Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#1

Post autor: PL_CMDR Blue R » 28 sty 2026, 19:39

Obrazek


27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:15
Andrzej stał w dwuszeregu, gdy Ludwik przechodził przed nimi, sprawdzając kompletność mundurów. Rozkaz był jasny. Na wizytę wodza tylko którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Że brakowało mundurów, to był aż wstyd. On i piloci, którzy dziś mieli odlatywać na front mieli pełne umundurowanie. O to zadbano. Ale nie wszyscy. Kilku pilotów z jego eskadry musiało zostać i nie pokazywać się. Na placu ze 121-szej eskadry stał on, Żwirko, "Święty", (który jako jedyny dzisiaj i w najbliższej przyszłości miał nie odlatywać), Piłsudski, który dotarł do nich jako ostatni oraz sierżant Flanek. Inni musieli pozostać "w ukryciu" przed wzrokiem naczelnego wodza. A po uroczystości mieli odlatywać na front.

Front.

Ile to miesięcy minęło, odkąd Andrzej latał bojowo. To był 12 września, gdy zestrzelili go nad Lublinem... Niby tylko pół roku, a wydawało się to wiecznością. Odkąd przekroczyli granicę Rumunii, Andrzej nie mógł doczekać się tej chwili. Powrotu na front. Co to była za epopeja.
We wrześniu 1939 roku po przekroczeniu granicy jechał dalej z porucznikiem Wiśniewskim i lwowskimi pilotami. Gdzieś po drodze ktoś im ukradł koło zapasowe, złotówek na leje nie dało się wymienić, a jak ktoś się zgadzał to chyba po 1/100 wartości. Ale musieli kombinować na ile mogli. Przejechali wzgórza Starożyńca, Radauti i Suczeawy, wjechali w dolinę Seretu i Mołdawy, a potem w ogromny step, zostawiając coraz dalej za sobą rodzinny kraj. I jechali przez wielką pustkę. To były te Dzikie Pola, które kiedyś tratowały tatarskie zagony. Gdzieniegdzie w oddali stały porośnięte głogiem spróchniałe krzyże, to zaś w oddali na wypalonych trawach pasły się stada rogatego bydła. To znów wpadali w rzędy glinianych chat, otoczonych krzywymi płotkami. Wtedy musieli omijać znajdujący się na rynku żuraw, to znów przekraczali rzekę po zawalonym mostku (aż strach myśleć, jak poruszano się, gdy nie było suszy, a roztopy). Zupełnie jakby ta kraina została w dawnych czasach i ani myślała iść do przodu. Aż ciekawiło Franciszka, czy ci ludzie w ogóle wiedzą, że Polska toczy wojnę.

Byli niecałe 200 kilometrów od Konstancy, gdy w Foscani natrafili na rumuńskich żołnierzy. Łamaną polszczyzną, francuskim i rumuńskim poinformowali, że mają zebrać tu 50 samochodów i wysłać pod eskortą do Tulczy, gdzie mają zebrać się polscy piloci. Gdy odeszli, Franciszek zatrzymał samochód we wskazanym miejscu i powiedział:
-Nie podoba mnie się to. Brzmi to jak wysłanie do obozu jenieckiego, a nie po nowe samoloty.
Zrobili wywiad z innymi zatrzymanymi i stało się jasne. Wiele osób jest tego samego zdania. I gdy rozważano, co zrobić, usłyszano gwizd lokomotywy.
Franciszek powiedział:
-I to jest pomysł! Kupmy jakieś cywilne ciuchy, kupmy bilet i pojeźdźmy pociągiem do Bukaresztu. Tam spotkamy kogoś z dowództwa i ustalimy, co dalej.
Porucznik Wiśniewskim był sceptyczny:
-A co jak żandarmi nas złapią, zanim się stąd ruszymy?
Franciszek odpowiedział:
-Spójrzcie na nich. Niewielu ich. A wielu zatrzymanych chodzi coś kupić do sklepów i nawet ich nie pilnują. Oni pilnują samochodów. Mamy szansę uniknąć zatrzymania. Co o tym myślicie?
Trzeci pilot też był zdania, że trzeba uciekać. Ktoś jednak musiał zostać z samochodem, aby sprawiać wrażenie, że nie uciekają. Porucznik Wiśniewski zgłosił się na ochotnika. Franciszek zapytał Andrzeja:
-Uciekacie z nami?


[decyzja. Zostajecie ze zbieraną kolumną, czy uciekacie pociągiem z Foscani?]
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#2

Post autor: PL_Andrev » 04 lut 2026, 16:50

- Uciekać? - zdziwił się Andrzej - bez dokumentów? Przez kilka granic?
Andrzej roześmiał się: - no i którędy? Przez Bułgarię, Jugosławię i Włochy? Bez dokumentów, pieniędzy i planu?
Oj, żartownisie z Was - pokręcił głową. Ja jadę z transportem do Tulczy, zorientuję się na miejscu co się dzieje. Skoro nas tu tak słabo pilnują to prawdopodobnie tam będzie jeszcze luźniej. Z drugiej strony nie wiadomo czy nasze władze nie organizują transportu wojskowych do Francji czy Anglii.
- Zróbmy tak - zaproponował Andrzej - ja udam się do Tulczy, a jeżeli ktoś z was dojedzie do Bukaresztu, niech odwiedzi także ambasadę Francyji, cobyśmy wiedzieli czy można na nich liczyć. W razie czego, będę wypatrywał od was informacji na miejscu. Może lokalne władze będą coś wiedziały.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#3

Post autor: PL_CMDR Blue R » 04 lut 2026, 20:28

O dziwo, do czasu, gdy kolumna miała ruszać, nie było nic słychać o dwóch pilotach, którzy zwiali. Mając wolne miejsca, wzięli do siebie jednego ze ściśniętych pilotów i wkrótce, po zebraniu odpowiedniej kolumny ruszyli do tej tajemniczej Tulczy. Im jechali dalej, tym kraj stawał się coraz biedniejszy i choć to trudne do wyobrażenia, Tulcza, małe miasteczko zamieszkane głównie przez Bułgarów, było jeszcze biedniejsze od mijanych wcześniej wiosek. Tutaj Rumunii kazali zostawić samochody i spieszonych pilotów skierowali do znajdujących się poza miastem koszar. Te okazały się częściowo podzielone na część dla internowanych i wojsk Rumuńskich. Na nowo przybyłych czekał komitet powitalny. Oficerowie z kilku jednostek lotniczych zbierali zapewne tutaj swoich. Wśród zebranych Andrzej rozpoznał kapitana Łaszkiewicza, który rok temu opuścił krakowski dywizjon, aby pełnić funkcję oficera operacyjnego w Brygadzie Pościgowej oraz porucznika Wacława Króla, który tuż przed wojną miał formować dywizjon na francuskich maszynach. Kilku innych oficerów też kojarzył, choć nie był w stanie podać ich ostatniego przydziału.
-Andrzej! - Wacław ucieszył się na widok Andrzeja - Martwiliśmy się, że przepadłeś! Chodź no, chłopaki muszą cię zobaczyć!
I pociągnął Andrzeja w kierunku jednego baraku. Ten wewnątrz był wyposażony bardzo Spartańsko. W zasadzie można było uznać, że w środku były tylko stare, zepsute sprzęty, które ktoś naprawiał. Kilkoro pilotów tłoczyło się na jednym piętrowym łóżku (co było dziwne, bo inne były puste), jakby właśnie sprawdzali ilu ich zbierze się pod dachem. Wacław dał znak, aby Andrzej zaczekał, ruszył w stronę zebranych i krzyknął do nich:
-Panowie. Ktoś na was czeka przy drzwiach!
Piloci na łóżku obrócili się w stronę drzwi i momentalnie na ich twarzach zajaśniała radość, podobnie jak na twarzy Andrzeja. Ludwik, Żwirko, Skarbek, Flanek! Z kolejnych kątów wychylali się kolejni piloci i mechanicy ze 121-szej eskadry. Ludwik zeskoczył z łóżka i ruszając do Andrzeja odezwał się:
- A niech mnie Andrzej! No nareszcie jesteś! Głodny? Siadaj gdziekolwiek pewnie masz nam co opowiadać!
Żwirko wręcz poderwał Andrzeja, gdy go ściskał, mówiąc:
- No wszelki duch Pana Boga chwali! A niechże mnie kaczka pokopie! Toż to nasze Baranisko kochane!
Uściskali się mocno, poklepując po plecach.
- Chodźże, Andrzeju, siadaj i opowiadaj!
Zebrani rzucili się tak na Andrzeja, jakby chcieli go rozerwać. Każdy był zainteresowany co się działo z kolegą. Andrzej opowiadał, jak po zestrzeleniu, wyskoczył nisko nad ziemią i o ewakuacji, a sam dowiadywał się o tym, że wkrótce po jego locie eskadra została rozwiązana i zmierzali do Rumunii po nowe maszyny z formowanej przez Króla eskadry, o próbie wydobycia Feliksa ze szpitala w Lwowie, którą przerwał Niemiecki nalot i żandarmi, kończąc, jak w obozie przy granicy zostali ostrzelani przez sowieckie samoloty, który tylko ci zaatakowali z drugiej strony. Pytani o dalsze plany piloci nie mieli dobrych wiadomości. Sami czekali na jakieś polecenia z dowództwa, a na razie wyglądało na to, że będą tutaj internowani.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#4

Post autor: PL_Andrev » 05 lut 2026, 7:28

Andrzej - tak jak pozostali - widział, że całe to internowanie to farsa. Trochę martwił go fakt iż w zasadzie Rumunia to kraj biedny, więc dlaczego mieliby karmić Polaków, nie wspominając o lekach, szpitalach itd. To, że oni sami stracili ojczyznę nie znaczy że Rumuni się ulitują i będą sobie od ust odejmowali aby napełniać brzuchy polskim wojakom. Tylko jeszcze czekać aż Hitler ze Stalinem zaczną cisnąć Rumunów aby zrobić "porządek" z tym polskim problemem.
Liczył co prawda jeszcze na jakieś wieści z ambasady Francji lub Anglii - przecież są w stanie wojny, a wiadomo - jak kraj w czasie wojny to każdy wyszkolony żołnierz na wagę złota.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#5

Post autor: PL_CMDR Blue R » 05 lut 2026, 17:53

Tymczasem zamiast wieści do Tulczy przybywali inni piloci i panował coraz większy tłok i niepewność, co do dalszych losów. Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, jednak do pilnowania polskich pilotów nie przywiązywali zbyt dużej wagi, jakby była to dla nich kara. I niektórzy postanowi to wykorzystać, a pierwszy z Krakowskiej Eskadry zniknął "Święty".

Był początek października, gdy jak co rano piloci zbierali się na apel, którego całą rolą było chyba to, aby rumuński oficer mógł zapisać ilość osób w obozie. I zapewne tą kartkę wyrzucał zaraz potem, bo nijak to się nie przedkładało na większe przydziały jedzenia, o które musieli osobno się dopominać, aby pomimo zwiększania ilości osób, każdy mógł napełnić żołądek. Teraz jednak, gdy zebrali się, brakowało "Świętego". Ludwik wysłał Andrzeja z poleceniem obudzenia "śpiocha", ale w baraku nie było "Świętego". Andrzej aż zajrzał pod łóżko, czy "Święty" tam się nie chowa, ale to co uderzyło Andrzeja, to brak leżącej zwykle tam walizki z osobistymi rzeczami "Świętego". Wyglądało na to, ze "Święty" postanowił się wyprowadzić. Andrzej wrócił do grupy i zameldował Ludwikowi:
-Nie ma "Świętego". Nie ma też jego rzeczy.
Ludwik zapytał, kto ostatnio widział "Świętego" i tu wszyscy byli zgodni, że wieczorem jeszcze był. Gdy do grupy podszedł Wacław Król i zapytał, co się stało. Ludwik odparł, że "Święty" zniknął, po czym dodał: "Myślę, że Arabski wie, gdzie się udał nasz szanowny as przestworzy"
Zabrali z Wacławem kaprala Arabskiego i zniknęli wewnątrz baraku. Wszyscy jednak dobrze rozumieli co się stało. "Święty" zwiał z obozu, a co było jeszcze bardziej zaskakujące zniknięcie "Świętego" przez Rumunów nawet nie zostało zauważone. Z drugiej strony Wacław Król i Ludwik Gwarczyński jedyną odpowiedzią na zniknięcie pilota, przygotowali więcej zajęć, jakby miało to zająć pilotów, aby nie mieli czasu na myślenie o ucieczce.

Tego samego dnia do obozu dotarli piloci ze 122-giej eskadry i wreszcie dywizjon był cały. Od kapitana Wiórkiewicza oraz pozostałych pilotów, mogli poznać dalsze losy kampanii wrześniowej w wykonaniu krakowskiego dywizjonu. W zasadzie wiele tego nie było. Przez kolejny dzień piloci prowadzili rozpoznanie, a potem zaczęło się wycofywanie. Najpierw na wschód do Werby, a potem na południe do Petlikowic, gdzie zaczęto z wycofanych dywizjonów tworzyć dwa nowe dywizjony na przedmościu Rumuńskim. 122-ga eskadra miała połączyć się z pilotami Armii Poznań, aby stworzyć Poznańsko-Krakowski dywizjon... No i tam zastał ich 17 września, po którym mieli udać się do Rumunii. Tam zostawili maszyny, poczekali na rzut kołowy i skierowano ich tutaj. Kapitan Wiórkiewicz miał jednak pierwsze dobre wiadomości.

W Czerniowcu (miasto w Rumunii z dużym lotniskiem) spotkali podpułkownika Michała Bokalskiego z Brygady Bombowej. Informował pilotów Łosi, że we Francji będą formowane nowe oddziały i żeby nie sprawiali Rumunom problemów w obozach internowania, gdyż jak tylko kurz opadnie, sztab będzie wyciągać lotników i przerzucać do Francji. Mieli tylko czekać na informacje, kiedy i jak.

Następnego dnia znów na apelu brakowało kilku pilotów, choć ze 121-szej byli akurat wszyscy. Tym razem nie dało się jednak ukryć braku osób, gdy trzeba było podać Rumuńskiemu oficerowi ilość osób... Ku zaskoczeniu wszystkich zebranych, Rumuński oficer, usłyszawszy nową ilość osób... po prostu skreślił liczbę z poprzedniego dnia w swoim notesie, zapisał nową i jakby nigdy nic zakończył apel, patrząc na polskich pilotów z miną, jakby zastanawiał się dlaczego oni wciąż tu są.

Około południa do obozu przybył jako wysłannik naczelnego wodza, major Eugeniusz Wyrwicki, pilot ze sztabu Brygady Pościgowej, aby sprawdzić, czy Rumunii odpowiednio traktują internowanych pilotów oraz dokonać "inwentaryzacji internowanych". Jego wycieczka po obozie bardziej interesowała Rumunów, niż pilnowanie i Andrzej zauważył, że wykorzystując tą wizytę, dałby radę wyjść przez główną bramę i niezauważenie dotrzeć do miasteczka. W sumie stamtąd mógłby udać się do jakiegoś portu i złapać statek płynący do Francji... Tylko czy należało znikać, jak "Święty"?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#6

Post autor: PL_Andrev » 06 lut 2026, 9:06

Andrzej wybrał jednak wyjście salomonowe: zdecydował się na rozmowę z Królem. Andrzej w skrócie sobie zaplanował, aby wyższe szarże zaapelowały do pilotów by samodzielnie nie próbowali przebijać się do Francji. Droga lądowa z uwagi na odległości raczej odpadała, pozostawała więc droga morska. Ile to było 2-3 tygodnie rejsu? Na statek trzeba się zamustrować, bo trzeba jakoś zarobić na pajdkę chleba i kubeczek wody. Potencjalna załoga raczej nie mówi ani w pięknej francuzczyźnie Balzaca czy mowie Shakespeara. No i pytanie gdzie taki statek płynie. Pół biedy jak do posiadłości francuskich w Afryce. Ale jak się trafi do Turcji albo Sowietów to różnie może być. A skoro ktoś w sztabie o nich pamięta, to raczej w miarę upływu czasu, kto wie, może nawet sami Francuzi zorganizują im transport w nieco bardziej cywilizowanych warunkach do samej Marsylii.
Chyba że porucznika też swędzi pobyt tutaj, więc może sam zdradzi fragment swoich planów...
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#7

Post autor: PL_CMDR Blue R » 06 lut 2026, 17:56

Andrzej czekał na możliwość rozmowy z Wacławem, gdy tylko major opuści obóz (gdyż Wacław był cały czas zajęty towarzyszeniem majorowi). I okazało się, ze to Wacław pierwszy udał się do Andrzeja, na chwilę odłączając się od majora.
-Andrzej. Przekaż pilotom, że major przekazał informacje o planowanym opuszczeniu obozu i dotarciu do Francji. Wieczorem starsi oficerowie przygotują plan.
A planem była Malaria. Nie, aby mały obozowy szpital nie miał kilku chorych, ale teraz była to epidemia. Dzięki niej więcej oficerów zniknęło z placu, a Rumuni ilość chorych przyjmowali na wiarę.
Andrzeja wyznaczono do jednej z pierwszych grup chorych, z której on, porucznik Władysław Goethel oraz kapitan Stefan Łaszkiewicz mieli prysnąć z obozu. Plan był dość prosty. Mieli ze szpitala, który sąsiadował z płotem, przejść przez dziurawy płot tuż przed apelem, dostać się do lasu, a tam ścieżką do wioski. W wiosce krawcowa skupowała polskie mundury z uwagi na dobry materiał, a w zamian miała wydać cywilne ciuchy. No i prosto od niej mieli udać się na stację i jakby nigdy nic kupić bilet do Bukaresztu. W Bukareszcie mieli udać się prosto do ambasady, gdzie miano przygotować im dokumenty do dalszej drogi. Najtrudniejszy wydawał się początek. To byłą typowa ucieczka z obozu, wykorzystująca lenistwo tutejszych wartowników, którzy pilnowali praktycznie tylko bramy... Ale pozostawała jedna niepewność... Co jak jednak jacyś żołnierze będą w wiosce? Kapitan Łaszkiewicz wzruszył ramionami:
-To najwyżej tu wrócimy. Co innego mogą nam zrobić? Przecież nas nie zastrzelą.
Andrzej był gotowy na ryzyko, jednak najtrudniejsze było przygotowanie się do drogi. Nie mogli brać bagażu, więc wszystko, co potrzebował musiał zmieścić w kieszeniach. Większość jego rzeczy miała tutaj zostać... i stanowić towar do sprzedaży w wiosce, aby zdobyć pieniądze dla kolejnych uciekinierów... Andrzej przyjrzał się swojemu małemu majątkowi. Większość miał teraz zostawić...Co zabrać? Zdjęcia? "Gapę" na pamiątkę? A może zostawić to wszystko za sobą i wziąć tylko coś, co może być bardziej praktyczne...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#8

Post autor: PL_Andrev » 07 lut 2026, 13:15

A więc jednak ambasada coś zorganizowała... czyli czasami znajdują się kompetentne osoby na odpowiednich stanowiskach.
Andrzej zdecydował wziąść ze sobą wszystko, w końcu to są jego osobiste pamiątki, a w Rumunii... no cóż, Rumuni nie są im wrodzy.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#9

Post autor: PL_CMDR Blue R » 07 lut 2026, 18:43

(Znaczy całą walizkę? Czy wszystko poza umundurowaniem tym, który na siebie bierzesz ( w sensie, że wypchać kieszenie po brzegi)
============
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#10

Post autor: PL_Andrev » 08 lut 2026, 10:03

Andrzej zastanowił się.
Po cywilnemu do Bukaresztu, no to z walizą.
W końcu cywil bez bagażu jest dwa razy bardziej podejrzany.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#11

Post autor: PL_CMDR Blue R » 08 lut 2026, 13:13

Kapitan Łaszkiewicz nie podzielał entuzjazmu Andrzeja.
-Jak nas złapią w mundurach z tą twoją walizą, to leżymy! Nie wytłumaczymy się, że wyszliśmy po chleb do wioski.
Porucznik Goethel zaproponował połowiczne rozwiązanie:
-W lasku możemy wyrzucić walizkę i potem jak już będziemy mieć cywilne cichy, Andrzej może po nią wrócić.
Kapitan dalej się obawiał, że jakakolwiek kontrola bagażu i otworzą tą walizkę, to cała trójka leży.
Ostatecznie ustalono, że Andrzej pojedzie osobno (ale w zasięgu wzroku) i spotkają się pod ambasadą. Przy okazji będzie to próba, czy Rumuni na pewno nie przeszukują bagażu, a wtedy następni będą mogli przywieźć rzeczy zostawione przez pozostałych pilotów.

Pierwszy etap był udany. Znaleźli pracownię krawiecką, krawcowa chętnie przyjęła ich ciuchy, wyraźnie zadowolona z materiału, po czym zgodnie z planem sprzedała im ubrania. Jak Andrzej obejrzał się w lustrze. Spojrzał na gospodarskie buty (trochę za duże), które krawcowa skądś załatwiła, stare spodnie oraz kiepskiej klasy garnitur i krawat... No, wyglądał jak chłop, co oderwany od pługa, jechał załatwić jakąś sprawę urzędzie wojewódzkim.

Później Andrzeja czekało trochę biegania. Pociąg do Bukaresztu odchodził za godzinę, a Andrzej musiał biec jeszcze do lasu po walizkę. I chyba bieganie go uratowało. Gdy wracał biegiem do wioski, pociąg już wjeżdżał na stację. Pędem wbiegł na peron, gdy dawano już sygnał odjazdu... i wtedy zauważyli go żandarmi. Andrzej nie zatrzymując się wskoczył do pociągu, który już ruszał, a żandarmom, albo nie chciało się go gonić, albo może uznali, że to był po prostu zabawny widok, jak jakiś chłop spóźnił się prawie na pociąg i łapał go w biegu.

W pociągu panował tłok i Andrzej zrezygnował z szukania kolegów, zajmując miejsce w zatłoczonym przedziale, aby wtopić się w tłum. Im byli bliżej Bukaresztu, tym tłok był coraz większy, a Andrzej nawet dopowiedziałby, że smród i zaduch zapewne zniechęcał kogokolwiek z obsługi pociągu do zaglądania do wagonu. Do Bukaresztu dotarli, gdy słońce już zachodziło. Andrzej wysiadł i wraz z tłumem podróżnych ruszył powoli w kierunku wyjścia, rozglądając się za kolegami, którzy gdzieś przepadli. Nie widząc ich na peronie, Andrzej postanowił poszukać ich przed wejściem i tu czekała na niego przykra niespodzianka. Wyjść pilnowali żandarmi, przyglądający się wychodzącym i nagle dwóch z nich ruszyło w stronę Andrzeja. Andrzej już w myślach liczył posiadane pieniądze, gdy dosłownie na metr przed nim żandarmi zatrzymali jakiegoś innego pasażera, wskazując na walizkę. Andrzej lekko obrócił się bokiem, aby przejść między nimi, a murem i wtedy zobaczył, że jeden z żandarmów obraca się w jego stronę wskazując na walizkę. Oczy Andrzeja powiększyły się, pot go zlał, gdy impetem zrobił krok dalej i wtedy jeden z żandarmów powiedział: Nute aobservat. Andrzej zrobił następny krok i następny... Spodziewał się, że usłyszy jakiś krzyk "Stój", ale nic nie następowało, a wolał nie oglądać się, tylko iść przed siebie. Dopiero później dowiedział się, że Rumuński żandarm zapewne powiedział coś w stylu "Zostaw go, nie zauważył, że go zatrzymujesz"... Może wzięli go za zmęczonego podróżnego, a może po prostu nie chciało im się gonić jednej osoby, jak zatrzymali inną?* Dość, że serce podeszło wówczas Andrzejowi do gardła.

Andrzej wyszedł na ulicę i spojrzał w obie strony. Nigdzie nie widział kolegów. Tylko podróżni i dorożkarze, którzy czekali na chętnych, którym nocną porą nie chciało się iść piechotą...


=====
*A mnie taka sytuacja uratowała przed byciem okradzionym w przejściu podziemnym.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#12

Post autor: PL_Andrev » 09 lut 2026, 7:39

- Dobra, to teraz do ambasady, spokojnym krokiem.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#13

Post autor: PL_CMDR Blue R » 09 lut 2026, 17:59

Gdy Andrzej doszedł pod ambasadę miał już dość. Te za duże buty powodowały, że nie szło mu się zbyt wygodnie, a na dodatek wyglądało, że pod ambasadą odbywa się jakaś manifestacja. Jednak okazało się, że to kolejka osób czekających na wejście, a wartownicy wpuszczali ograniczoną liczbę osób. Tutaj Andrzej znów spotkał się z kapitanem Łaszkiewiczem i porucznikiem Goethelem. Andrzej planował przepchnąć się do przodu, ale kapitan powstrzymał go, mówiąc, że trzeba zachować godność, a ci przed nimi, to też zapewne żołnierze, a po co robić kłopoty wszystkim, jakby żandarmeria interweniowała. Ambasada wydawała się pracować całą noc. Wreszcie, około 5:30 po całej nocy stania w kolejce dotarli przed wartownika, który zapytał o dane personalne. Gdy usłyszał, że czekający są pilotami powiedział:
-Lotnicy? To dlaczego nie podeszliście od razu. Pilotów wpuszczamy bez kolejności.
Kapitan Łaszkiewicz udał, że nie widzi oburzonego spojrzenia Andrzeja, gdy weszli do środka. W środku oficer w stopniu kapitana poprosił o podanie nazwisk i stopni, a gdy trzej "cywile" przedstawili się, powiedział.
-Musimy tylko potwierdzić, waszą tożsamość. Na szczęście mamy kogoś, kto powinien państwa znać...
I wtedy zaskoczony odebrał książeczkę wojskową, którą Andrzej wyciągnął z walizki i podał oficerowi.
-Eeee... państwo też mają dokumenty? - zapytał pozostałych. I jak okazało się, porucznik Goethel też schował książeczkę i tylko kapitan był bez dokumentów. Oficer poprosił kapitana do pokoju obok, a zaraz potem z tego pokoju wyjrzał "Święty"
-Andrzej? Kopę lat! Bałem się, że utkniecie w Tulczy!
Szybko okazało się, że w ambasadzie przebywa kilkunastu pilotów, oczekujących na dokumenty. Gdy przygotowano już wyglądające prawidłowo dokumenty oraz pozwolenia na pobyt, pilotów kwaterowano na mieście i "Święty" czekał właśnie na te dokumenty, pomagając w pracach administracyjnych.
Następnym krokiem było przygotowanie nowej, cywilnej tożsamości. Fotograf pracował dzień i noc w piwnicy ambasady, aby przygotować nowe, fałszywe tożsamości. Andrzej został Zbyszkiem Chmielewskim, tokarzem w Łodzi, dostał nowe, bardziej dopasowane ubranie i wtedy przebywający w ambasadzie pułkownik Stachoń zapytał, wskazując na walizkę Andrzeja:
-Co macie w tej walizce?
Usłyszawszy o pamiątkach wojennych, pułkownik wyglądał, jakby spotkał dywersanta. Zmarszczył brwi i powiedział:
-Zostawiacie to wszystko tutaj, poruczniku. Jutro wyjeżdża grupa lotników, która pod dowództwem majora Olszewskiego ma udać się do Francji. Jedna wpadka i cały transport szlag trafi! Nie zabieracie nic, co pochodzi z wojska, nawet guzika, czy to jasne? Jesteście cywilem, co ucieka przed wojną!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1460
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#14

Post autor: PL_Andrev » 09 lut 2026, 19:06

- Za przeproszeniem pana pułkownika - Andrzej próbował stuknąć obsasami prężąc się w postawie "baczność": - taki dokładnie był plan. Ta walizka, pełna zdjęć, pamiątek z września, guzików miała zostać tutaj, i jeżeli szczęście dopisze będzie do odebrania po wojnie.
- No myślę, poruczniku - machnął ręką pułkownik - po czym burcząc pod nosem odwrócił się do swoich spraw.
Andrzej tymczasem oglądał na wszystkie strony swoje nowe dokumenty po czym krzywiąc się zapytał:
- Uważacie że nikogo nie będzie dziwić że zwykła tokarzyna udaje się do Francji? Nie jestem pewien czy zwykłego robotnika z Psiej Wólki było stać na wizytę w Warszawie, a co dopiero na podróż przez pół kontynentu. Nie wspominając o znajomości języka.
A widząc naburmuszoną minę pracownika ambasady, szybko dodał:
- Nie żebym - broń Boże - kogoś krytykował. Lepsze takie dokumenty niż żadne. Taka mi myśl do głowy przyszła, a przecież nie miałem szkolenia w "dwójce". Ale pewnie wy wiecie lepiej - szybko się wycofał ze swoich wątpliwości.
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6766
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#15

Post autor: PL_CMDR Blue R » 09 lut 2026, 21:47

Pułkownik przez dwie sekundy milczał, mierząc Andrzeja wzrokiem, po czym powiedział:
-Czego w Rumunii nie załatwia logika, załatwia zwitek lejów. Uciekliście przed wojną, nie macie nic. Ledwo was stać na bilet statkiem. A we Francji macie ciotkę, co wyszła za Francuza i mieszka pod Paryżem, do cholery! I tego się trzymajcie. Adiutant zaraz da wam wizę oraz pieniądze na pociąg i drobne wydatki. A wy przepakujcie tą walizkę, aby zabrać tylko cywilne przedmioty. - powiedział pułkownik i wyszedł z pokoju. Był wyraźnie poddenerwowany tą walizką. Ledwo zniknął za drzwiami do pokoju wpadł "Święty" z uśmiechem na twarzy i zerkając w swoje dokumenty z uśmiechem zwrócił się do Andrzeja:
-A witam kolegę, Polaka. Pan też do Francji? A może samochód się zespół i potrzebuje pan usług mechanika? Wie pan, ja w Piotrkowie prowadziłem na Rymarskiej taki zakład mechaniczny, ale czołgi mnie go rozjechały... - spojrzał w dokumenty - Zaraz... Tak, w Piotrkowie. A pan skąd?
Wyglądało na to, że go te dokumenty bawiły. A Andrzej stał nad walizką i w głębi kotłowała się myśl, że zostawiając tu wszystko i tak ktoś coś z tego podwędzi... I serce podpowiadało, aby coś małego dobrze ukryć w walizce, aby potem jednak pozostała jakaś pamiątka... Z drugiej strony rozum mówił: Im mniej, tym lepiej. A najlepiej nic!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ