Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin
po informacji na Discordzie
Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum

Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu

Zapraszamy na serwer głosowy

DISCORD

R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

Walki polskich pilotów pod niebem Francji 1940

Moderator: PL_CMDR Blue R

Awatar użytkownika
PL_Andrev
Posty: 1461
Rejestracja: 25 gru 2019, 19:24

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#16

Post autor: PL_Andrev » 10 lut 2026, 19:49

Eeech..... zamknął oczy.
- Tylko resztki ciuchów, trochę zdjęć i prasy, odrobinę pamiątek z jednostki... nic cennego, mało warte dla łowców skarbów.
Z drugiej strony, ryzyko wpadki nie jest wysokie, ale lepiej nie kusić licha. To tylko wartość sentymentalna.
A jak nie wrócę? I tak to przepadnie. Ech...
- Macie jakiś karton? - zapytał.

Ze smutkiem się przepakował, przetarł kanty kartonu dłońmi i napisał kredą na obu stronach pudełka: własność: ppor Andrzej Baran, 121-sza, po czym poprosił aby odłożyć do jakiegoś magazynka, bo po wojnie będzie chciał odebrać.
- I tak pewnie zniknie - pomyślał ponuro - jeszcze się okaże że dla jakiegoś urzędasa sam karton będzie ważniejszy niż jej zawartość...
Trudno.

Odprowadził wzrokiem pracownika odkładającego karton na bok i ze smutkiem spojrzał na walizę.
Ach, dobra tam - i wzorem Świętego spojrzał na dokumenty: - Chmielewski, Łódź. Data urodzenia?
Teraz legenda. Tokarz przy fabryce włókienniczej? Której? Jakiejś małej, nieznanej? A może w produkcji stołków? U jakiegoś żyda?
Tak... nie do sprawdzenia...
A ja proszę pana - zwrócił się do Świętego - ja w warsztacie meblarskim u Abramka na Piastowskiej pracowałem. Ludzki pan. Żyd a przyjął goja do pracy. Tak, Abramek Poznański - pokiwał głową - chwalił się że był skoligacyny z "tym" Poznańskim, ale kto go tam wie. Został na interesie a ja ze strachu uciekłem. Biedny Abramek... już go pewnie nie zobaczę...
Święty ryknął śmiechem klepiąc Andrzeja po plecach: - urodzony aktor, urodzony aktor!
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.

Awatar użytkownika
PL_CMDR Blue R
Posty: 6769
Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: R1 - ppor. Andrzej Baran- Zew latania

#17

Post autor: PL_CMDR Blue R » 10 lut 2026, 21:08

Następnego dnia odjechali pociągiem do Bazargic. Zgodnie z instrukcją nie wdawali się w rozmowy z obcymi, choć patrząc, jak obcy unikali rozmów z innymi, można było uznać, ze chyba połowę pociągu stanowią polscy żołnierze.

Po pięciu godzinach podróży dotarli do Bazargic, gdzie wysiadła większość podróżnych. Zgodnie z przypuszczeniem, ci zebrali się w małe grupki i czekali na "radcę" Olszewskiego, jak tytułować się miał major. Po chwili wysoki cywil w znoszonym płaszczu zaczął podchodzić do kolejnych grup i rzucać dwa zdania. Gdy podszedł do Andrzeja i Mikołaja powiedział:
-Jestem radca Olszeweski. Za pół godziny sprzed dworca odjeżdża autobus do Balcic.
I ruszał dalej. W autobusie byli już sami Polacy.

W Balcic, małym rybackim porcie, położonym wśród malowniczych wzgórz, major stał się bardziej rozmowny. Okazało się, że tutejsi policjanci zostali przekupieni, podobnie jak kapitan statku, który miał nadpłynąć lada godzina i mogli tu czuć się swobodnie. Statek jednak opóźniał się. Piloci zostali zakwaterowani po pięciu w lokalnych domach (co za wygoda po ostatnich przeżyciach) i mieli czekać, przy okazji rozpoznając często kolegów, którzy w cywilnych ciuchach stali się jakby inni.

Grecki statek SS St. Nicolas przybył do Balcziku 15 października 1939 roku i momentalnie jak spod ziemi pojawili się zarówno rumuńscy żandarmi, jak i polscy dowódcy. Podpułkownik pilot Stanisław Nazarkiewicz objął dowodzenie nad transportem i na odprawie zarządzonej przed zaokrętowaniem kolejny raz podkreślał, że Rumunii będą skrupulatnie przeglądać bagaże i jak znajdą coś wojskowego, cały transport może nie wyjść w morze. Andrzej spojrzał na swoją walizkę. Tak niewiele tam zostało, wojskowego... I wtedy spostrzegł, jak jeden z pilotów wyciąga z walizki ViSa i ciska pistolet do wody. Ktoś inny wyrzucał kordzik lotniczy, inny wziął swoją gapę i rzucił w morze z okrzykiem:
-Leć orzełku!
Czyli nie tylko Andrzej zachował jakieś pamiątki. Spojrzał raz jeszcze na żandarmów, którzy stanęli przy trapie i zaczęli dokładnie sprawdzać każdą walizkę... To była ostatnia bariera, ale ta wyglądała naprawdę groźnie... Chyba ci żandarmi bardzo liczyli na hojną łapówkę...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)

ODPOWIEDZ