|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
-Hmmm ja widzę to innaczej.
Małe grypy po trzy cztery osoby, a w nich jeden doświadczony pilot i mniej doświadczeni aż do żółtodzioba ograniczy nam to ryzyko w razie niepowodzenia. Wszystko należy zaplanować i mieć świadomość jak wygląda grupa. No i oczywiście nic co może nas powiązać z wojskiem. Losy jak dla mnie odpadają.
Małe grypy po trzy cztery osoby, a w nich jeden doświadczony pilot i mniej doświadczeni aż do żółtodzioba ograniczy nam to ryzyko w razie niepowodzenia. Wszystko należy zaplanować i mieć świadomość jak wygląda grupa. No i oczywiście nic co może nas powiązać z wojskiem. Losy jak dla mnie odpadają.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Porucznik Józef Brzeziński poparł Ludwika mówiąc:
-Powinniśmy zwłaszcza ewakuować doświadczonych pilotów, ale żółtodziobów, jak powiedział kolega, bym chwilowo wykreślił. Musimy do Francji wysłać, co najlepsze.
Kapitan Zdzisław Krasnodębski powiedział:
-Widziałbym to tak. Starszy oficer oraz kilku doświadczonych. Najlepiej ci, którzy zestrzelili już samoloty nieprzyjaciela, to najlepsza weryfikacja umiejętności.
Wacław zapytał:
-To praktycznie większość taka jest, a musimy wybrać pierwszą grupę.
Kapitan Szczęśniewski powiedział:
-Panowie. Skoro ma być trzech-czterech, to proponuję. Jeden kapitan, jeden porucznik i losujemy z pilotów, co mają zestrzelenia, kto do nich dołączy.
Wtedy Żwirko podniósł grzecznie rękę i uzyskawszy zgodę, wstał, zaczekał aż zapadnie cisza i odezwał się:
- Panowie. W każdym z przedstawionych tu pomysłów jest sporo racji. Pozwólcie, że przedstawię koncepcję biorącą co z nich najlepsze i łączącą je w jedno. Powiem co myślę a wy zdecydujecie. Otóż moim zdaniem nie możemy wysłać na pierwszy ogień najlepszych pilotów, pozostawiając tu samych żółtodziobów. Pomijając już fakt, że nasze żółtodzioby wszystkie są po ciężkich, ostrych szkoleniach, oraz mają we krwi nieuleczalną miłość do latania i mogą być o wiele lepsze, niż żółtodzioby francuskie czy inne - pozostawienie ich samych tutaj spowoduje, że dowództwo położy na nich kreskę i zmarnuje się ich ogromny potencjał. Proponuję - zgodnie z pomysłem Ludwika - tu, na miejscu, podzielić WSZYSTKICH naszych ludzi w czteroosobowe grupki ucieczkowe, a w skład każdej z nich niech wejdą i nasze asiory i żółtodzioby wg ustalonego przez nas klucza... Niech też w każdej z nich będzie przynajmniej jeden oficer... dopóki ich wystarczy. W ten sposób nie pozostawimy nikogo na zmarnowanie. A żółtodzioby we Francji szybko nabiorą doświadczenia. Gdy już takie konkretne grupki powstaną i każdy żołnierz będzie bez pudła wiedział do której z nich należy - każdej z nich nadamy numer. I wtedy dopiero kartki z numerami wrzucimy do czapki. W ten sposób - uczciwie i bez podtekstów - wyznaczymy kolejność opuszczania obozu. Z jaką prędkością to zrobimy zależy tylko od nas, bo Rumuni nam sprzyjają i nie będą robić przeszkód. Prędkość opuszczania obozu będzie raczej zależeć od wydajności rumuńskich kobiet, szykujących dla nas cywilne ciuchy. Nawiasem mówiąc to też jest doskonały pomysł. Tak samo jak pomysł porucznika Skibińskiego, dotyczący naszych prywatnych rzeczy, z którymi każdy z nas zdecyduje się rozstać. Wiem, że to czasem ciężko... Ale i tak nie zdołamy wszystkiego zabrać. A dołożenie własnej cegiełki do urealnienia przerzutu wszystkich żołnierzy - bezcenne!
Żwirko złapał oddech i powiódł wzrokiem po słuchaczach.
- To tyle chciałem powiedzieć. I pamiętajcie panowie: spieszymy się do Polski. Może i przez Francję, na pewno po łbach Niemców - ale zawsze i niezmiennie. Amen.
To mówiąc usiadł z rozmachem, a głos zabrał znów Zdzisław Krasnodębski:
-Czyli dalej jesteśmy w miejscu, że trzeba wyznaczyć. Więc może zróbmy to losowanie grup, ale nie wszystkich, a kilku. Przecież jutro mogą przyjść tutaj nowi piloci i co im powiemy? Wy odpadacie, bo się spóźniliście? No i aby uniknąć sytuacji, że piloci z jednego tylko dywizjonu opuszczają obóz, niech każda grupa zawiera osoby z różnych dywizjonów. A ponieważ czas leci, zróbmy dwie listy. Jedną dla Rumunów, czyli dla majora, drugą dla nas do podzielenia. I podzielmy listę naszych na dowódców, doświadczonych pilotów i żółtodziobów, bo inaczej spędzimy tutaj całą noc i nic nie ustalimy, bo gdzie 2 Polaków, tam 3 zdania. Spiszmy to i potem dowódcy dywizjonów zostają i podzielą pilotów.
Niektórzy jeszcze marudzili, ale głos, że należy coś zrobić został przeforsowany przez rosnące grono. Kapitan Walerian Jasionowski powiedział do Wacława:
-Pozwól, że zabiorę Ludwika i Żwirka. Jako, że do sformowania Francuskiego Dywizjonu nie doszło, to przygotuję z nimi oraz Mietkiem i Bronkiem tą listę. W końcu lataliśmy razem przez cały Wrzesień, to możemy wspólnie to ustalić. Oczywiście nie odbieram ci dowództwa, tylko chodzi o samą listę.
Wacław przytaknął i powiedział:
-Dobrze. Ja zostanę tu i dopilnuję, aby nowe pomysły nie wyszły na wierzch.
Piątka oficerów z Krakowskiego Pułku Myśliwskiego udała się do stołu obok. Walerian wziął kartkę, ołówek i powiedział:
-No to zacznijmy. Ja, Edek to dowódcy... Staszek Wielgus to nie as, ale doświadczony pilot. Za Zaolzie dostał pochwałę od generała Bortnowskiego. Florian... Właśnie. O takich osobach, jak on zapomnieliśmy... To na razie do żółtodziobów go zapiszmy, bo takich będzie najmniej, ale zaznaczę, że to techniczni... Tak samo doktor. No to może jako pierwsza, niech pójdzie [12]1-sza. Ludwiku, Staszku. Wy jako dowódcy, czy jako doświadczeni piloci się widzicie? Niby wiem, jak rozpisać resztę was, ale chciałbym usłyszeć to od was.
-Powinniśmy zwłaszcza ewakuować doświadczonych pilotów, ale żółtodziobów, jak powiedział kolega, bym chwilowo wykreślił. Musimy do Francji wysłać, co najlepsze.
Kapitan Zdzisław Krasnodębski powiedział:
-Widziałbym to tak. Starszy oficer oraz kilku doświadczonych. Najlepiej ci, którzy zestrzelili już samoloty nieprzyjaciela, to najlepsza weryfikacja umiejętności.
Wacław zapytał:
-To praktycznie większość taka jest, a musimy wybrać pierwszą grupę.
Kapitan Szczęśniewski powiedział:
-Panowie. Skoro ma być trzech-czterech, to proponuję. Jeden kapitan, jeden porucznik i losujemy z pilotów, co mają zestrzelenia, kto do nich dołączy.
Wtedy Żwirko podniósł grzecznie rękę i uzyskawszy zgodę, wstał, zaczekał aż zapadnie cisza i odezwał się:
- Panowie. W każdym z przedstawionych tu pomysłów jest sporo racji. Pozwólcie, że przedstawię koncepcję biorącą co z nich najlepsze i łączącą je w jedno. Powiem co myślę a wy zdecydujecie. Otóż moim zdaniem nie możemy wysłać na pierwszy ogień najlepszych pilotów, pozostawiając tu samych żółtodziobów. Pomijając już fakt, że nasze żółtodzioby wszystkie są po ciężkich, ostrych szkoleniach, oraz mają we krwi nieuleczalną miłość do latania i mogą być o wiele lepsze, niż żółtodzioby francuskie czy inne - pozostawienie ich samych tutaj spowoduje, że dowództwo położy na nich kreskę i zmarnuje się ich ogromny potencjał. Proponuję - zgodnie z pomysłem Ludwika - tu, na miejscu, podzielić WSZYSTKICH naszych ludzi w czteroosobowe grupki ucieczkowe, a w skład każdej z nich niech wejdą i nasze asiory i żółtodzioby wg ustalonego przez nas klucza... Niech też w każdej z nich będzie przynajmniej jeden oficer... dopóki ich wystarczy. W ten sposób nie pozostawimy nikogo na zmarnowanie. A żółtodzioby we Francji szybko nabiorą doświadczenia. Gdy już takie konkretne grupki powstaną i każdy żołnierz będzie bez pudła wiedział do której z nich należy - każdej z nich nadamy numer. I wtedy dopiero kartki z numerami wrzucimy do czapki. W ten sposób - uczciwie i bez podtekstów - wyznaczymy kolejność opuszczania obozu. Z jaką prędkością to zrobimy zależy tylko od nas, bo Rumuni nam sprzyjają i nie będą robić przeszkód. Prędkość opuszczania obozu będzie raczej zależeć od wydajności rumuńskich kobiet, szykujących dla nas cywilne ciuchy. Nawiasem mówiąc to też jest doskonały pomysł. Tak samo jak pomysł porucznika Skibińskiego, dotyczący naszych prywatnych rzeczy, z którymi każdy z nas zdecyduje się rozstać. Wiem, że to czasem ciężko... Ale i tak nie zdołamy wszystkiego zabrać. A dołożenie własnej cegiełki do urealnienia przerzutu wszystkich żołnierzy - bezcenne!
Żwirko złapał oddech i powiódł wzrokiem po słuchaczach.
- To tyle chciałem powiedzieć. I pamiętajcie panowie: spieszymy się do Polski. Może i przez Francję, na pewno po łbach Niemców - ale zawsze i niezmiennie. Amen.
To mówiąc usiadł z rozmachem, a głos zabrał znów Zdzisław Krasnodębski:
-Czyli dalej jesteśmy w miejscu, że trzeba wyznaczyć. Więc może zróbmy to losowanie grup, ale nie wszystkich, a kilku. Przecież jutro mogą przyjść tutaj nowi piloci i co im powiemy? Wy odpadacie, bo się spóźniliście? No i aby uniknąć sytuacji, że piloci z jednego tylko dywizjonu opuszczają obóz, niech każda grupa zawiera osoby z różnych dywizjonów. A ponieważ czas leci, zróbmy dwie listy. Jedną dla Rumunów, czyli dla majora, drugą dla nas do podzielenia. I podzielmy listę naszych na dowódców, doświadczonych pilotów i żółtodziobów, bo inaczej spędzimy tutaj całą noc i nic nie ustalimy, bo gdzie 2 Polaków, tam 3 zdania. Spiszmy to i potem dowódcy dywizjonów zostają i podzielą pilotów.
Niektórzy jeszcze marudzili, ale głos, że należy coś zrobić został przeforsowany przez rosnące grono. Kapitan Walerian Jasionowski powiedział do Wacława:
-Pozwól, że zabiorę Ludwika i Żwirka. Jako, że do sformowania Francuskiego Dywizjonu nie doszło, to przygotuję z nimi oraz Mietkiem i Bronkiem tą listę. W końcu lataliśmy razem przez cały Wrzesień, to możemy wspólnie to ustalić. Oczywiście nie odbieram ci dowództwa, tylko chodzi o samą listę.
Wacław przytaknął i powiedział:
-Dobrze. Ja zostanę tu i dopilnuję, aby nowe pomysły nie wyszły na wierzch.
Piątka oficerów z Krakowskiego Pułku Myśliwskiego udała się do stołu obok. Walerian wziął kartkę, ołówek i powiedział:
-No to zacznijmy. Ja, Edek to dowódcy... Staszek Wielgus to nie as, ale doświadczony pilot. Za Zaolzie dostał pochwałę od generała Bortnowskiego. Florian... Właśnie. O takich osobach, jak on zapomnieliśmy... To na razie do żółtodziobów go zapiszmy, bo takich będzie najmniej, ale zaznaczę, że to techniczni... Tak samo doktor. No to może jako pierwsza, niech pójdzie [12]1-sza. Ludwiku, Staszku. Wy jako dowódcy, czy jako doświadczeni piloci się widzicie? Niby wiem, jak rozpisać resztę was, ale chciałbym usłyszeć to od was.
por. Ludwik Gwarczyński, (LudwikG) -Zestrzelenia 2 He-111, doświadczony lotnik, długo w pułku, "trzeci" w eskadrze 1 września 1939
ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko (PL_Qbik) - Zestrzelenia: 1 Ju87 , 0,5 He111, też doświadczony lotnik, długo w pułku "czwarty" w eskadrze 1 września 1939
ppor. Andrzej Baran (PL_Andrev) - Zestrzelenia: 1/2 Ju87 1x Do 17, dopiero w 1939 dołączył po zakończeniu szkolenia
sierż. Leopold Flanek, (NPC) - Zestrzelenia: 1 Ju87, 1 Do17, 1 Bf109, Me110 (prawdopodobne), doświadczony lotnik, latał w akrobatycznej trójce krakowskiego pułku
plut. Jan Kremski, (NPC) - Zestrzelenia: 2x Bf109, 1 Bf 109 (prawdopodobnie), doświadczony lotnik, W 1937 zwyciężył razem (grupowo) w Centralnych Zawodach Lotnictwa Myśliwskiego i zdobył Puchar im. śp. płk. pil. Stanisława Jasińskiego.
kpr. Tadeusz Arabski, (NPC) - Zestrzelenia 2x 1/2 Ju87, 1/2 He111, młody lotnik
Nieobecnych nie podano, tak samo technicznych
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Ludwik odpowiedział jako pierwszy
- Oczywiście, że jako doświadczony pilot!
Chyba że w grupie nie będzie się to "spinać" , wtedy możesz mnie zapisać "wyżej".
Zresztą czekaj...
jak mamy "skakać" razem to zróbmy to tak
Ja biorę jedną grupę, a Staszek drugą.
U mnie Baran, Arabski i mogę kogoś od was albo technicznego, a Staszek reszte chłopaków z "pierwszej".
I mielibyśmy to, przynajmniej u nas załatwione.
- Oczywiście, że jako doświadczony pilot!
Chyba że w grupie nie będzie się to "spinać" , wtedy możesz mnie zapisać "wyżej".
Zresztą czekaj...
jak mamy "skakać" razem to zróbmy to tak
Ja biorę jedną grupę, a Staszek drugą.
U mnie Baran, Arabski i mogę kogoś od was albo technicznego, a Staszek reszte chłopaków z "pierwszej".
I mielibyśmy to, przynajmniej u nas załatwione.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
-Nie mówcie "u mnie", bo grupy dopiero będą dzielone - powiedział Walerian - I jak pomysł kapitana Krasnodębskiego przejdzie, to możecie być mieszani. Czyli... - spojrzał na kartkę.- Dowódcy: Ludwik i Żwirko, Doświadczeni: Flanek, Kremski i jako żółtodzioby Baran i Arabski... Czy Andrzeja raczej widzicie jako doświadczonego, niż żółtodzioba?
Żwirko z pewnym zdziwieniem spojrzał na kapitana i powiedział:
- No co ty, Waluś! Żółtodzioby to tacy, którzy jeszcze w akcji nie byli i prochu nie wąchali! Andrzej zatem będzie zdecydowanie doświadczony! I w ogóle nie przejmujcie się rangami, tylko właśnie doświadczeniem. Rangi są zdecydowanie drugorzędne. Te grupy mają tylko przemknąć do Francji. Czasem grupa złożona z samych niskich rangą poradzi sobie w drodze lepiej niż grupa z szarżami w składzie. A mnie dajcie gdzie chcecie - mnie jest dokładnie wsio rawno! Rachu ciach! Przydzielamy i po sprawie. Nie ma co dzielić włosa na czworo. Licznik bije - zegar tyka - Polska czeka na ratunek, a Szwaby na pranie dupska.
Kapitan spojrzał przez okno na obóz, jakby patrzył, czy wciąż tu jest i zwrócił się do Ludwika:
-Kojarzycie tu jakiegoś pilota, co jest w takim razie żółtodziobem, Ludwiku? Przecież wszyscy tu zgromadzeni brali udział w wojnie.
Żwirko z pewnym zdziwieniem spojrzał na kapitana i powiedział:
- No co ty, Waluś! Żółtodzioby to tacy, którzy jeszcze w akcji nie byli i prochu nie wąchali! Andrzej zatem będzie zdecydowanie doświadczony! I w ogóle nie przejmujcie się rangami, tylko właśnie doświadczeniem. Rangi są zdecydowanie drugorzędne. Te grupy mają tylko przemknąć do Francji. Czasem grupa złożona z samych niskich rangą poradzi sobie w drodze lepiej niż grupa z szarżami w składzie. A mnie dajcie gdzie chcecie - mnie jest dokładnie wsio rawno! Rachu ciach! Przydzielamy i po sprawie. Nie ma co dzielić włosa na czworo. Licznik bije - zegar tyka - Polska czeka na ratunek, a Szwaby na pranie dupska.
Kapitan spojrzał przez okno na obóz, jakby patrzył, czy wciąż tu jest i zwrócił się do Ludwika:
-Kojarzycie tu jakiegoś pilota, co jest w takim razie żółtodziobem, Ludwiku? Przecież wszyscy tu zgromadzeni brali udział w wojnie.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
- W naszych szeregach nie, ale lada moment pojawią się tu koledzy z Dęblina. Jeśli się nie mylę to któraś eskadra z "poznańskich" miała kilku świeżych pilotów.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
-Miała - powiedział kapitan - Wy też mieliście i obecnie chcecie ich jako doświadczonych wpisać. A jak co co się uczą, tu dotrą, to wtedy będziemy się nimi martwić, tak samo jak o pilotów eskadr, co tu nie dotarły. Ale jak chcecie. Czyli zdajecie sobie sprawę, że właśnie opóźniacie wyjazd swoich pilotów, skoro żółtodziobów tu prawie nie ma? Bo najwięcej będzie doświadczonych, co spowoduje, że jak ktoś jest żółtodziobem opuszcza obóz praktycznie z dnia na dzień. Czyli podsumowując [12]1-szą. Dowódcy; Ludwik i Żwirko, Doświadczeni: Cała reszta, Żółtodzioby: Brak, no i jeszcze techniczni, co pod żółtodziobami zapisujemy. Zgadza się? Żwirko, Ludwik? Brak sprzeciwów?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
- Tak zgadza się, nasza ekipa to sami doświadczenie piloci.
Tu Ludwik zrobił pauzę, wypuścił głośno powietrze dając znać, że coś go irytuję.
-Wpadamy w otchłań zakulisową machiny wojenną a dokładnie "biurokrację" z którą tak często my żołnierze walczymy. Jaki jest cel przedostania się naszych pilotów? Jakie są oczekiwania względem nas?
My jesteśmy gotowi i uzupełnić się możemy o naszych "żółtodziobów" czyli personel techniczny.
I nie, nie zdaję sobie sprawy, że opóźniam wyjazd swoich pilotów. To pytanie skieruj do tych którzy nami dowodzą. Dla mnie koledzy to jest cyrk, że mamy się tym martwić, że "góra" nawet skrzynki przerzutowej nie zorganizuję z cywilnymi ubraniami...achh szkoda gadać. Kontynuujcie beze mnie.
Tu Ludwik zrobił pauzę, wypuścił głośno powietrze dając znać, że coś go irytuję.
-Wpadamy w otchłań zakulisową machiny wojenną a dokładnie "biurokrację" z którą tak często my żołnierze walczymy. Jaki jest cel przedostania się naszych pilotów? Jakie są oczekiwania względem nas?
My jesteśmy gotowi i uzupełnić się możemy o naszych "żółtodziobów" czyli personel techniczny.
I nie, nie zdaję sobie sprawy, że opóźniam wyjazd swoich pilotów. To pytanie skieruj do tych którzy nami dowodzą. Dla mnie koledzy to jest cyrk, że mamy się tym martwić, że "góra" nawet skrzynki przerzutowej nie zorganizuję z cywilnymi ubraniami...achh szkoda gadać. Kontynuujcie beze mnie.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Ludwik miał już kłaść się spać, aby skończyć ten irytujacy (zwłaszcza wieczorem) dzień, gdy oficerowie zaczęli wracać do baraku. Porucznik Król zebrał Żwirka, po czym podszedł do Ludwika i ściszonym głosem powiedział:
-Ludwik, Żwirko. Mam dwie sprawy. Dobra jest taka, że jutro z rana Andrzej znika z kapitanem Łaszkiewiczem i porucznikiem Goethelem, trzeba go poinformować, ale najpierw... o co wy do cholery pokłóciliście się z kapitanem Jasionowskim? Coś stało się w Lublinie o czym nie wiem? Wstyd na cały obóz, jak obaj dowódcy eskadry zachowują się jak... - machnął ręką - Dobra, może do rzeczy. Mieliście tylko podzielić pilotów na trzy grupy. Co się stało? Bo chyba o taką pierdołę prawie się nie pozabijaliście?
-Ludwik, Żwirko. Mam dwie sprawy. Dobra jest taka, że jutro z rana Andrzej znika z kapitanem Łaszkiewiczem i porucznikiem Goethelem, trzeba go poinformować, ale najpierw... o co wy do cholery pokłóciliście się z kapitanem Jasionowskim? Coś stało się w Lublinie o czym nie wiem? Wstyd na cały obóz, jak obaj dowódcy eskadry zachowują się jak... - machnął ręką - Dobra, może do rzeczy. Mieliście tylko podzielić pilotów na trzy grupy. Co się stało? Bo chyba o taką pierdołę prawie się nie pozabijaliście?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
- Jaki dowódcy eskadry? Eskadry już nie ma. Przepraszam, ale
Wacław nic się nie stało, wyraziłem jasno swoje nie zadowolenie i to tyle. Moim zdaniem skupiamy się na tym co nie trzeba.
Wacław nic się nie stało, wyraziłem jasno swoje nie zadowolenie i to tyle. Moim zdaniem skupiamy się na tym co nie trzeba.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Żwirko spojrzał Wackowi prosto w oczy i rzekł:
- Nie było żadnej kłótni. Ja również po prostu wyraziłem swoje niezadowolenie. Kapitan Jasionowski buksuje w miejscu jak rozklekotana ciężarówka. Nie posuwamy się ani o milimetr do przodu. Nie słucha argumentów, nie wyciąga wniosków, nie pozwala działać. Zadaje idiotyczne pytania o całkowicie drugorzędne sprawy. Nie mam ochoty gonić jak pies za własnym ogonem, rozważając bezsensowne i durnowate kwestie. Nie przywędrowałem tu po to aby siedzieć na dupsku i trzepać po próżnicy jęzorem. Bicie piany i nic więcej! Beze mnie! Wiesz, Wacek, mówię za siebie. Ale myślę, że większość chłopaków chciałaby się już stąd wyrwać. Ja jestem gotów słuchać. I działać. A nie zżymać się słuchając bezsensownych gadek. Wybacz. I przepraszam, ale w moim i Ludwika zachowaniu nie widzę najmniejszego powodu do wstydu. Powiedzieliśmy to, co mieliśmy do powiedzenia i powiedzieliśmy to grzecznie, choć stanowczo. Powodem do wstydu jest raczej to, że pod przywództwem kapitana nie postępujemy ani o jotę naprzód.
Wacław przerzucał wzrok między Ludwikiem i Żwirkiem, po czym powiedział:
-Koledzy, ale spokojnie. Mnie też siedzenie tutaj nie odpowiada i wolałbym być we Francji, a fakt, że byliśmy już w drodze po samoloty, gdy zmieniła się sytuacja też zabolał. Chyba nie ma w całym obozie żadnego pilota, ani mechanika, który nie chciałby się stąd wydostać, ale jak zaczniemy z tego powodu się kłócić o byle co, to daleko nie zajedziemy. Jak rozumiem błędem było, że sam nie poszedłem z wami spisać tej listy? Przepraszam, myślałem, że między wami, a kapitanem Jasionowskim panuje koleżeńska atmosfera i jak zaproponował, że sporządzi listę, nie widziałem w tym nic złego. Słuchaj, Żwirek, jak dostaniemy się do Francji, będą formowane nowe oddziały. Nie będę wnikał o przyczynę waszego sporu, rozumiem, że ani ty, ani Ludwik - to mówiąc spojrzał na Ludwika - ani też Andrzej nie chcecie trafić pod dowództwo kapitana Jasionowskiego i mam użyć wszelkich możliwości jakie będę miał, abyście trafili do innej jednostki, zgadza się? Jak tak, to zrobię, co w mojej mocy, a teraz chodźmy do Andrzeja, bo jak zaśnie, to jeszcze go kolejka na ucieczkę ominie, jak się spóźni.
- Nie było żadnej kłótni. Ja również po prostu wyraziłem swoje niezadowolenie. Kapitan Jasionowski buksuje w miejscu jak rozklekotana ciężarówka. Nie posuwamy się ani o milimetr do przodu. Nie słucha argumentów, nie wyciąga wniosków, nie pozwala działać. Zadaje idiotyczne pytania o całkowicie drugorzędne sprawy. Nie mam ochoty gonić jak pies za własnym ogonem, rozważając bezsensowne i durnowate kwestie. Nie przywędrowałem tu po to aby siedzieć na dupsku i trzepać po próżnicy jęzorem. Bicie piany i nic więcej! Beze mnie! Wiesz, Wacek, mówię za siebie. Ale myślę, że większość chłopaków chciałaby się już stąd wyrwać. Ja jestem gotów słuchać. I działać. A nie zżymać się słuchając bezsensownych gadek. Wybacz. I przepraszam, ale w moim i Ludwika zachowaniu nie widzę najmniejszego powodu do wstydu. Powiedzieliśmy to, co mieliśmy do powiedzenia i powiedzieliśmy to grzecznie, choć stanowczo. Powodem do wstydu jest raczej to, że pod przywództwem kapitana nie postępujemy ani o jotę naprzód.
Wacław przerzucał wzrok między Ludwikiem i Żwirkiem, po czym powiedział:
-Koledzy, ale spokojnie. Mnie też siedzenie tutaj nie odpowiada i wolałbym być we Francji, a fakt, że byliśmy już w drodze po samoloty, gdy zmieniła się sytuacja też zabolał. Chyba nie ma w całym obozie żadnego pilota, ani mechanika, który nie chciałby się stąd wydostać, ale jak zaczniemy z tego powodu się kłócić o byle co, to daleko nie zajedziemy. Jak rozumiem błędem było, że sam nie poszedłem z wami spisać tej listy? Przepraszam, myślałem, że między wami, a kapitanem Jasionowskim panuje koleżeńska atmosfera i jak zaproponował, że sporządzi listę, nie widziałem w tym nic złego. Słuchaj, Żwirek, jak dostaniemy się do Francji, będą formowane nowe oddziały. Nie będę wnikał o przyczynę waszego sporu, rozumiem, że ani ty, ani Ludwik - to mówiąc spojrzał na Ludwika - ani też Andrzej nie chcecie trafić pod dowództwo kapitana Jasionowskiego i mam użyć wszelkich możliwości jakie będę miał, abyście trafili do innej jednostki, zgadza się? Jak tak, to zrobię, co w mojej mocy, a teraz chodźmy do Andrzeja, bo jak zaśnie, to jeszcze go kolejka na ucieczkę ominie, jak się spóźni.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
- Chwila zaraz, zaraz!
Powiedziałem to co miałem powiedzieć i Staszek też zresztą - spojrzał na Stanisława - porucznik Żwirko bardzo szczegółowo ci to opsiał. Skoro od nas nie ma zażaleń i nigdy z chłopem problemu nie mieliśmy i możemy latać pod każdym byle by bić niemca, to wydaję mi się że pan kapitan ma jakieś "ale" do nas.
Bo przecież ton rozmowy był normalny, słowa również kulturalne, a mimo to przyszedłeś do nas przekazując nam takie informację.
Co świadczy, że pan kapitan żalił się bo skargi nie złożył bo zabrakło...yyy nie ważne. Ja mogę pod nim latać jak i mogę wyjechać stąd ostatni.
Szkolenie i tak nie ruszy bez kompletu pilotów, a czy mam na nie oczekiwać tam w luksusach czy tu to dla mnie bez różnicy.
I jeszcze jedno, mój pomysł aby podzielić grupę ucieczkową na pilotów o różnym doświadczeniu wynika z bardzo prostego powodu.
W razie złapania, tracimy jednego świetnego pilota jednego żółtodzioba, zamiast dla przykładu 4 mocno doświadczonych pilotów.
Ponad to ja nie słyszałem że tylko najlepsi mają udać się do Francji tylko wszyscy. Temat dla mnie zamknięty.
Powiedziałem to co miałem powiedzieć i Staszek też zresztą - spojrzał na Stanisława - porucznik Żwirko bardzo szczegółowo ci to opsiał. Skoro od nas nie ma zażaleń i nigdy z chłopem problemu nie mieliśmy i możemy latać pod każdym byle by bić niemca, to wydaję mi się że pan kapitan ma jakieś "ale" do nas.
Bo przecież ton rozmowy był normalny, słowa również kulturalne, a mimo to przyszedłeś do nas przekazując nam takie informację.
Co świadczy, że pan kapitan żalił się bo skargi nie złożył bo zabrakło...yyy nie ważne. Ja mogę pod nim latać jak i mogę wyjechać stąd ostatni.
Szkolenie i tak nie ruszy bez kompletu pilotów, a czy mam na nie oczekiwać tam w luksusach czy tu to dla mnie bez różnicy.
I jeszcze jedno, mój pomysł aby podzielić grupę ucieczkową na pilotów o różnym doświadczeniu wynika z bardzo prostego powodu.
W razie złapania, tracimy jednego świetnego pilota jednego żółtodzioba, zamiast dla przykładu 4 mocno doświadczonych pilotów.
Ponad to ja nie słyszałem że tylko najlepsi mają udać się do Francji tylko wszyscy. Temat dla mnie zamknięty.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Wacław powiedział:
-Zaraz, moment, bo coś tu nie pasuje. Ale przecież na grupy dzieliliśmy, właśnie na takie o różnym doświadczeniu, gdy wy już poszliście sobie. Znaczy cały ten spór jest o to, ze kapitan Jasionowski nie chciał od razu tworzyć grup bez czekania na innych? Przecież nie miał tego robić. Miał tylko przedstawić do podziału, kto jest dowódcami, kto doświadczonymi pilotami, a kto żółtodziobami, abyśmy to podzielili. I kapitan nie żalił się, a wręcz was bronił i przedstawił, że was chyba zabolało, ze Andrzeja zapisał jako żółtodzioba... No, ale tu wszyscy zgodziliśmy się praktycznie jednogłośnie, jak was nie było, że kryterium podziału na grupy jest stan sprzed mobilizacji i aby uznać najmłodszych stażem pilotów jako "żółtodziobów". No i Andrzej właśnie z puli "żółtodziobów" został wybrany do jutrzejszej ucieczki. Więc kapitan nie ma do was żalu, widział tu raczej ujście frustracji, która jest w nas wszystkich. No, ale źle to wyglądało przed innymi, którzy to widzieli. Dobra, kończymy ten temat. Andrzej na nas czeka... znaczy, nie czeka, bo nie wie, że ma czekać, ale czeka.
-Zaraz, moment, bo coś tu nie pasuje. Ale przecież na grupy dzieliliśmy, właśnie na takie o różnym doświadczeniu, gdy wy już poszliście sobie. Znaczy cały ten spór jest o to, ze kapitan Jasionowski nie chciał od razu tworzyć grup bez czekania na innych? Przecież nie miał tego robić. Miał tylko przedstawić do podziału, kto jest dowódcami, kto doświadczonymi pilotami, a kto żółtodziobami, abyśmy to podzielili. I kapitan nie żalił się, a wręcz was bronił i przedstawił, że was chyba zabolało, ze Andrzeja zapisał jako żółtodzioba... No, ale tu wszyscy zgodziliśmy się praktycznie jednogłośnie, jak was nie było, że kryterium podziału na grupy jest stan sprzed mobilizacji i aby uznać najmłodszych stażem pilotów jako "żółtodziobów". No i Andrzej właśnie z puli "żółtodziobów" został wybrany do jutrzejszej ucieczki. Więc kapitan nie ma do was żalu, widział tu raczej ujście frustracji, która jest w nas wszystkich. No, ale źle to wyglądało przed innymi, którzy to widzieli. Dobra, kończymy ten temat. Andrzej na nas czeka... znaczy, nie czeka, bo nie wie, że ma czekać, ale czeka.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
[oczekuję na rozwój sytuacji]
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6869
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
Żwirko westchnął ciężko z wyraźną rezygnacją.
- Wacuś! Bardzo cię lubię, szanuję i cenię. - powstrzymał gestem dłoni wyraźnie nadchodzący Wackowy protest wobec tych słów, - Tak! I cenię! Ale wydaje mi się, że panująca tu ogólna bezczynność i niepewność zaczynają i na ciebie niekorzystnie wpływać. Najwyraźniej zmierzasz w kierunku bezproduktywnego bicia piany i rozważania kwestii, których rozważanie nikomu do niczego się nie przyda, bo żadnych spraw nie posuwa naprzód! Nie obraź się, ale i ja i Ludwik od dobrych kilku chwil usiłujemy ci powiedzieć, że właśnie to bezproduktywne buksowanie w miejscu zirytowało nas u kapitana Jasionowskiego. Na litość Boską! Kogo to obchodzi co robiliście przy stole po naszym odejściu?! I po co się zastanawiać "o co był cały ten spór"?! NIE BYŁO żadnego sporu! Ludwika i mnie wkurzyło kapitańskie gadanie o niczym! Zrozumże to wreszcie! I nic innego - w tym i to, "że Andrzeja zapisał jako żółtodzioba" - nas nie zabolało! I czułem to przecież, że Jasionowski nie będzie miał do nas żalu, bo to swój chłop jest! Więc zlituj się chłopie i wreszcie - jak powiedziałeś - zakończmy ten temat! I wszystkie jemu podobne, równie nieistotne!
Staszek klepnął Wacława po plecach, ukradkiem puścił oko do Ludwika i dodał:
- I chodźmy wreszcie do tego naszego Baranka co to "nie czeka ale jednak czeka", bo w końcu nam stąd pryśnie bez pożegnania.
Gdy szli do Andrzeja, Ludwik widział, że Wacław jest skwaszony. Chyba on też miał dość tego, co tu się działo i powstrzymywał się przed eksplozją. Szkoda tylko, że swoją frustrację kierował w złą stronę. Odprawa Andrzeja była krótka i szybka. Rano, gdy inni będą szykować się do apelu, on udaje się do izby chorych, zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wraz z kapitanem Łaszkiewiczem i porucznikiem Goethelem mieli uciec z obozu zgodnie z ustalonym wcześniej planem. Jako, że Andrzej musiał w nocy nie tylko się spakować na nowo, ale także wyspać, pożegnanie było krótkie.
Andrzej zgodnie z planem nie pojawił się na porannym apelu, a jego nieobecność nie została nawet zauważona. Gdy tylko Rumunii się oddalili, Wacław powiedział do wszystkich pilotów:
-Podczas obiadu siadamy razem. Przedstawię wam, co wczoraj ustalono o ucieczkach w ramach operacji o kryptonimie "Bicie Piany". - Ludwik poczuł, że Wacław jest zły o tą nazwę, bo w tych słowach kryła się mocna irytacja - Mówiąc krótko, kto i kiedy ucieka, bo masowa ucieczka nie wchodzi chwilowo w grę. Andrzej jak widzicie już stąd się zmył, ale to nie samowolka, tylko właśnie "Bicie Piany". Tak więc odrobina cierpliwości, a teraz rozejść się, bo Rumunii mogą patrzeć.
I sam skierował się do baraku w którym mieściło się "dowództwo obozu", jak dumnie nazwano osoby, które Rumunii wyznaczyli na osoby kontaktowe i często tam zaglądali, gdy mieli jakieś sprawy.
Zaraz potem pojawiły się nowe twarze. Do obozu dotarło 4 pilotów ze 123-ciej eskadry! Podporucznicy Kawnik, Czerniak, Bożek oraz szeregowy Nowakiewicz. Od razu otoczyli ich koledzy z Krakowskiego pułku, dopytując się, co było u nich. A nie było za dobrze. Mając PZL 7a, byli na jeszcze bardziej straconej pozycji, niż reszta dywizjonu. Już pierwszego dnia zginął kapitan Olszewski, Feliks Szyszka został postrzelony, gdy wyskoczył na spadochronie, a i podchorążego Danka spotkał ten sam los. Aż dziw, że ostatecznie za 6 utraconych maszyn, sami pozbawili szkopów 6 maszyn, w tym dwóch Messerschmidtów 110, w czym "wyspecjalizował się" podporucznik Czerniak. Postrzelona eskadra wycofana została później pod Lublin i utracono kontakt z rannymi, którzy zostali w Warszawie. Ostatecznie dostali się z 4 maszynami na Przedmoście Rumuńskie i ewakuowali je do Rumunii, ale w ten sposób rozstali się też z innymi pilotami oraz zapleczem technicznym. Rumunii kazali im tylko przebazować samoloty, a potem wysłali ich tutaj i nawet widać było, że Erwin liczył, że tutaj spotka resztę personelu z eskadry.
-A jak poszło wam, Ludwiku? - zapytał Erwin [Kawnik]
- Wacuś! Bardzo cię lubię, szanuję i cenię. - powstrzymał gestem dłoni wyraźnie nadchodzący Wackowy protest wobec tych słów, - Tak! I cenię! Ale wydaje mi się, że panująca tu ogólna bezczynność i niepewność zaczynają i na ciebie niekorzystnie wpływać. Najwyraźniej zmierzasz w kierunku bezproduktywnego bicia piany i rozważania kwestii, których rozważanie nikomu do niczego się nie przyda, bo żadnych spraw nie posuwa naprzód! Nie obraź się, ale i ja i Ludwik od dobrych kilku chwil usiłujemy ci powiedzieć, że właśnie to bezproduktywne buksowanie w miejscu zirytowało nas u kapitana Jasionowskiego. Na litość Boską! Kogo to obchodzi co robiliście przy stole po naszym odejściu?! I po co się zastanawiać "o co był cały ten spór"?! NIE BYŁO żadnego sporu! Ludwika i mnie wkurzyło kapitańskie gadanie o niczym! Zrozumże to wreszcie! I nic innego - w tym i to, "że Andrzeja zapisał jako żółtodzioba" - nas nie zabolało! I czułem to przecież, że Jasionowski nie będzie miał do nas żalu, bo to swój chłop jest! Więc zlituj się chłopie i wreszcie - jak powiedziałeś - zakończmy ten temat! I wszystkie jemu podobne, równie nieistotne!
Staszek klepnął Wacława po plecach, ukradkiem puścił oko do Ludwika i dodał:
- I chodźmy wreszcie do tego naszego Baranka co to "nie czeka ale jednak czeka", bo w końcu nam stąd pryśnie bez pożegnania.
Gdy szli do Andrzeja, Ludwik widział, że Wacław jest skwaszony. Chyba on też miał dość tego, co tu się działo i powstrzymywał się przed eksplozją. Szkoda tylko, że swoją frustrację kierował w złą stronę. Odprawa Andrzeja była krótka i szybka. Rano, gdy inni będą szykować się do apelu, on udaje się do izby chorych, zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wraz z kapitanem Łaszkiewiczem i porucznikiem Goethelem mieli uciec z obozu zgodnie z ustalonym wcześniej planem. Jako, że Andrzej musiał w nocy nie tylko się spakować na nowo, ale także wyspać, pożegnanie było krótkie.
Andrzej zgodnie z planem nie pojawił się na porannym apelu, a jego nieobecność nie została nawet zauważona. Gdy tylko Rumunii się oddalili, Wacław powiedział do wszystkich pilotów:
-Podczas obiadu siadamy razem. Przedstawię wam, co wczoraj ustalono o ucieczkach w ramach operacji o kryptonimie "Bicie Piany". - Ludwik poczuł, że Wacław jest zły o tą nazwę, bo w tych słowach kryła się mocna irytacja - Mówiąc krótko, kto i kiedy ucieka, bo masowa ucieczka nie wchodzi chwilowo w grę. Andrzej jak widzicie już stąd się zmył, ale to nie samowolka, tylko właśnie "Bicie Piany". Tak więc odrobina cierpliwości, a teraz rozejść się, bo Rumunii mogą patrzeć.
I sam skierował się do baraku w którym mieściło się "dowództwo obozu", jak dumnie nazwano osoby, które Rumunii wyznaczyli na osoby kontaktowe i często tam zaglądali, gdy mieli jakieś sprawy.
Zaraz potem pojawiły się nowe twarze. Do obozu dotarło 4 pilotów ze 123-ciej eskadry! Podporucznicy Kawnik, Czerniak, Bożek oraz szeregowy Nowakiewicz. Od razu otoczyli ich koledzy z Krakowskiego pułku, dopytując się, co było u nich. A nie było za dobrze. Mając PZL 7a, byli na jeszcze bardziej straconej pozycji, niż reszta dywizjonu. Już pierwszego dnia zginął kapitan Olszewski, Feliks Szyszka został postrzelony, gdy wyskoczył na spadochronie, a i podchorążego Danka spotkał ten sam los. Aż dziw, że ostatecznie za 6 utraconych maszyn, sami pozbawili szkopów 6 maszyn, w tym dwóch Messerschmidtów 110, w czym "wyspecjalizował się" podporucznik Czerniak. Postrzelona eskadra wycofana została później pod Lublin i utracono kontakt z rannymi, którzy zostali w Warszawie. Ostatecznie dostali się z 4 maszynami na Przedmoście Rumuńskie i ewakuowali je do Rumunii, ale w ten sposób rozstali się też z innymi pilotami oraz zapleczem technicznym. Rumunii kazali im tylko przebazować samoloty, a potem wysłali ich tutaj i nawet widać było, że Erwin liczył, że tutaj spotka resztę personelu z eskadry.
-A jak poszło wam, Ludwiku? - zapytał Erwin [Kawnik]
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Ludwik Gwarczyński - Zew latania
- Do pewnego momentu dobrze.
W skrócie to mieliśmy kilka lądowisk zaczęliśmy blisko Wisły później przesuwaliśmy się na wschód podobnie jak wy.
Było ciężko, brak paliwa, nie jasne rozkazy , musieliśmy kombinować
w końcu wyszło tak że my nie mieliśmy już na czym latać i połączyliśmy się ze 122, ale trochę szkopów przez nas spadło.
Teraz na własną rękę, ale - Ludwik podniósł palec wskazujący do góry - zaznaczam tu, że wspierani duchowo przez dowództwo organizujemy "skoki", no przerzuty do Francji.
Tak wygląda sytuacja w naszej armii, a przede wszystkim nasz los. Jeszcze brakuję abyśmy latali na "drzwiach od stodoły".
W skrócie to mieliśmy kilka lądowisk zaczęliśmy blisko Wisły później przesuwaliśmy się na wschód podobnie jak wy.
Było ciężko, brak paliwa, nie jasne rozkazy , musieliśmy kombinować
w końcu wyszło tak że my nie mieliśmy już na czym latać i połączyliśmy się ze 122, ale trochę szkopów przez nas spadło.
Teraz na własną rękę, ale - Ludwik podniósł palec wskazujący do góry - zaznaczam tu, że wspierani duchowo przez dowództwo organizujemy "skoki", no przerzuty do Francji.
Tak wygląda sytuacja w naszej armii, a przede wszystkim nasz los. Jeszcze brakuję abyśmy latali na "drzwiach od stodoły".