Odpowiedź nie byłą zbyt satysfakcjonująca:
-"Więc poradzimy sobie z pierwszymi maszynami szybko w takim razie" - przetłumaczył Feliks. Wyglądało, że w tej kwestii Francuzi są zbyt sztywni i przywiązani do własnych metod.
I wtedy padło pytanie, które zostało zupełnie niezrozumiane przez instruktora:
-A co się robi, gdy zatnie się karabin?
Instruktor wzruszył ramionami i odpowiedział:
-Wtedy się nie strzela z karabinu.
Podporucznik Piłsudski sam zaczął tłumaczyć coś instruktorowi. Coś mówił o naprawie? Instruktor tylko przekręcił głową.Feliks powiedział:
-Jak zatnie się w locie, dopiero na ziemi można naprawić.
Jednak karabiny w kabinie PZL P-11 miały swoją zaletę i dlatego zawsze w kabinie (o ile nie wypadł podczas manewrów) trzeba było mieć młotek.
Następnie przeszli dookoła oglądając inne maszyny, w tym szkoleniowe. W zasadzie jedynym innym współczesnym myśliwcem, był dwusilnikowy Potez 631. Instruktor nie poświęcił mu za wiele uwagi, mówiąc tylko:
- Są wolniejsze i mniej zwrotne niż MS-406, mają dużo większy zasięg i mocną siłę ognia. Dywizjonu używa marynarka wojenna właśnie ze względu na duży zasięg.
Potem obeszli dookoła maszyny treningowe. Każda z nich była szybsza od poprzedniej, a gdy doszli do
Dewoitine D501 instruktor zaczął wymieniać parametry samolotu. Zwrotny, prędkość 400km/h, karabiny na skrzydłach i działko w silniku. Samolot ten brzmiał jak dobry następca dla PZL P.11c... ale ten tu, był już wycofany z linii, bo jest za słaby. Czymże więc oni walczyli z Niemcami?
Popołudnia spędzali wraz z francuskimi instruktorami i właśnie podczas rozmów z nimi wyszło, że oni nie zdawali sobie sprawy, jak słabe było polskie lotnictwo i stąd byli zaskoczeni, że tak szybko przegrali. Im bardziej poznawali realia Września, tym większy podziw wzbudzał każdy sukces polskiego pilota w walce z Luftwaffe. Feliks nawet już im zapowiedział, że jak na drugi kurs przybędzie plutonowy Kremski, najskuteczniejszy (w walce z myśliwcami) pilot Krakowskiej Eskadry, to zobaczą sami na własne oczy takiego asa. W rozmowach wychodziło też, że uważali, ze Niemcy walczą honorowo i respektują konwencje międzynarodowe i równie zaskoczeni byli o opowieściach o barbarzyństwie Niemców. A przecież oni też żyli obok nich. Czy ta odległość, która dzieliła Polskę i Francję powodowała, że żyli w dwóch światach? Na dodatek we Francji wojna nie cieszyła się poparciem społeczeństwa, uważana za błąd polityków. Francuskich cywilów denerwowało wprowadzane zaciemnianie, noszenie masek przeciwgazowych, budowanie schronów oraz wszelkie próbne alarmy. Ale gdy tylko rozmowa schodziła na "to co dalej z Polską", Francuzi uśmiechali się i uspokajali, ze wszystko będzie w porządku. Niemcy będą walić głową w mur Linii Maginota, Francja i Wielka Brytania ich zaduszą gospodarczo, a że rząd Francuski i Brytyjski dały gwarancje Polsce, to wywiążą się z nich i zapewne jeszcze w tym roku wszyscy wrócą do domów. Teraz wojna to była już nie tylko sprawa Polska i Francja nie opuści swojego sojusznika.
Tak samo w radio, premier Daladier wygłosił przemówienie w którym podkreślał, że Anglia i Francja nie czują obaw jeżeli idzie o przyszłość i są pewni zwycięstwa. Wspomniał też, że na granicy to młodzi francuscy żołnierze przeciwstawiają się przemocy Niemieckiej, zmuszając ich do działania według francuskich reguł. Skończył swoje przemówienie dodając: "Dobrze, że Francja jest opanowana: Jest rzeczą słuszną i sprawiedliwą, że ma absolutne zaufanie do swego losu.". Potem w radio podano również, że choć na granicy utrzymywany jest stan
Quivive (podwyższonej gotowości bojowej), to poczucie bezpieczeństwa wzrasta, co uwidacznia się min. normalizacji życia nocnego w Paryżu. W radio wyglądało, że wojna obecnie toczy się tylko między ZSRR i Finlandią, gdzie na 30 stopniowym mrozie, trwały zacięte walki. Tymczasem we Francji zaczęło się ocieplać...
20 stycznia 1940, Sobota
Gdy tylko szkolenie teoretyczne było ukończone, pogoda poprawiła się na tyle, że zdecydowano, że tego dnia Polscy piloci po raz pierwszy od dłuższego czasu polecą. Podstawiono autokar, którym udali się na lotnisko. Pogoda byłą dość dobra, rzadkie chmury, widoczność doskonała. Na dodatek było bezwietrznie i wydawało się nawet cieplej, niż było. Niemniej Francuzi "dotrzymali słowa". Na Polaków czekały nie nowoczesne samoloty, a treningowe
Morany MS-230. To jakby kazali im latać na RWD z instruktorem za plecami!
Wkrótce przybył
commandantJapy i wygłosił krótkie, serdeczne przemówienie, podkreślając, że ma nadzieję, że szkolenie nie sprawi kłopotów i życzył szybkich sukcesów. Następnie pilotów podzielono na grupy i każda z innym instruktorem wspinała się w powietrze. Andrzej miał lecieć jako czwarty, a
adjutant (chorąży) Jakośtamuje[st] miał go asystować. Andrzej spojrzał na instruktora i zastanowił się. Kto ma więcej godzin w powietrzu? Wtedy też wrócił pierwszy pilot i jego instruktor powiedział krótkie "wyśmienity wynik. Może latać na lepszej". Andrzej spojrzał na niebo, czy nie zaczęło się chmurzyć (bo inaczej jak mogłoby grzmieć?. A tu nic, tylko pytać stwórcy, dlaczego nie grzmi na widok tego, co się dzieje?), ale dalej w powietrzu było tylko kilka chmurek.
Feliks podszedł do Andrzeja i wytłumaczył na czym polegało ćwiczenie. Start, krąg w pobliżu lotniska, lądowanie. Jeszcze tylko brakowało, aby sprawdzali, czy Andrzej potrafi czytać i pisać. Gdy trzeci samolot wbił się w powietrze, Andrzej zajął miejsce w kabinie. Jak mus, to mus. Poczekał na sygnał chorągiewką (MS-230 nie miał radia), uruchomił silnik, wyjechał na pas i rozpędził samolot. Wiatr zaczął uderzać w twarz Andrzeja i wtedy złość jakby zaczęła uciekać... Tak mu tego brakowało. Koła coraz słabiej dotykały pasa... Andrzej pociągnął drążek... I znów był ptakiem. Lekkim, walczącym z powietrzem, ptakiem. Od Września brakowało mu tego uczucia... Znów leciał...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)