Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6749
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#1

Post autor: PL_CMDR Blue R » 31 sty 2026, 16:09

Obrazek


27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:15
"Żwirek" stał w dwuszeregu, gdy Ludwik przechodził przed nimi, sprawdzając kompletność mundurów. Rozkaz był jasny. Na wizytę wodza tylko którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Że brakowało mundurów, to był aż wstyd. On i piloci, którzy dziś mieli odlatywać na front mieli pełne umundurowanie. O to zadbano. Ale nie wszyscy. Kilku pilotów z dawnej krakowskiej eskadry musiało zostać i nie pokazywać się. Na placu z ex-121-szej eskadry stał on, Andrzej, którego spotkali w Rumunii, "Święty", który stał z miną, jakby tu był za karę, Piłsudski, który dotarł do nich jako ostatni oraz sierżant Flanek. No i oczywiście dokonujący ostatniej inspekcji Ludwik. Inni musieli pozostać "w ukryciu" przed wzrokiem naczelnego wodza. Spośród zebranych pilotów ze 121-szej, wszyscy, poza "Świętym" mieli odlatywać na front zaraz po uroczystości.

Front.

Ile to miesięcy minęło, odkąd Żwirko latał bojowo. Tak, osłona transportu paliwa we wrześniu, a potem przyszedł rozkaz rozwiązania eskadry... Niby tylko pół roku, a wydawało się to wiecznością. Odkąd 17 września 1939 roku przekroczyli granicę Rumunii, Żwirko trzymaj się nadziei. Najpierw spodziewał się nowych myśliwców w Konstancy. Wsiąść we "francuza" i z powrotem do walki. Rumunii zorganizowali im jako tako drogę i ta cały czas prowadziła na południe. Problemem stało jednak wyżywienie, a w zasadzie jego brak, jak i brak pieniędzy na zakup, gdyż Polskie Złote straciły z upadkiem państwa wartość do wartości papieru na którym były wydrukowane. Gdyby nie miłosierdzie niektórych Rumuńskich rodzin, to chyba by padli z głodu w tej drodze.

Po kilku dniach marszu zaświtała nadzieja. Dalej mieli jechać pociągiem. Nareszcie, jakaś organizacja! Ale znów okazało się, że Rumunii do końca nie wiedzą, co się dzieje. Po dwóch dniach i zebraniu sporego tłumu, który ciężko było wyżywić, żandarmi wysłali pilotów dalej piechotą. Do grupy krakowskiej dołączyli piloci z Lwowa, Poznania, a nawet Warszawy. Wszyscy, którzy stracili kontakt z jednostkami, gdy rzut powietrzny odleciał do Rumunii i też trzymali się kierunku na Konstancę. Szli piechotą przez kraj tonący w błocie. Mijali nędzne pola, nie zebrane łany kukurydzy, gliniane chaty... Zupełnie jakby Rumunii chcieli pokazać im biedniejszą część kraju. Ale im biedniejszy był kraj, tym ludzie jakby bardziej troskliwi o porzuconych żołnierzy. Częstowali idących na południe pilotów, pozwalając im poczuć się wreszcie jak przyjaciele, a nie intruzi. I wreszcie na jednej ze stacji dostali wiadomość, że czeka na nich pociąg. I tym razem on naprawdę czekał. Co prawda były to lory na węgiel (nawet do końca nie opóźnione), ale były.

Pociąg zabrał ich do Tulczy, miasteczka zamieszkanego głównie przez Bułgarów, sprawiającego wrażenie jeszcze biedniejszego, niż te wioski, które mijali po drodze. Biedne wsie Rzeczypospolitej wyglądały przy nich jak bogate pałace. Mostki były zawalone, płoty z trzciny stały pogniłe, jak zęby żebraka, okna pozbawione były szyb i tylko szerokością drzwi można było określić, czy za drzwiami jest pomieszczenie do zamieszkania, czy chlew.

Stąd skierowano ich na południe, jak powiedziano "do obozu". Obóz. Tak... jak wioska Rumuńska wyglądała biednie wobec wioski Polskiej, tak "obóz" Rumuński wyglądał przy obozie harcerskim w Polsce. Po prostu miejsce po wycince, gdzie piloci, którzy przybyli tu wcześniej starali się coś zorganizować. Najstarszy stopniem był kapitan Stefan Łaszkiewicz z Brygady Pościgowej, który powitał przybyłych pilotów:
-No, Wacek - zwrócił się do porucznika Króla - Czyli jednak do nas dotarłeś. Co prawda nie tak jak się spodziewałem, ale... Mam nadzieję, że macie dobrych cieśli ze sobą, bo to, co nam tutaj przygotowali woła o pomstę do nieba. Jakby nie miejscowi, to byśmy chyba z głodu pomarli... Kogo tam przyprowadziłeś?
Wacław zaczął przedstawiać eskadry, a gdy przedstawił Ludwika, kapitan Łaszkiewicz powiedział:
-A, słyszałem, słyszałem. Jedna z niewielu eskadr, gdzie każdy pilot zestrzelił szkopa. Któryś z was nawet asem został, tak?
"Święty" burknął pod nosem:
-Chyba ty...
Żwirek tymczasem patrzył na miejsce do którego dotarli. Przecież w tych 3 namiotach to oni się nawet nie zmieszczą! I zaraz.... jak to jest obóz... To co z samolotami?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Qbik
Posty: 1362
Rejestracja: 30 gru 2019, 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#2

Post autor: PL_Qbik » 03 lut 2026, 21:51

Myśli i pytania na potęgę kłębiły się w głowie Żwirka, ale zmęczenie nużącym marszem przeważyło. I to dosłownie. Przeszło z zastopowanych nóg nieco wyżej - do tego miejsca gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę - i tymże rejonom nadało takiego ciężaru, że ciało Żwirka, całkiem przeważone, wykonało klasyczne "klapen zi dupen", z rozmachem opadając na jeden z pozostałych po wycince pieńków. W głowie nadal szumiało od pytań. Czy będzie coś na ząb? W jaki sposób zorganizować sobie spanie? I kawałek daszku nad głową? Jak długo tu zostaną? Jak daleko jeszcze do Konstancy i czekających tam myśliwców? A co się dzieje w kraju? Czy będzie coś na ząb? Bo kiszki grają już niezłego marsza... Żwirko coraz wolniej wodził oczami od osoby do osoby, aby zidentyfikować kogoś, kto mógłby na te pytania odpowiedzieć. Coraz wolniej... i wolniej... I w końcu powieki opadły, głowa takoż... i wszystkie pytania odpłynęły, a Staszek zasnął snem sprawiedliwego.
Kilo wody pod stopą!
Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6749
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#3

Post autor: PL_CMDR Blue R » 04 lut 2026, 17:37

Następnego dnia wraz z kuchnią polową, która przywiozła kaszę z jakimś gulaszem, przyszły dobre wieści. Rumuńska piechota dostała rozkaz, aby pół obozu pozostawić dla Polaków. Oczywiście, którą połowę? Tą lepszą, czy tą wymagającą remontu? Oczywiście te baraki, które wyglądały, jakby miały być przeznaczone do rozbiórki. Na dodatek nie było nawet całych mebli, a tylko te połamane.

Kolejne dni mijały na pracach w obozie, napływaniu nowych osób oraz sprzecznych informacji. Jednego dnia szeregowi mieli być wysyłani do Transylwanii, drugiego okazywało się, że nie szeregowi, a będą pułkami dzieleni na obozy, a kolejnego okazywało się, że mają tu pozostać. Nikt nie wiedział, co za wiadomości przyniesie następny dzień. Wiadome było jedno. Samolotów nie ma. Są obozy.

Gdzieś pod koniec września, gdy sprawdzali w kilku chłopa wytrzymałość naprawionego piętrowego łóżka (dla sierżanta Flanka, który miał spać na dole było to krytycznie ważne, aby piętro nie spadło na niego w nocy), do koszar wszedł Wacław i powiedział:
-Panowie. Ktoś na was czeka przy drzwiach.
Żwirek spojrzał w kierunku drzwi, w których stał.... cały i zdrowy (nie licząc obandażowanej ręki) podporucznik Andrzej Baran!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Qbik
Posty: 1362
Rejestracja: 30 gru 2019, 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#4

Post autor: PL_Qbik » 04 lut 2026, 19:59

A mogłoby się jakoś wyjaśnić skąd wiadomo, że "Samolotów nie ma." ???!
:eek
====================================================================================

- No wszelki duch Pana Boga chwali! - Żwirko otrząsnął się z zaskoczenia, rozłożył szeroko ramiona i ruszył w stronę Andrzeja - A niechże mnie kaczka pokopie! Toż to nasze Baranisko kochane!
Uściskali się mocno, poklepując po plecach.
- Chodźże, Andrzeju, siadaj i opowiadaj! - Żwirko w braku lepszego pomysłu wskazał dolny poziom testowanego przed chwilą piętrusa - Czyś głodny? Albo i spragniony? Ugościmy cię zaraz czym chata bogata! Skąd żeż cię do nas przywiało?
Kilo wody pod stopą!
Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6749
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#5

Post autor: PL_CMDR Blue R » 04 lut 2026, 20:40

Bo może jakiś Rumuński oficer powiedział, że to finał, że samolotów nie będzie, bo jesteście internowani?
Bo nowo napływający mówią, że to internowanie.
Etc.

===============================


Zebrani rzucili się tak na Andrzeja, jakby chcieli go rozerwać. Każdy był zainteresowany co się działo z kolegą. Andrzej opowiadał, jak po zestrzeleniu, wyskoczył nisko nad ziemią i jak trafił do ewakuującej się szkoły Dęblińskiej z którą wycofał się aż pod granicę Rumuńską. Jego również interesowały przeżycia reszty kolegów, choć tu mieli mniej do opowiadania, niż Andrzej. Jeszcze tylko Feliksa brakowało, aby mogli być w komplecie, ale opowieść o szpitalnej kradzieży rozrastała się tak, ze szpital miał już dodatkowe piętro, gdy doszli do fragmentu o znoszeniu Feliksa po schodach.

Tymczasem zamiast Feliksa przybywali inni piloci i w Tulczy panował coraz większy tłok i niepewność, co do dalszych losów. Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, jednak do pilnowania polskich pilotów nie przywiązywali zbyt dużej wagi, jakby była to dla nich kara. I niektórzy postanowi to wykorzystać, a pierwszy z Krakowskiej Eskadry zniknął "Święty".

Był początek października, gdy jak co rano piloci zbierali się na apel, którego całą rolą było chyba to, aby rumuński oficer mógł zapisać ilość osób w obozie. I zapewne tą kartkę wyrzucał zaraz potem, bo nijak to się nie przedkładało na większe przydziały jedzenia, o które musieli osobno się dopominać, aby pomimo zwiększania ilości osób, każdy mógł napełnić żołądek. Teraz jednak, gdy zebrali się, brakowało "Świętego". Ludwik wysłał Andrzeja z poleceniem obudzenia "śpiocha", ale ten wrócił i powiedział:
-Nie ma "Świętego". Nie ma też jego rzeczy.
Ludwik zapytał, kto ostatnio widział "Świętego" i tu wszyscy byli zgodni, że wieczorem jeszcze był. Gdy do grupy podszedł Wacław Król i zapytał, co się stało. Ludwik odparł, że "Święty" zniknął, po czym dodał: "Myślę, że Arabski wie, gdzie się udał nasz szanowny as przestworzy"
Zabrali z Wacławem kaprala Arabskiego i zniknęli wewnątrz baraku.
Sierżant Flanek odezwał się do "Żwirka":
-Chyba porucznik miał dość czekania na nowe rozkazy i wziął sprawy we własne ręce. A co z nami, poruczniku? Myśli pan, że nas wreszcie wypuszczą?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Qbik
Posty: 1362
Rejestracja: 30 gru 2019, 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#6

Post autor: PL_Qbik » 05 lut 2026, 20:00

- Nie, sierżancie, nie myślę. Na pewno nas nie wypuszczą, bo po prostu nie mogą. Prawo międzynarodowe. Są krajem neutralnym i nie wolno im tego zrobić. Jedyne co mogą zrobić - i chyba właśnie to robią - to przymknąć oko na to co my tu wyprawiamy. I czy uciekamy, czy nie. Więc jeśli o mnie chodzi, to zbierzmy się całą naszą grupą - z dowódcami - i ustalmy coś legalnie razem i po Bożemu. A nie jak Święty - po cichu i samolubnie. Tak, Poldek, zróbmy to od razu. Chodźmy do Wacka, pogadać.
Kilo wody pod stopą!
Obrazek

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6749
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

#7

Post autor: PL_CMDR Blue R » 05 lut 2026, 20:48

Wacław z Ludwikiem widząc pchających się do środka baraku, kazali czekać na zewnątrz na apel. Sami wkrótce dołączyli i nie mieli zbyt tęgich min.
Wacław rzucił tylko:
-Niech nikt Rumunom nie wspomina o ucieczce!
Podczas porannego apelu Rumuni wydali się jednak nie zauważać nieobecności jednego pilota, choć mogło to wynikać z tego, że dowódcy po prostu zameldowali "wszyscy obecni".

Przed południem Wacław z Ludwikiem zajęli się organizacją zajęć dla pilotów, najwyraźniej uważając, że tym, co należy teraz zrobić. Wtedy też Żwirko wreszcie mógł złapać Wacława na chwilę rozmowy o ucieczce. Wacław chyba myślał, że rozmowa dotyczyć ma "Świętego", gdy powiedział:
-A co tu mówić? Zwiał. Miejmy nadzieje, że dotrze do Francji, bo jak go zastrzeli jakiś Rumun, to będzie niepowetowana strata.
Gdy jednak Żwirko zapytał o pozostałych, Wacław westchnął i powiedział:
-Wy też? Żwirek, nie chcę, aby ktokolwiek został zastrzelony, przy przemykaniu lasami. Nasi generałowie wiedzą, jaką wartość prezentujemy i nie pozwolą nam tu zostać po wsze czasy. Może chcą poczekać, aż kurz opadnie trochę i Niemcy uznają, że siedzimy tu po kres świata? Dam sobie rękę uciąć, że nasz rząd prowadzi jakieś negocjacje z Rumunami i pewnego dnia przyjadą i znikniemy stąd szybciej, niż ktokolwiek zauważy. Ale musimy poczekać. Spójrz. Brakuje sporej liczby pilotów, co też dostali się do Rumunii. Choćby brakuje kogokolwiek ze 122-giej. Jestem pewny, że na dniach cokolwiek się dowiemy. Do tego czasu, trzymajmy się razem i nie podejmujmy pochopnych decyzji, dobrze, Żwirek?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ