radio wyglądało, że wojna obecnie toczy się tylko między ZSRR i Finlandią, gdzie na 30 stopniowym mrozie, trwały zacięte walki. Tymczasem we Francji zaczęło się ocieplać...

20 stycznia 1940, Sobota
Gdy tylko szkolenie teoretyczne było ukończone, pogoda poprawiła się na tyle, że zdecydowano, że tego dnia Polscy piloci po raz pierwszy od dłuższego czasu polecą. Podstawiono autokar, którym udali się na lotnisko. Pogoda byłą dość dobra, rzadkie chmury, widoczność doskonała. Na dodatek było bezwietrznie i wydawało się nawet cieplej, niż było. Niemniej Francuzi "dotrzymali słowa". Na Polaków czekały nie nowoczesne samoloty, a treningowe Morany MS-230. To jakby kazali im latać na RWD z instruktorem za plecami!

Wkrótce przybył commandantJapy i wygłosił krótkie, serdeczne przemówienie, podkreślając, że ma nadzieję, że szkolenie nie sprawi kłopotów i życzył szybkich sukcesów. Następnie pilotów podzielono na grupy i każda z innym instruktorem wspinała się w powietrze. Andrzej miał lecieć jako czwarty, a adjutant (chorąży) Jakośtamuje[st] miał go asystować. Andrzej spojrzał na instruktora i zastanowił się. Kto ma więcej godzin w powietrzu? Wtedy też wrócił pierwszy pilot i jego instruktor powiedział krótkie "wyśmienity wynik. Może latać na lepszej". Andrzej spojrzał na niebo, czy nie zaczęło się chmurzyć (bo inaczej jak mogłoby grzmieć?. A tu nic, tylko pytać stwórcy, dlaczego nie grzmi na widok tego, co się dzieje?), ale dalej w powietrzu było tylko kilka chmurek.
Feliks podszedł do Andrzeja i wytłumaczył na czym polegało ćwiczenie. Start, krąg w pobliżu lotniska, lądowanie. Jeszcze tylko brakowało, aby sprawdzali, czy Andrzej potrafi czytać i pisać. Gdy trzeci samolot wbił się w powietrze, Andrzej zajął miejsce w kabinie. Jak mus, to mus. Poczekał na sygnał chorągiewką (MS-230 nie miał radia), uruchomił silnik, wyjechał na pas i rozpędził samolot. Wiatr zaczął uderzać w twarz Andrzeja i wtedy złość jakby zaczęła uciekać... Tak mu tego brakowało. Koła coraz słabiej dotykały pasa... Andrzej pociągnął drążek... I znów był ptakiem. Lekkim, walczącym z powietrzem, ptakiem. Od Września brakowało mu tego uczucia... Znów leciał...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#40

Post autor: PL_Andrev » 22 lut 2026, 20:27

Spokojnie, byle nie zawalić zadania. Żasnego kozaczenia! Andrzej szybko wyczuł samolot. Krąg, podwozie i lądowanie.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#41

Post autor: PL_CMDR Blue R » 22 lut 2026, 21:30

Andrzej sprawnie zatoczył krąg, równo wylądował, ale chorąży powiedział tylko "Bardzo dobrze. Następny jest...". Andrzej czuł się tym przez chwilę oburzony, do czasu, jak usłyszał, że każdy dostawał taką samą ocenę. Widać to była taka formułka instruktora.

Po lotach na MS-230, zabrano ich na loty na MS-231, który miał mocniejszy silnik i hamulce, a także radiostację. W drugim locie, w którym już nie wykonywali poleceń, a było to oddalenie od lotniska, 30 minut lotu własnego i lądowanie, Andrzej czuł, że instruktor nawet nie szykuje się do przejęcia sterów, tylko podziwia widoki, jak pasażer. Choć potem powiedział "Bardzo dobrze. Następny jest..", Andrzej samo to, że instruktor nie próbował go asekurować odebrał jako dobry znak.
No i wreszcie na odprawie kończącej dzień szkolenia, przedstawiono opinię francuskich instruktorów. Uważali, że Polacy sami by mogli szkolić pilotów i plan szkoleniowy będzie na pewno wykonany raz-dwa, gdyż nie trzeba będzie powtarzać lotów i tylko polscy piloci muszą wyczuć nowe maszyny, co robili wyjątkowo szybko.

Następne dni mijały na kolejnych lotach, podczas których uczono się prawidłowego prowadzenia rozmów przez radio, oczywiście po Francusku. O ile ze sobą dogadywali się bez problemów, to jednak Francuzi nie byli zachwyceni francuskim w wykonaniu Polaków. Nagle wyszło, że to będzie jedyna część wymagająca większego wysiłku. Wymagało to od pilotów, aby poza zajęciami na radio, także ćwiczyli te rozmowy i powoli polscy piloci osiągali wystarczający poziom.

25 stycznia zabrano ich na loty Dewoitine 501, którymi latali już bez instruktora w samolocie. I gdy wszyscy byli gotowi do przesiadki na MS-406, pogorszyła się pogoda. Z zachodu wiał wiatr, przynosząc ciężkie, deszczowe chmury. Francuzi byli nieubłagani. Na pierwszych lotach na nowym samolocie zaleca się ostrożność i pogoda musi być dobra. Ale nie marnowano czasu. Szkolono się z oprzyrządowania Moranów, teoretycznych sposobach startu i lądowania, dalej ćwiczono rozmowy radiowe, a na dodatek dostali zajęcia z francuskich sposobów nawigacji.

Wreszcie na początku lutego pogoda poprawiła się, a ciepły wiatr z południa rozwiewał ponure miny. Trzeciego lutego, po śniadaniu, ogłoszono, że pod kasyno podjeżdża autobus, który zabierze Polaków na kolejne loty. Gdy dojechali na lotnisko, na betonowej płycie lotniska stały już nie D-501, a ustawione w rzędzie Morane MS-406, przy których kręcili się mechanicy. Commandant Japy na zbiórce ogłosił, że widząc szybkie postępy, zmienił program i od dziś zaczyna się ta najważniejsza część szkolenia. Loty na najlepszych samolotach myśliwskich.

Tego dnia po raz pierwszy Feliks Piłsudski nie był potrzebny do tłumaczenia. Nawet instruktorzy byli pod wrażeniem jak Polacy szybko załapali obcy dla nich język. Dowódcy eskadr w towarzystwie kapitana Łaszkiewicza zasiedli przy postawionym przy pasie startowym stanowisku radia z którego kontrolowano kolejne loty. Pierwszy poleciał podporucznik Żwirko. Wzniósł się, zatoczył szerokie koła wokół lotniska i wylądował. Gdy wysiadł z samolotu wydawał się wniebowzięty. Czyżby MS-406 był aż tak dobry? Każdy kolejny, który lądował był zachwycony. Jako trzeci wystartował porucznik Wiśniowski z Poznańskiego dywizjonu. Jak wszyscy inni ruszył, wystartował... i tak leciał i leciał, a pod skrzydłami wciąż było widać cienkie nóżki podwozia.
-Czy on zapomniał schować podwozie?
Dopiero gdy samolot był bardzo wysoko, obserwujący przez lornetkę instruktor powiedział:
-Trochę późno schował podwozie.
"Trochę". Porucznik leciał z tym podwoziem dobrych kilka minut. Andrzej pomyślał, że jakby on leciał wcześniej i on mógłby zapomnieć o podwoziu. Przecież on ma tyle godzin wylatanych, a nigdy jeszcze nie musiał chować podwozia.

Gdy Andrzej czekał na swoją kolej, przypomniał sobie, co mówili Francuzi o startach i lądowaniach. Po starcie, na wysokości 50 metrów schować podwozie, potem ustawić klapy do lotu i wykonać lot. Teraz tylko tego nie zapomnieć.
Wreszcie nadeszła kolej na Andrzeja. Zajął miejsce w kabinie, czekał na pozwolenie na radio, a po uzyskaniu zgody zajął miejsce na pasie i wystartował. Maszyna przyspieszała znacznie lepiej od "jedenastki", a pociągając drążek równie sprawnie jak polski samolot oderwała się od pasa. Pilnując wysokości Andrzej schował podwozie. Odgłosy, które dochodziły spod samolotu wywołały pewien niepokój, ale zaraz potem coś stuknęło i zapaliła się czerwona kontrolka schowanego podwozia. Wszedł na odpowiednią wysokość i zaczął zataczać krąg... Maszyna prowadziła się bardzo gładko. Och, ile by było sukcesów, jakby tak prowadzące się maszyny, mające takie parametry, mogły latać nad Wrześniowym niebem... Andrzej czuł, że jak wróci, pewnie będzie tak samo uśmiechnięty, jak wszyscy, którzy kończyli pierwszy lot na tej maszynie...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#42

Post autor: PL_Andrev » 24 lut 2026, 14:59

- Coś pięknego - Andrzej już rozumiał zachwyt kolegów. Znowu można latać, czuć się wolnym, a jednocześnie czuć siłę nowej maszyny.
Po powrocie, zaraz jak wyszedł z kabiny rzucił - To co, kiedy walki pozoracyjne? Nie możemy wyjść z wprawy, prawda?
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#43

Post autor: PL_CMDR Blue R » 24 lut 2026, 17:56

Instruktor zupełnie na poważnie spojrzał w kartkę i powiedział:
-W tym tempie... tak w drugiej dekadzie lutego.
Normalnie, służbista, jakby z Niemiec urwany. Z jednej strony Francuzi zachwalali Polaków, ale z drugiej kolejno i skwapliwie odhaczali elementy szkolenia. Andrzej poprosił o listę szkolenia i gdy ją dostał, skrzywił się. Oczywiście. Nawet pętlę i beczkę musiał na Moranie zaliczyć! Co z tego, ze dostawali wyśmienite oceny? Andrzej zapytał, czy można te wszystkie manewry zaliczyć w 1 locie, ale usłyszał krótkie "Nie. Wtedy spędzicie za mało godzin w powietrzu". Nie chcąc się więcej denerwować, Andrzej stanął z boku i oglądał jak kolejno latali koledzy, planując wieczorem porozmawiać z dowódcą o tym, jak szkolenie jest irytujące...

Gdy jako ostatni poleciał sierżant Flanek, jego lot zapisał się w historii szkolenia dużymi literami... i były spory, czy pochlebnymi, czy nie. Początek lotu był taki jak u wszystkich, ale gdy kończąc krąg Flanek pojawił się nad lotniskiem, zamiast podejścia do lądowania, zanurkował w stronę zgrupowanych kolegów, jakby chciał ich ostrzelać, po czym na wysokości około 30-50 metrów odbił gwałtownie do góry. Zaraz potem zebrani mogli oglądać pętle, beczki, zwroty, Immelmany. Po prostu pełen zestaw pokazowy. I dopiero, gdy skończył swoją "solówkę", udał się na kolejny krąg i podszedł do lądowania. Instruktor najpierw wydawał się przerażony, ale potem z zachwytem patrzył na to, co wyprawia Flanek, a koledzy z Krakowa wspominali, że sierżant przed wojną wygrywał międzypułkowe konkursy akrobatyczne, jeszcze bardziej wprawiając w zachwyt instruktora. Andrzej zbliżył się do instruktora zaciekawiony, czy jednak ten służbista zaliczy Flankowi kolejne manewry, ale musiał poczekać na lądowanie. Gdy Flanek wylądował, podkołował na miejsce postojowe i roześmiany, jakby właśnie udało mu się wygrać zawody podszedł do grupy kolegów, którzy składali mu gratulacje.
-Sierżancie Flanek! Co to za brak dyscypliny?! - krzyk przepychającego się przez kordon kapitana Łaszkiewicza zwrócił uwagę wszystkich na dowódcę, czerwonego na twarzy jak pomidor i gniewnego jak burzowe niebo. - Dostaliście pozwolenie na lądowanie i to co mieliście zrobić to wylądować. To nie jest wasz prywatny samolot, a Francuski i jakbyście stracili panowanie, to nie tylko wy, ale całe polskie lotnictwo by oberwało! Jako piloci pierwszego kursu macie świecić przykładem, a nie pokazywać, że Polskie Lotnictwo to banda niezdyscyplinowanych, choć bardzo utalentowanych pilotów. Kopnął bym was w dupę, ale nie mogę. Francuzi są zachwyceni. - po czym wyciągnął rękę do Flanka i powiedział - Wspaniałe akrobacje. Na Moranach osiągnięcie wiele sukcesów, jestem tego pewny. Niemcy mogą już się zacząć bać na samą myśl o waszym powrocie na front. Tak trzymać!
Wściekłość na twarzy kapitana rozpłynęła się, zastąpiona przez serdeczny uśmiech. Kolory też szybko wróciły do normalności i gdy wyglądało, że sytuacja rozchodzi się po kościach, kapitan spoważniał i dodał:
-Ale jak ktoś następny złamie dyscyplinę, bo uzna, że pokaże jak utalentowany jest, to dostanie ode mnie kopa w dupę przy wszystkich! Reprezentujemy Polskie Lotnictwo. Umiejętności pokazujecie idealnie, więc jeszcze pokażcie, że jesteśmy też zdyscyplinowani.
I wtedy odezwali się "obrońcy" Flanka. Nawet skrytykowano kapitana, za to, że przywołał Flanka do dyscypliny, zamiast stawiać go za wzór... pokazując tym samym właśnie ów brak dyscypliny. Sytuacja nie była zbyt miła. Niektórzy stanęli po stronie kapitana, inni po stronie "obrońców". I choć padło polecenie, że zaczynamy dalsze loty, a z "obrońcami" kapitan porozmawia później, sytuacja zrobiła się napięta... A Andrzej przegapił sprawdzenie, ile manewrów instruktor odhaczył Flankowi...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1475
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#44

Post autor: PL_Andrev » 25 lut 2026, 11:15

- Panowie, spokojnie - Andrzej spróbował załagodzić sytuację - oni mają swój system szkolenia a my mamy doświadczenie bojowe. My wiemy że umiemy latać, oni też to wiedzą, ale być może to formaliści. Niestety nie jesteśmy pod polskim niebem i na polskich maszynach. Jesteśmy uzależnieni od nich i musimy tak tańczyć jak nam zagrają. Wolę zacinąć zęby niż czekać na przydział nie wiadomo gdzie i kiedy.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6869
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#45

Post autor: PL_CMDR Blue R » 25 lut 2026, 19:45

Wieczorem, gdy wrócili do bazy, kapitan poprosił Andrzeja do siebie i powiedział:
-Chciałem wam podziękować za pomoc w ogarnięciu tej sytuacji. Innych też złapię, aby im podziękować. Mnie też to denerwuje, co musimy tu robić, ale właśnie jak mówicie. Francuzi to formaliści - powiedział nie znając jeszcze za dobrze Anglików - Teraz musimy zacisnąć zęby, ale potem pokażemy te zęby, że z Niemców nie będzie co zbierać.
A jak się okazało, zaciskać zębów nie musieli, choć jeszcze trochę zgrzytania nimi było.

5 luty 1940, Montpellier
Po locie, czekający na lotnisku instruktor, odhaczył pozycję na liście i powiedział:
-Wszystkie podstawowe manewry zaliczone, poruczniku. Możemy zacząć drugą listę. - wspomniał o liście zawierającej loty w szyku, walka powietrzna oraz strzelanie do celów lądowych i powietrznych. Według Andrzeja mogli tą listę zrobić już na początku, ale to była pewna ulga, że zbliżają się do końca. Gdy Andrzej czekał na kolegów, kolejni piloci, którzy kończyli lot, wspominali, że instruktorzy chcą przekazać majorowi, że Polaków już nic nie nauczą i chcą zaproponować, aby piloci dokończyli szkolenie sami. I jak się okazało, nie były to słowa rzucane na wiatr, ale poszły za nimi informacje do góry.

6 lutego na zbiórce porannej kapitan Łaszkiewicz powiedział:
-Panowie. Francuscy instruktorzy uznali, że nic więcej nas nie nauczą, bo dobrze nas w Polsce wyszkolili. Nawet pytali, czy my ich czegoś możemy nauczyć. Spisaliście się na medal. Dziś rano major Japy powiedział, że skontaktuje się z naszym dowództwem w Lyonie, abyśmy szkolenie z manewrów w szyku i strzelania mogli już odbyć sami, w naszej bazie, a tu zaproszą drugą grupę na równie przyspieszony kurs. Panowie! Gratulacje!
Rozległy się owacje, po których kapitan dodał:
-Major czeka tylko na zgodę od pułkownika Pawlikowskiego, czy on również się zgadza, a jak znam pułkownika, to nie będzie kazał was trzymać w szkole. Asów w szkołach się nie trzyma. Tak więc jak tylko pułkownik wyśle telegram, że się zgadza, wracamy do Bron już nie jako piloci do szkolenia, ale jako piloci, którzy tylko muszą doszlifować swoje wysokie umiejętności! A wtedy w marcu będziemy w gotowości do wysłania na front!

Jeszcze przed obiadem przybył tak oczekiwany telegram. Zanim udali się do kantyny na obiad, kapitan rozkazał zatrzymać się nieopodal, czekając na majora. Commandant Japy oraz instruktorzy zjawili się po chwili i stanęli naprzeciwko polskich pilotów. Francuski komendant wyszedł do przodu i powiedział:
-Polscy piloci! To nasz ostatni dzień razem. Przed godziną otrzymałem telegram z Bron. Wasze szkolenie w Montpellier jest ukończone!
Choć już o tym wspomniano rano, teraz radość była nawet większa. Komendant szkoły musiał co chwila przerywać swoje małe przemówienie, podczas którego dodał, że to był zaszczyt, że mogli poznać tak wspaniałych pilotów i pomóc im szybko wdrożyć się we francuski system lotnictwa myśliwskiego oraz podkreślił, że zawsze będą wspominać ten czas, gdy tacy wspaniali piloci tu gościli.
-Wieczorem urządzimy przyjęcie, aby uczcić te wspaniałe tygodnie. A teraz, panowie piloci! Do stołów! - powiedział gestem zachęcając do wejścia do kantyny.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ