|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Moderator: PL_CMDR Blue R
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Niestety.Tego pytania Staszek nie miał komu zadać, a więc musiało ono pozostać bez odpowiedzi. Choć najprostsza i najlogiczniejsza odpowiedź nasuwała się sama: wszystkich potencjalnych, wojskowych "pilnowaczy" zwrotnic wchłonęła wojna i nie było już nikogo, kto by w niej nie brał udziału...
Na szczęście - co przed chwilą, obserwując ustawienie zwrotnicy, Żwirko niewątpliwie stwierdził - złoczyńców wykolejających pociągi także tu nie było i zbliżający się skład zapewne bezpiecznie pojedzie dalej prosto.
Uspokoiwszy się swoim błyskotliwym rozważaniem, Staszek powrócił do intensywnej obserwacji nadjeżdżającej, stalowej gąsienicy.
Na szczęście - co przed chwilą, obserwując ustawienie zwrotnicy, Żwirko niewątpliwie stwierdził - złoczyńców wykolejających pociągi także tu nie było i zbliżający się skład zapewne bezpiecznie pojedzie dalej prosto.
Uspokoiwszy się swoim błyskotliwym rozważaniem, Staszek powrócił do intensywnej obserwacji nadjeżdżającej, stalowej gąsienicy.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Gdy pociąg zbliżył się do zwrotnicy, Staszek zauważył, że pociąg jakby zwolnił. Może maszynista sprawdzał, czy droga naprawdę nie prowadzi go do składu? Im był bliżej zwrotnic, tym wydawał się jechać wolniej i wolniej. Wreszcie wtoczył się powoli na zwrotnicę... i wcale nie przyspieszał... A może chodziło o tą drugą zwrotnicę, kilkadziesiąt metrów dalej? Nie. Pociąg zwolnił do ślimaczego tempa i zatrzymał się naprzeciw składu. Tajemnicze zatrzymanie wyjaśniło się po chwili, gdy z lokomotywy wyskoczył Wacław Król, który najwyraźniej po ostatnich podróżach z kolejarzami wchodziło w bardzo bliską relację... Jednak nagle coś wydało się dziwne. Wacław nie szedł w ich stronę, nie spieszył się. On pędził w stronę składu. I nagle zaczął krzyczeć w ich stronę:
-Ładować się!
Tego rozkazu nawet wszyscy nie dosłyszeli. W zasadzie dosłyszeć mógł go tylko Staszek, Ludwik, porucznik Glębocki oraz stojący na bramie kapral Tadek.
Ten ostatni rzucił w stronę Żwirka:
-To się nazywa ekspresowy ekspres.
-Ładować się!
Tego rozkazu nawet wszyscy nie dosłyszeli. W zasadzie dosłyszeć mógł go tylko Staszek, Ludwik, porucznik Glębocki oraz stojący na bramie kapral Tadek.
Ten ostatni rzucił w stronę Żwirka:
-To się nazywa ekspresowy ekspres.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Żwirko w lot dodał dwa do dwóch i zrozumiał co się dzieje, a przynajmniej tak mu się zdawało.
"To pociąg do Rumunii!" - przeleciało mu przez głowę, a potem: "Zawiadomić chłopaków w głębi składu!" - i jeszcze: "Wciórności! Mój plecaczek!"
Czas nagle wielokrotnie przyspieszył. Ostatnim wysiłkiem woli, jakby w zwolnionym tempie, odwrócił głowę w stronę Łozińskiego i krzyknął:
- Zabierajcie się z nami, kapralu, ale już! Zobaczycie zagranicę!!!
A potem - już go nie było. On też - dokładnie jak Wacek - nie spieszył się i nie szedł w stronę składu. On z miejsca ruszył tak, że pęd zagwizdał mu w uszach, a jego podkute buciory darły darń, wyrzucając ją w górę za siebie.
Gdy wpadł na teren gdzie przy różnych pracach porządkowych kręcili się jego ludzie, powietrze przeszył jego rozedrgany, świdrujący wrzask:
- Wojskoooooo! Pakooooować się do pociąąąąąguuuu!!! Miiigieeeem!!! Kto ostaaaatni - staaaawiaaa kolejkęęęęę w nstępnyyyym baaarzeeee!!!
Jeśli któryś z chłopaków obejrzał się, aby zidentyfikować wrzaskulca - nie zobaczył nic. Staszek z prędkością naddźwiękową śmignął przez teren i już w swym kąciku wrzucał dobytek do plecaczka.
"To pociąg do Rumunii!" - przeleciało mu przez głowę, a potem: "Zawiadomić chłopaków w głębi składu!" - i jeszcze: "Wciórności! Mój plecaczek!"
Czas nagle wielokrotnie przyspieszył. Ostatnim wysiłkiem woli, jakby w zwolnionym tempie, odwrócił głowę w stronę Łozińskiego i krzyknął:
- Zabierajcie się z nami, kapralu, ale już! Zobaczycie zagranicę!!!
A potem - już go nie było. On też - dokładnie jak Wacek - nie spieszył się i nie szedł w stronę składu. On z miejsca ruszył tak, że pęd zagwizdał mu w uszach, a jego podkute buciory darły darń, wyrzucając ją w górę za siebie.
Gdy wpadł na teren gdzie przy różnych pracach porządkowych kręcili się jego ludzie, powietrze przeszył jego rozedrgany, świdrujący wrzask:
- Wojskoooooo! Pakooooować się do pociąąąąąguuuu!!! Miiigieeeem!!! Kto ostaaaatni - staaaawiaaa kolejkęęęęę w nstępnyyyym baaarzeeee!!!
Jeśli któryś z chłopaków obejrzał się, aby zidentyfikować wrzaskulca - nie zobaczył nic. Staszek z prędkością naddźwiękową śmignął przez teren i już w swym kąciku wrzucał dobytek do plecaczka.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Najwyraźniej zbierali się za wolno, gdyż maszynista pociągu zaczął gwizdać lokomotywą. I to nie było jedno, przypominające gwizdnięcie. Za gwizdem następował kolejny gwizd, niczym brygadzista krzyczący na leniwych budowlańców. Aż Wacław, wydający rozkazy dowódcy wartowników (sierżantowi Kamińskiemu), odwrócił się i mimo, że nie mógł być słyszalny w lokomotywie odkrzyknął:
-Spieszymy się!
Ale Żwirko dostrzegł, że nie spieszyli się. Kapral Łoziński cały czas stał na bramie, nie ruszając się metr od miejsca, gdzie zostawił go Żwirko.
Sierżant Kamiński tymczasem w rozmowie wydawał się zdezorientowany sytuacją, jak i zdenerwowaniem Wacława, który poganiał innych. Wtem Wacław odwrócił się i rzucił do sierżanta:
-Sowieci zmierzają w tą stronę. Likwidujemy punkt!
-Spieszymy się!
Ale Żwirko dostrzegł, że nie spieszyli się. Kapral Łoziński cały czas stał na bramie, nie ruszając się metr od miejsca, gdzie zostawił go Żwirko.
Sierżant Kamiński tymczasem w rozmowie wydawał się zdezorientowany sytuacją, jak i zdenerwowaniem Wacława, który poganiał innych. Wtem Wacław odwrócił się i rzucił do sierżanta:
-Sowieci zmierzają w tą stronę. Likwidujemy punkt!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Żwirko usłyszał zdanie o Sowietach, gdy właśnie kończył pakować swój plecaczek. Poczuł jak serce skuwa mu lodowa obręcz, a dłoń trzymająca rzemyk plecaka znieruchomiała.
"Sowieci tu zmierzają?! - przemknęło mu przez głowę - SOWIECI?! Ale co?! Ale jak?! Przychodzą z pomocą?! Czy nas atakują?!"
Z ogromnym wysiłkiem odsunął od siebie te myśli. Ręka trzymająca rzemyk pomknęła ku drugiej, trzymającej stalową sprzączkę. Plecak został zamknięty i wrzucony na plecy. Stach wyprostował się. Nie czas na rozważana. Czas na działanie.
- Wojskooooo! Job waszu maaać! Ruchyyyyy! - przeraźliwy wrzask Żwirka wprawił w drgania nędzne szyby w nędznych okienkach - Był rozkaz "Ładować sięęęęęę?!" Byyyył?! To oznacza natyyyychmiast! Juuuuuż! Biegiem do pociąąąąągu! Aaaaach, gawnoooje wasze karawoooje!!! Jazda, jeśli wam życie miiiiłe!"
Tu wrzask przeszedł w chrypienie i rzężenie. Struny głosowe nie wytrzymały i odmówiły współpracy. Ale to, co z nich wyjść zdołało - pomogło. Cały oddział, jak odczarowany, walił już biegiem w stronę pociągu. Żwirko ruszył za nimi z kopyta. Tuż obok - zerkając na Staszka z mieszaniną przerażenia i podziwu, walił Wacek. Gdy zbliżali się do zastygłego w bezruchu jak żona Lota, kaprala Łozińskiego, Żwirko kuksnął Wacka łokciem pod siódme żebro i resztką głosu zapytał:
- Wacek! Bierzemy naszego Tadzia przemocą pod ramiona? I do pociągu?! Zginie tu, gdy go zostawimy!
"Sowieci tu zmierzają?! - przemknęło mu przez głowę - SOWIECI?! Ale co?! Ale jak?! Przychodzą z pomocą?! Czy nas atakują?!"
Z ogromnym wysiłkiem odsunął od siebie te myśli. Ręka trzymająca rzemyk pomknęła ku drugiej, trzymającej stalową sprzączkę. Plecak został zamknięty i wrzucony na plecy. Stach wyprostował się. Nie czas na rozważana. Czas na działanie.
- Wojskooooo! Job waszu maaać! Ruchyyyyy! - przeraźliwy wrzask Żwirka wprawił w drgania nędzne szyby w nędznych okienkach - Był rozkaz "Ładować sięęęęęę?!" Byyyył?! To oznacza natyyyychmiast! Juuuuuż! Biegiem do pociąąąąągu! Aaaaach, gawnoooje wasze karawoooje!!! Jazda, jeśli wam życie miiiiłe!"
Tu wrzask przeszedł w chrypienie i rzężenie. Struny głosowe nie wytrzymały i odmówiły współpracy. Ale to, co z nich wyjść zdołało - pomogło. Cały oddział, jak odczarowany, walił już biegiem w stronę pociągu. Żwirko ruszył za nimi z kopyta. Tuż obok - zerkając na Staszka z mieszaniną przerażenia i podziwu, walił Wacek. Gdy zbliżali się do zastygłego w bezruchu jak żona Lota, kaprala Łozińskiego, Żwirko kuksnął Wacka łokciem pod siódme żebro i resztką głosu zapytał:
- Wacek! Bierzemy naszego Tadzia przemocą pod ramiona? I do pociągu?! Zginie tu, gdy go zostawimy!
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
I wtedy rozpętało się piekło. Pociąg przestał gwizdać i wszyscy usłyszeli...
Żwirko nie był pewny, co było pierwsze. Odgłos karabinów maszynowych, czy silników zbliżających się nisko nad ziemią samolotów. Maszynista ich nie poganiał. On ostrzegał, ale jednocześnie zagłuszał odgłos, który mógł ich ostrzec bardziej. Samoloty ostrzelały pociąg i śmigając nad nim ciągnęły seriami w kierunku składu drewna i pilotów, którzy rozpierzchali się na boki. Wacław pociągnął Żwirka w bok i rzucił się między stosy desek, które mogły stanowić jako taką osłonę. Jeszcze nie upadli na ziemię, gdy jeden z samolotów śmignął nad składem i Żwirko zobaczył go jako rozmytą plamę. Ale nie widział pod skrzydłami czarnych plam, a czerwone...I to bez białego. To wystarczyło, aby wiedział, że nie są to Niemcy.
Jako następny między deski rzucił się sierżant Flanek, ścigany seriami z karabinów następnych samolotów. Wacław począł czołgać się w głąb składowiska krzycząc:
-Głębiej! Między deskami nas nie ostrzelają!
Żwirko nie był pewny, co było pierwsze. Odgłos karabinów maszynowych, czy silników zbliżających się nisko nad ziemią samolotów. Maszynista ich nie poganiał. On ostrzegał, ale jednocześnie zagłuszał odgłos, który mógł ich ostrzec bardziej. Samoloty ostrzelały pociąg i śmigając nad nim ciągnęły seriami w kierunku składu drewna i pilotów, którzy rozpierzchali się na boki. Wacław pociągnął Żwirka w bok i rzucił się między stosy desek, które mogły stanowić jako taką osłonę. Jeszcze nie upadli na ziemię, gdy jeden z samolotów śmignął nad składem i Żwirko zobaczył go jako rozmytą plamę. Ale nie widział pod skrzydłami czarnych plam, a czerwone...I to bez białego. To wystarczyło, aby wiedział, że nie są to Niemcy.
Jako następny między deski rzucił się sierżant Flanek, ścigany seriami z karabinów następnych samolotów. Wacław począł czołgać się w głąb składowiska krzycząc:
-Głębiej! Między deskami nas nie ostrzelają!
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Żwirko gorliwie czołgał się tuż za obcasami Wacka. Akurat z ostatnim zdaniem dowódcy całkowicie się zgadzał. Czołgając się, jednocześnie nie mógł przestać kręcić głową ze zdziwienia: to te ruskie kałmuki mają takie samoloty? I tak sobie swobodnie tutaj latają? Chyba rzeczywiście całe nasze wojsko poszło na Niemca! A tu Rusek skorzystał z okazji i zaatakował od dupy strony! No żal serce ściska! Koniec świata! Pewnie zaraz odlecą, ale czy pociąg cały?
Podeszwy Wackowych butów miały niespotykany, fascynujący kształt bieżnika. I były zdecydowanie solidnie nabite gwoździami. O! W takich butach Wacek na pewno daleko zajdzie! Jeśli oczywiście zdołamy unieść stąd cało głowy...
Podeszwy Wackowych butów miały niespotykany, fascynujący kształt bieżnika. I były zdecydowanie solidnie nabite gwoździami. O! W takich butach Wacek na pewno daleko zajdzie! Jeśli oczywiście zdołamy unieść stąd cało głowy...
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Znów odgłos silników narastał i znów odezwały się karabiny maszynowe. Pociski śmignęły tuż nad stosami desek, z którymi byli schowali i leciały dalej, a zaraz za nimi śmignęły samoloty. Żwirko w przerwie między stosami dostrzegł lokomotywę. Tam, gdzie było stanowisko maszynisty, błyskały iskry od trafień. Szyby kabiny rozpadały się, niczym szklanka po uderzeniu młota kowalskiego. Wacław przykucnął, po czym wyprostował się, wystawiając głowę nad deski, ale dając znać Żwirkowi, aby pozostał schowany. Popatrzył tak kilka sekund i powiedział:
-Odlatują... Szybko! Do pozostałych! Odciągnąć rannych z widoku!
Wypadli spomiędzy desek na plac, tuż obok bramy. Za bramą stał dominujący pociąg, dymiący z dodatkowych otworów, które zrobiły samoloty. Bliżej z ziemi podnosili się piloci i mechanicy. I tylko jedna osoba nie podnosiła się. Tuż przy bramie na ziemi leżał kapral Łoziński i patrzył na Żwirka, a obok niego na ziemi leżał karabin. Żwirek pierwszy podbiegł do Tadeusza i dostrzegł, że oczy, ani żadna inna część ciała kaprala nie ruszała się. Leżał nieruchomo, bez śladu życia przy bramie, której pilnował, a obok na ziemi leżał jego karabin, z połowicznie wprowadzonym nabojem do komory. Flanek widząc, że Żwirek nachylił się nad kapralem, chwycił za karabin i podnosząc go, odbezpieczył i skierował w stronę w którą odleciały samoloty.
Żwirek przesunął palcami po powiekach kaprala, zamykając je, niczym zasłony, bez żadnego oporu. Nie było śladu oddechu, nie było wielkich plam krwi. Tylko zabrudzona kurka wojskowa, wyglądająca na piersi, jakby kapral rozlał na siebie talerz zupy, świadczyła o śmiertelnych ranach.
Wacław zatrzymał się nad nimi i krzyczał w stronę pilotów podnoszących się z pylistej ziemi, czy ktoś oberwał. Momentalnie znalazł się przy nich też Ludwik, który patrzył przed siebie, wyraźniej licząc podnoszące się osoby. Nikogo nie wydawało się brakować wśród żywych... nie licząc tego jednego, nad którym klęczał Stanisław...
-Odlatują... Szybko! Do pozostałych! Odciągnąć rannych z widoku!
Wypadli spomiędzy desek na plac, tuż obok bramy. Za bramą stał dominujący pociąg, dymiący z dodatkowych otworów, które zrobiły samoloty. Bliżej z ziemi podnosili się piloci i mechanicy. I tylko jedna osoba nie podnosiła się. Tuż przy bramie na ziemi leżał kapral Łoziński i patrzył na Żwirka, a obok niego na ziemi leżał karabin. Żwirek pierwszy podbiegł do Tadeusza i dostrzegł, że oczy, ani żadna inna część ciała kaprala nie ruszała się. Leżał nieruchomo, bez śladu życia przy bramie, której pilnował, a obok na ziemi leżał jego karabin, z połowicznie wprowadzonym nabojem do komory. Flanek widząc, że Żwirek nachylił się nad kapralem, chwycił za karabin i podnosząc go, odbezpieczył i skierował w stronę w którą odleciały samoloty.
Żwirek przesunął palcami po powiekach kaprala, zamykając je, niczym zasłony, bez żadnego oporu. Nie było śladu oddechu, nie było wielkich plam krwi. Tylko zabrudzona kurka wojskowa, wyglądająca na piersi, jakby kapral rozlał na siebie talerz zupy, świadczyła o śmiertelnych ranach.
Wacław zatrzymał się nad nimi i krzyczał w stronę pilotów podnoszących się z pylistej ziemi, czy ktoś oberwał. Momentalnie znalazł się przy nich też Ludwik, który patrzył przed siebie, wyraźniej licząc podnoszące się osoby. Nikogo nie wydawało się brakować wśród żywych... nie licząc tego jednego, nad którym klęczał Stanisław...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
- No i nie zobaczysz zagranicy, kapralu Łoziński... - Żwirko mówił cichutko, nie wiedząc czy mówi do siebie, czy do poległego druha - Nie zobaczysz...
Obciągnął i wygładził postrzelaną kurtkę. Złożył zabitemu ręce na piersi.
- Tak czy siak, przyjacielu... będziesz wyglądał porządnie... jak na żołnierza przystało...
Z trudem powstrzymał cisnące się do oczu łzy.
"Wojna! - pomyślał - Nie można płakać nad każdym poległym. I nie czas na okazywanie słabości... Wojsko patrzy!"
Obciągnął i wygładził postrzelaną kurtkę. Złożył zabitemu ręce na piersi.
- Tak czy siak, przyjacielu... będziesz wyglądał porządnie... jak na żołnierza przystało...
Z trudem powstrzymał cisnące się do oczu łzy.
"Wojna! - pomyślał - Nie można płakać nad każdym poległym. I nie czas na okazywanie słabości... Wojsko patrzy!"
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Wtedy Ludwik spojrzał na Żwirka i zapytał patrząc na ciało kaprala:
-Co z nim?
-Co z nim?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Żwirko podniósł się znad zwłok poległego i trzymając czapkę w dłoniach spojrzał ze smutkiem na Ludwika.
- Nie żyje. Zginął nasz kapral Łoziński. - westchnął z głębi piersi i rozejrzał się wokół oceniając sytuację - Pochowajmy go tu, przy torach. Na pewno znajdzie się w składzie kilka łopat. Z desek zbijemy prowizoryczną trumnę i solidny krzyż. Wypiszemy nazwisko. Pomodlimy się krótko. Damy pożegnalną salwę... Szybko nam pójdzie - ludzi jest dosyć. Wacek tymczasem sprawdzi stan lokomotywy i jeśli się da - pojedziemy.
- Nie żyje. Zginął nasz kapral Łoziński. - westchnął z głębi piersi i rozejrzał się wokół oceniając sytuację - Pochowajmy go tu, przy torach. Na pewno znajdzie się w składzie kilka łopat. Z desek zbijemy prowizoryczną trumnę i solidny krzyż. Wypiszemy nazwisko. Pomodlimy się krótko. Damy pożegnalną salwę... Szybko nam pójdzie - ludzi jest dosyć. Wacek tymczasem sprawdzi stan lokomotywy i jeśli się da - pojedziemy.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Porucznik Wacław Król wysłał Ludwika do pociągu, aby sprawdzić jego stan, po czym powiedział:
-Na pewno nie zostawimy Tadka jak psa. Jak zaraz pociąg będzie ruszać, to bierzemy ciało kaprala ze sobą i pochowamy na miejscu. Jak nie, to pochowamy go tutaj.
Ludwik wrócił chwilę później i zameldował, ze pociąg jest uszkodzony i mechanik go sprawdza, a piechota, która jechała pociągiem, za 10 minut wyrusza pieszo w kierunku granicy.
Z grobem zeszło im trochę dłużej, ale Wacław nie miał nic przeciwko, że będą musieli dogonić piechotę. Podczas gdy wartownicy obserwowali niebo, mając do obrony tylko kilka karabinów, grób Tadka został przygotowany. Gdy kapral spoczął w grobie, Wacław powiedział do zebranych:
-Żegnamy kaprala Tadeusza Łozińskiego. Od zawsze duchem był jednym z nas, a teraz oddał życie broniąc nas wszystkich. Poświęcił swoje życie, abyśmy my mogli walczyć dalej. I będziemy! W Rumunii dostaniemy nowe maszyny i wrócimy. Będziemy walczyć dalej, wiedząc, że Tadek patrzy na nas. I gdy wygramy, zbierzemy się wszyscy w Krakowie i będziemy świętować oraz wspominać pamięć tych, których nie ma, wiedząc, że ci, których nie ma patrzą na nas z dumą. Kapitan Medwecki, Kapitan Sędzielowski... nie tylko piloci. Także i spoczywający tu kapral Łoziński, znany wszystkim jako "Tadek". Za Polskę i za nich będziemy walczyć dalej! Jeszcze Polska nie zginęła!
Tymczasem 25km od nich rosyjskie czołgi parły do przodu...
-Na pewno nie zostawimy Tadka jak psa. Jak zaraz pociąg będzie ruszać, to bierzemy ciało kaprala ze sobą i pochowamy na miejscu. Jak nie, to pochowamy go tutaj.
Ludwik wrócił chwilę później i zameldował, ze pociąg jest uszkodzony i mechanik go sprawdza, a piechota, która jechała pociągiem, za 10 minut wyrusza pieszo w kierunku granicy.
Z grobem zeszło im trochę dłużej, ale Wacław nie miał nic przeciwko, że będą musieli dogonić piechotę. Podczas gdy wartownicy obserwowali niebo, mając do obrony tylko kilka karabinów, grób Tadka został przygotowany. Gdy kapral spoczął w grobie, Wacław powiedział do zebranych:
-Żegnamy kaprala Tadeusza Łozińskiego. Od zawsze duchem był jednym z nas, a teraz oddał życie broniąc nas wszystkich. Poświęcił swoje życie, abyśmy my mogli walczyć dalej. I będziemy! W Rumunii dostaniemy nowe maszyny i wrócimy. Będziemy walczyć dalej, wiedząc, że Tadek patrzy na nas. I gdy wygramy, zbierzemy się wszyscy w Krakowie i będziemy świętować oraz wspominać pamięć tych, których nie ma, wiedząc, że ci, których nie ma patrzą na nas z dumą. Kapitan Medwecki, Kapitan Sędzielowski... nie tylko piloci. Także i spoczywający tu kapral Łoziński, znany wszystkim jako "Tadek". Za Polskę i za nich będziemy walczyć dalej! Jeszcze Polska nie zginęła!
Tymczasem 25km od nich rosyjskie czołgi parły do przodu...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
- Jeszcze Polska nie zginęła! - odkrzyknęli potężnie z piersi pełnych żalu. Zasalutowali do daszków czapek. Salwy honorowej nie było - z uwagi na bardzo niewielki zapas amunicji do posiadanych Visów. Zasypali ciało. Uformowali nagrobek. Wkopali solidny krzyż z tartakowych dech, z wypisanym stopniem, imieniem i nazwiskiem poległego. Była też data: 17 września 1939.
Po tym wszystkim skupili się wokół swego Króla, popatrując to na niego, to na krzątających się przy parowozie maszynistę i pomocnika, to na niknący w perspektywie prostej drogi oddział piechurów.
Byli gotowi na spotkanie swego losu. Czekali rozkazu.
Po tym wszystkim skupili się wokół swego Króla, popatrując to na niego, to na krzątających się przy parowozie maszynistę i pomocnika, to na niknący w perspektywie prostej drogi oddział piechurów.
Byli gotowi na spotkanie swego losu. Czekali rozkazu.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6870
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
Wacław powiedział:
-Idziemy. Jeszcze tu wrócimy, gdy odzyskamy skrzydła. Za mną!
Ruszyli dalej wzdłuż torów, mijając "stację" (a raczej rozpadającą się szopę przy torach przy niewielkim ziemnym nasypie). Szli torami, gdyż nie było żadnej drogi, a na dodatek tory przecinały strumień i most był jedynym przejściem. Tor wił się wspinając się na pagórek i objeżdżając go dookoła. Gdy doszli do północnego stoku, dogonili piechurów, którzy tutaj, niecałe 5 kilometrów od miejsca, gdzie pochowano kaprala, czekali zbici w grupki, jak na jakimś postoju. Przyczyna postoju była aż nazbyt widoczna. Przed czołem zgrupowania, zaraz przy torach stał krzywy maszt, na którym powiewała leniwie Rumuńska flaga. Gdzieś tutaj była granica i zapewne jak przekroczyli rzeczkę, byli po drugiej stronie.
Ludwik, Jerzy Salski i Wacław jako dowódcy ruszyli do przodu dowiedzieć się, dlaczego wszyscy stoją, a Żwirko gnany ciekawością podążył za nimi. Ledwo zbliżyli się do pierwszej grupy, z drugiej strony do zebranych żołnierzy sierżant zaczął wykrzykiwać rozkazy:
-Zebrać się kolumnę! Przy maszcie zostawiamy broń. Rumuni wpuszczą nas tylko bez broni.
Jerzy powiedział:
-Nie podoba mnie się to. To brzmi jakbyśmy szli do niewoli.
Wacław powiedział:
-Królestwo Rumunii jest neutralne. Jakby wpuścili nas z bronią, to Niemcy mogli by ruszyć za nami w pościg, skoro Rumunii pozwalają armiom się przemieszczać swobodnie. Tak samo miało być z samolotami. Mieliśmy je odebrać, oficjalnie nieuzbrojone i przylecieć do Polski. Zresztą, co mamy za wybór? Atakujemy Rumunów? Oddamy broń i kierujemy się do Konstancy. Nic innego nam nie zostało.
-Idziemy. Jeszcze tu wrócimy, gdy odzyskamy skrzydła. Za mną!
Ruszyli dalej wzdłuż torów, mijając "stację" (a raczej rozpadającą się szopę przy torach przy niewielkim ziemnym nasypie). Szli torami, gdyż nie było żadnej drogi, a na dodatek tory przecinały strumień i most był jedynym przejściem. Tor wił się wspinając się na pagórek i objeżdżając go dookoła. Gdy doszli do północnego stoku, dogonili piechurów, którzy tutaj, niecałe 5 kilometrów od miejsca, gdzie pochowano kaprala, czekali zbici w grupki, jak na jakimś postoju. Przyczyna postoju była aż nazbyt widoczna. Przed czołem zgrupowania, zaraz przy torach stał krzywy maszt, na którym powiewała leniwie Rumuńska flaga. Gdzieś tutaj była granica i zapewne jak przekroczyli rzeczkę, byli po drugiej stronie.
Ludwik, Jerzy Salski i Wacław jako dowódcy ruszyli do przodu dowiedzieć się, dlaczego wszyscy stoją, a Żwirko gnany ciekawością podążył za nimi. Ledwo zbliżyli się do pierwszej grupy, z drugiej strony do zebranych żołnierzy sierżant zaczął wykrzykiwać rozkazy:
-Zebrać się kolumnę! Przy maszcie zostawiamy broń. Rumuni wpuszczą nas tylko bez broni.
Jerzy powiedział:
-Nie podoba mnie się to. To brzmi jakbyśmy szli do niewoli.
Wacław powiedział:
-Królestwo Rumunii jest neutralne. Jakby wpuścili nas z bronią, to Niemcy mogli by ruszyć za nami w pościg, skoro Rumunii pozwalają armiom się przemieszczać swobodnie. Tak samo miało być z samolotami. Mieliśmy je odebrać, oficjalnie nieuzbrojone i przylecieć do Polski. Zresztą, co mamy za wybór? Atakujemy Rumunów? Oddamy broń i kierujemy się do Konstancy. Nic innego nam nie zostało.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R4 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Podcięte skrzydła
- Zgadzam się z Wackiem - powiedział Staszek - Nic innego nam nie zostało. Zawracać pod ruskie kule? Za mało nas. Jedyna droga - naprzód. I za mało nas żeby atakować Rumunów, przyjaciół naszych serdecznych... chyba... Musimy im zaufać. Cóż, szkoda naszych pięknych Visów, ale jeśli w zamian mamy wrócić z nowoczesnymi myśliwcami - ja bym zaryzykował.
Kilo wody pod stopą!

